Powitoł
Byłem - Yeah Bunny, niewiele jest filmów, z ostatniego przynajmniej wypustu, które by mnie tak przykuły do ekranu.
Historia, sposób jej wizualizacji, M_U_Z_Y_K_A sprawiały, że przez pół filmu miałem gęsią skórkę, praktycznie cały film siedziałem na skraju fotela, a po seansie miałem ochotę wjechać autem do Wisły. Diablo depresyjny.
Film to teatr jednego aktora. Phoenix: raz - powinien dostać Oskara, dwa - nie dożyje starości (obym się mylił).
Fajno zobaczyć, że Bobby De Niro żyje. Chyba zakręcę się wokół Irlandczyka.
Głębszej analizy nie napiszę. Muszę sprawę przemyśleć...
Chyba pójdę drugi raz do kina, na pewno kupię blureja jak się pojawi.
Na tą chwilę Joker to dla mnie samodzielny byt, bez powiązania z czymkolwiek co było. Nie o historię postaci mi chodzi, a o sposób jej przedstawienia. Zobaczymy jak to się rozwinie. Będę śledził...
p.s. O Jokerze mowa