Naczytałem się ostatnio sporo o telefonach, co namąciło mi w głowie i niestety chyba znowu wyleczyło mnie z iPhona na rzecz czegoś innego. Tym razem tym czymś jest HTC Desire, który nie dość, że kilkukrotnie od iPhona tańszy, to jeszcze wydaje się być od niego lepszy. Jeśli się mylę, to chętnie o tym poczytam... Drugim powodem który do iPhona mnie zniechęcił, jest artykuł który nie dalej jak wczoraj przeczytałem w jednym z czasopism. Artykuł traktował o serwisie gwarancyjnym iPhona w naszym kraju i kryteriów według których owy serwis ocenia czy telefon wymienić na nowy, czy odesłać, odbierając jednocześnie prawa gwarancyjne. Okazuje się zresztą, że tylko te dwie opcje wchodzą w grę, bo w Polsce serwisant nie ma prawa nawet takiego iPhona rozkręcić, a diagnozy dokonuje na podstawie koloru czujnika cieczy umieszczonego w gniazdku słuchawek i ładowarki. Czujników cieczy w iPhonie jest trzy, bo oprócz tych o których wspomniałem jest jeszcze jeden umieszczony w okolicach płyty głównej urządzenia, do którego z przyczyn oczywistych polski serwisant dostępu nie ma, a który jako jedyny jest w stanie jasno określić, czy telefon miał kontakt z cieczą czy nie, bo żeby zabarwić na czerwono dwa pozostałe czujniki, wystarczy porozmawiać chwilę w mżawce, albo w niskiej temperaturze, gdy każdemu naszemu słowu towarzyszy para wydychana z ust, w tym wypadku zabarwiamy dolny czujnik, który zabarwić się może też gdy na przykład w trakcie rozmowy mamy na biurku kubek z gorącym napojem.