Kiedyś dawno temu interesowałem się tematem i pewnie na boku tez dużo zegarków trafiło w ręce osób prywatnych. Jednak wspomniany zegarmistrz miał podpisaną umowę z armią Jej Królewskiej Mości na sprzedaż z demobilu zegarków armijnych i miał obowiązek znakowania ich w pokazany wyżej sposób. Tu chodziło o zasadę ewidentnego oznaczenia narzędzi wojskowych jako niezdatnych dla wojska. Podobnie jak kupując czołg czy działo z demobilu, jest pewność że z niego nie wystrzelisz. Tutaj jest pewność umowna, że nie będzie on używany przez armię. Zegarki bez tego bicia mają dwa pochodzenia - zostały zdjęte z wyposażenia jako zużyte/nie oddane, lub na lewo sprzedane bez oznaczeń przez zegarmistrza. Nie tylko Polacy kombinują . O ile można domniemywać, że zegarki bez oznaczenia brały udział w działaniach wojennych o tyle te z oznaczeniem mają szansę w zasadzie żadne na branie udziału w walkach. Co nie zmienia ani oceny zegarka a nawet upewnia jego pochodzenie, cena też nie jest jakoś zbytnio mniejsza z tego powodu. Oczywiście można podać setki szczegółów całej operacji ale przyznaję, że nie chce mi się wracać do tego tematu gdyż jest baaaardzo zawiły i sam internet nie rozwieje wszelkich wątpliwości. EDIT: należy pamiętać, że dużo trudniej jest wykonać napis dokładnie taki jak wykonywał zegarmistrz niż standardowe oznaczenie ATP które dzisiaj jest banalnie proste do podrobienia a co za tym idzie, oznaczenie zegarmistrza świadczy o oryginalności zegarka !