Mój poprzedni Dodge Ram 5.2 przejechał bez remontu silnika 980.000 km i... poszedł na żyletki Panowie jeśli kogoś stać na diesla to powinien kupić auto nowe. Mnie na takie nie stać więc jeżdżę dużymi benzynami. Używany diesel z Niemiec ma na pewno przekulane wiele setek tysięcy km gdyż Niemiec jako osobnik praktyczny i pragmatyczny nie kupuje droższego diesla po to by jeździć do kościoła tylko hulać po autostradach. Silniki z zapłonem samoczynnym, obecnie szalenie skomplikowane i wysilone, nie znoszą takiego traktowania jak to czyni w/w Niemiec. On auto rano odpala i pierwszy wjazd na autobahn i pełen but. I co się wtedy z takim silnikiem dzieje? Otóż zimny diesel jak i benzyna musi być rozgrzewany powoli. Dlaczego? Ponieważ gniazda wydechowe rozszerzają się o wiele szybciej niż ssące studzone powietrzem zasilanym z intercoolera. I co? i głowica stopniowo pęka między zaworami. Słynne 2.0 TDI VW padają z powodu pękania głowic gdyż nikt nie myśli o tym by je rozgrzewać powoli. Obecnie konstruowane silniki z zapłonem samoczynnym są tak skomplikowane, że cierpi ich trwałość. W komorze spalania pomiędzy czterema lub nawet pięcioma zaworami znajduje się końcówka wtryskiwacza zawierająca czujnik ciśnienia spalania oraz pomiar temperatury w komorze. To już jest technika kosmiczna. W instrukcjach obsługi nie pisze się o specjalnym traktowaniu silnika, ze względów marketingowych. Niech jeździ do końca gwarancji i do widzenia... Nie ma złego silnika jest zła obsługa i serwisowanie. Dla mnie bzdurą jest np. wymiana oleju co 30, 35 tys. km. Ja jeżdżę max 15.000 i wymiana.