-
Liczba zawartości
284 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez hiob
-
Mazda MX5, czy też Miata, jak jest tu bardziej znana, wcale nie jest w Stanach spostrzegana jako "babski samochód". Wynika to pewnie z rewelacyjnych właściwości jezdnych tego auta i jego popularności wśród tych, którzy regularnie jeżdżą bawić się na torze. Każda lista "najlepszych sportowych aut na świecie", "najlepszych drivers cars", czy "track cars", jaką widziałem w Stanach przez entuzjastów sportowej jazdy ma także Miatę. Co prawda listy "chick cars" też zwykle mają Miatę, ale to już jest taki samochód: Podoba się i damom i dżentelmenom, z różnych powodów. I nie zapominajmy, że są też takie wersje jak Flyin' Miata, czy Monster Miata, z silnikami Corvette i Mustanga. Koszt przeróbki? Zależy co chcemy tam mieć i gdzie to zrobimy, zwykle jest to masz samochód plus 20-50 tys dolarów, więc za gotowe auto 30-75 tysięcy, ale można znaleźć używane już za kilkanaście tysięcy dolarów: http://www.v8miata.net/cars-sale-4/
-
Myślisz, że uda się zlikwidować "efekt gumy do majtek" w tych skrzyniach? Dla mnie nie awaryjność tych skrzyń jest problematyczna (choć z obawy przed awarią pozbyłem się Audi), ale wrażenie zza kierownicy, że między silnikiem a kołami jest jakaś elastyczna przekładnia, która się naciąga jak guma do majtek. BTW kiedyś ukradłem gdzieś animację działania tej skrzyni i wkleiłem do swojego filmu: https://youtu.be/M1aKGEpTjH0?t=148 Ja mam jedynie doświadczenie z dwulitrowym silnikiem w BMW 328i F30 2014 i naprawdę nie jestem tam w stanie odczuć żadnej turbodziury. Na pewno nie ma tam żadnego jednosekundowego opóźnienia. Może dziesiąte części sekundy, nie więcej. Audi, samochód starszy, z 2005 roku, też się zachowywał bardzo poprawnie. Tam irytowała skrzynia, nie turbo. Na półkę idą te rozwiązania, które w praktyce się nie sprawdzają. Dwusuwy i Wankel miały problemy z trwałością, uszczelnianiem komory spalania, czystością spalin i po prostu w praktyce czterosuw okazał się lepszy - tak, jak za dwadzieścia lat jakaś forma elektryka okaże się lepsza i wyprze silniki spalinowe. Nie wiem, czy będzie to ogniwo wodorowe, czy baterie, ale jestem przekonany, że przyszłość należy do elektryków - a wtedy i problem skrzyni biegów zniknie. W 328i, zwłaszcza, gdy się jeździ w ustawieniu "S" w skrzyni biegów, co powoduje, że samochód jeździ na nieco wyższych obrotach, naprawdę trudno wyczuć, by auto miało turbinę. Reakcja na pedał gazu jest natychmiastowa. Moje M3 ma kompresor, a więc zachowuje się tak, jak silnik wolnossący i naprawdę nie odczuwam, by 328 reagował z jakimś opóźnieniem na pedał gazu, w porównaniu do M3. Jeśli chodzi o oszczędności, czy też straty energii w skrzyni hydrokinetycznej, to możemy sobie gdybać i każdy będzie miał swoją "subiektywną rację". Po mojemu jest rzeczą niemożliwą, by dzisiejsze automaty dawały straty rzędu 15% - tyle to nie było nawet 40 lat temu. Zgodzę się, że w warszawskim ruchu 328i może spalić więcej, niż M3 na przedmieściach Charlotte, ale to nie znaczy, że gdyby to auto miało skrzynię DSG, to paliłoby 15% mniej. Myślę, że nawet te 3% może być pesymistycznym założeniem.
-
Tylko, że to jest Subaru ze znaczkiem Toyoty. Podobno razem opracowywali, ale silnik ma boxer, made in Subaru i całe auto produkuje Subaru. Zgadzam się, z wyjątkiem wyjątkowych aut, w każdej innej sytuacji automat jest lepszy. Nawet w trucku - przejechałem miliony km z manualną skrzynią, teraz zwykle mam automat i praca jest o połowę lżejsza i przyjemniejsza. Nawiasem mówiąc te automaty w ciężarówkach Volvo mają 700 tys mil przebiegu gwarancji - i na razie się nie psują, a niektóre mają teraz przejechane po 400 tys mil, 650 tys km. Tu w ogóle większość aut ma automaty i też się nie psują. Nawet mój Cadillac z 51 roku ma automat, przebieg nieznany, ale ma 65 lat i dalej pięknie zmienia biegi. W ciężarówce też jest "DSG", przynajmniej w pewnym sensie - skrzynia jednosprzęgłowa, ale biegi zmieniają się same. Auto zmienia je płynniej, niż ja bym to zrobił w tradycyjnej skrzyni. Z DSG warto poczytać testy, różni producenci różnie je programują, do tego jak auto ma ustawienie "Sport", to będzie to mniej płynne, bardziej gwałtowne. Auto testowane może być zjechane, jeśli jest to egzemplarz przeznaczony tylko do jazd testowych. Ale w BMW to chyba tradycyjny automat? Przynajmniej taki jest w naszej 328i. Turbodziury skończyły się dobre 20 lat temu. No, może z 15. Dziś silniki z turbo są tak ustawione, że turbiny pracują od niskich obrotów , mają małą inercję i turbodziura praktycznie nie jest w ogóle odczuwalna. To już nie tak, jak w moim starym Saabie 9000 turbo, gdzie zdarzało się np. po deszczu i na łysych oponach, że jak się rozpędzałem od 1000 obrotów na dwójce, to przekraczając 3000 rpm koła zaczynały się ślizgać - bo turbo "kopnęło". W M3 też bywa podobnie, nawet na suchym asfalcie i doskonałych oponach, ale M3 ma kompresor, żadnej dziury, po prostu jak przekroczy na jedynce, czy dwójce 6000 rpm, moment obrotowy kół jest za duży, by się je dało utrzymać "przylepione" do nawierzchni. Nie wiem, czy te różnice byłyby tak duże. Stare automaty miały spore straty energii, te nowe już nie pracują w taki marnotrawny sposób. Nasze 328i w mieście (no, przedmieścia) pali 9,5, średnia z wakacji - 6,9. Nie sądzę, by DSG zaoszczędził tu dodatkowe 15%. Może 3 - 5 %, ale nie więcej. Ja ma trzy bez lock upu, w innym aucie 4, w trzecim osiem, a w trucku 12. Ale najlepiej się jeździ elektrykiem - zero biegów i też działa. Żaden automat nie będzie tak płynny, jak elektryk z jednym biegiem. Cadillac jest takim odpowiednikiem dzisiejszych ośmio- czy 10-biegowych skrzyń. Miał 4 biegi na przełomie lat 40 i 50, w czasach, gdy konkurencja zadowalała się dwubiegowymi automatami. Chevy Camaro i Ford F150 mają opcjonalnie 10-biegowe skrzynie, ale to są tradycyjne automaty. Wspólny projekt Forda i GM. Podobno w Camaro ta skrzynia zmienia biegi szybciej, niż PDK w Porsche. Ford ma też patent na 11 - biegową skrzynię, podobnie jak Honda, która w swej 11-biegowej skrzyni ma trzy sprzęgła. To są jednak na razie patenty, nie gotowy produkt. Wygląda jednak na to, że zanim wszyscy będziemy jeździć elektrykami, to skrzynie 8-10 biegowe staną się normą.
-
Nie pisałem swej odpowiedzi "przeciwko Tobie", nie wyzłośliwiałem się w żaden sposób, chciałem jedynie podzielić się ze wszystkimi uczestnikami dyskusji swoim zdaniem.
-
Przyspieszenia rzędu 10 sekund do 200 to osiągają takie auta jak 2015 Lamborghini Huracan LP 610-4, McLaren 570S, czy Porsche 911 Turbo S, co w niczym nie zmienai faktu, że Camry V6 ma bardzo dobre przyspieszenia. Ciągle nie robi to z niej auta dla entuzjastów. Ja jeżdżę na co dzień takimi samochodami jak 126p, Mercury Cougar z 72 roku, czy Cadillac z 51 roku. Żaden z nich nie przyspiesza tak, jak Camry, ale każdy z nich ma charakter, osobowość, duszę. Czy to znaczy, że jazda Toyotą nie sprawiałaby mi przyjemności? Pewnie by sprawiala - ja z przyjemnością jeżdżę też Nissanem Leafem i ciężarówką, a ani jeden, ani drugi z pewnością nie jest autem dla entuzjastów. Większość ludzi szuka samochodu, który jest "przeźroczysty", to znaczy jeździ tak, jakby go nie było. Samochód nie ma warczeć, szarpać, dawać nam odczuć każdą dziurę w asfalcie, ma po prostu nas dowieść bezproblemowo i wygodnie do miejsca przeznaczenia. Dlatego też zawsze mówię, że dla większości osób 328i będzie lepsze niż M3, a automat lepszy niż manualna skrzynia. I rozumiem, że kierowcy są jak rybacy - opowiadają cuda o swych autach. Pamiętam z dzieciństwa dyskusje moich wujów spierających się i dyskutujących o zaletach swoich aut - jeden miał Wartburga 312, drugi Skodę 1000 MB. Właściciele Toyoty też są z niej dumni i opowiadają jaki to wspaniały, szybki samochód, mimo, że prawdopodobnie nigdy tak naprawdę nie wykorzystali ani 80% możliwości tego auta. Mówiąc jednak o entuzjastach motoryzacji mówimy o tych, co preferują Morgana nad Citroena C5 i dla nich Camry może być co najwyżej autem dla żony, bo "if mama ain't happy, ain't nobody happy".
-
Pewnie tak, bo w końcu dostałem powiadomienie. I zgadzam się, że połączenie tematów miało sens. Ja tam nie mam problemu z połączeniem wątków Omegi i Rolexa. ;-) E tam... Dla mnie moja religia JEST pasją, którą doskonale łączę z innymi pasjami i nic mi się tu nie gryzie. I żeby było jasne ani samochody, ani zegarki tą religią nie są, dlatego mogę mieć kilka samochodów i kilka zegarków, a religię mam jedną.
-
A co to się stało, że dwa wątki tak popularne, po połączeniu, nagle umarły naturalną śmiercią? Może nie wysyłają teraz powiadomień o wpisach? Ja nic nie dostaję...
-
Należy tylko pamiętać, że akurat ta organizacja swój ranking bazuje tylko na awariach związanych z układem napędowym, a więc silniki i skrzynie biegów, a swoje dane uzyskują z aukcji samochodowych. Oczywiście każda próba zebrania statystycznych danych będzie zawierała jakieś uogólnienia, czasem nawet zakłamania. Na aukcje często trafiają samochody nieco gorsze od przeciętnych - na przykład dealer nowych aut te lepsze, które otrzymał z zamiany za nowe trzyma na placu, gorsze wysyła na aukcję, ale mimo to pewne nauki z takich statystyk można wyciągnąć - na przykład taką, że jak nie chcemy mieć problemów, to powinniśmy kupić Toyotę. Problem jedynie z tym, że Toyota nie produkuje w zasadzie aut dla "entuzjastów", aut, na widok których szybciej bije serce. Prawdą jest i to, że większość ludzi szuka właśnie takich aut, jak Toyota, a szybsze bicie serca załatwia sobie w innych dziedzinach życia. Przykład Toyoty pokazuje też jak absurdalna jest idea, że producenci celowo robią auta mało trwałe, z "wbudowanym defektem", bo najwięcej zarabiają na naprawach w ASO. Jest to absurd z kilku powodów. Po pierwsze w USA, największym rynku zbytu dla samochodów, to nie producent jest właścicielem stacji ASO. Są to u nas w 100% niezależne firmy - wymaga tego prawo. Po drugie, poza nielicznymi wyjątkami, wszystkie firmy znane z marnej jakości pobankrutowały - przykładem jest tu motoryzacja brytyjska, dziś już nieistniejąca, a te, które robią solidne auta rozkwitają - Toyota, Honda, czy Mercedes, który z niszowej firmy wyrósł na giganta, głównie dzięki niezniszczalnemu modelowi W123. Dlaczego zatem auta się psują? To proste: Bo oprócz inżynierów auta konstruują też księgowi, a to powoduje, że zawsze się idzie na jakieś kompromisy. Nie wszystko też da się przewidzieć, więc wpadki zdarzają się najlepszym. Nawet Toyocie. Zarabia się na nowych autach, ale nabywcy nowych aut w największych rynkach zbytu, jak USA, czy kraje Europy Zachodniej, zmieniają je co trzy - cztery lata. Jeśli auto ma reputację bezawaryjnego, uzyskuje dobrą cenę na wtórnym rynku, a klient powraca, by nabyć następne. Jak auto ma problemy techniczne, to klient sprzedaje go tanio i nie kupi już następnego wozu tej marki. My mieliśmy taką sytuację z Mazdą 6. Mazda robi dobre auta, ale moja żona nawet gdyby dostała jakąś w prezencie, oddałaby ją komu innemu. Nigdy w naszym garażu już nie będzie Mazdy - a tę szóstkę kupiliśmy nowiutką. Toyoty też pewnie nie będzie, ale to z innych powodów, choć aktualna wersja Avalona bardzo mi się podoba. Poprzednie były bezpłciowe, po prostu brzydkie, ta jest ładna w środku i z zewnątrz, ma dobre opinie w testach i na pewno byłaby rozsądnym zakupem. Dzięki.
-
W zestawieniu, które podlinkowałem powyżej rzeczywiście "siódemka" wypada fatalnie. Akurat z tym modelem nie miałem żadnych doświadczeń. http://longtermqualityindex.com/vehicles/BMW_7_Series.html Szwagier jeździ "Piątką" GT, która jest chyba budowana na płycie podłogowej "siódemki" i nie słyszałem, by miał z nią jakieś problemy, ale to jednak w statystykach jest ujęte z innymi "piątkami" - poza tym to bardzo mało popularny model.
-
Co do serwisu ASO w Polsce trudno mi się wypowiadać, bo nie korzystam. Tutaj, w Stanach, są rewelacyjni, choć nie są tani. Natomiast co do stwierdzenia, że, cytuję, "bmw to totalna padaczka", to mógłbyś to jakoś obiektywnie uzasadnić? Jakieś statystyki? Czy jest to jedynie Twoja opinia, bo po prostu nie lubisz BMW? Nie interesują mnie opowieści typu "kolega jechał i mu korba wyszła bokiem", tylko konkretne statystyki. Bo jeśli chodzi o jednostkowe przypadki, to akurat mam w rodzinie i we własnym garażu kilka aut tej marki - i zero problemów. Zatem albo mamy wyjątkowe szczęście, albo nie jest to "totalna padaczka". Badania rynku używanych aut w Stanach pokazują, że BMW "trójka" raczej radzi sobie "średnio", to znaczy w grupie aut swej klasy trzyma się w pobliżu statystycznego środka: M3 wypada nawet lepiej niż "cywilne" trójki, ale to pewnie wynika także z faktu, że mają mniejsze przebiegi. A tak wyglądają wykresy dla najpopularniejszych aut, kompaktów i "mid size": (Ford Fusion to Mondeo w Europie) Tak więc wcale BMW "3" nie wypada tutaj źle. Może to nie jest jeszcze jakość Toyoty Camry, ale ciągle lepiej, niż VW Golf i Jetta, Ford Focus, Mazda 6, czy Audi A3/A4
-
Samochód osiąga ponad 320 km/h. Pozwól,ze to ile ja nim jechałem, pozostanie moją tajemnicą. Jest jednak na YT film a identycznym samochodem, identyczny kompresor, jadący 337 km/h. Z przyspieszeniem do setki, wraz ze wzrostem mocy, zaczynamy mieć poważny problem. Po prostu zwykłe opony nie są w stanie przenosić takich mocy, a opony czysto wyczynowe mają swoje ograniczenia: Albo są to opony na tor dragsterów i słabo trzymają samochód na zakrętach, albo są to opony "półwyścigowe", które po pierwsze muszą być odpowiednio rozgrzane, a po drugie mają wysoką cenę i niskie przebiegi. Trochę lepszym wykładnikiem jest przyspieszenie, powiedzmy, od 110 do 210 km/h. Tutaj zestawienie kilku aut, czasy od 70 do 130 mph (112 do 209 km/h) 2015 Lamborghini Huracan LP 610-4, 602 KM, 3440 funtów - 6,6 sekundy, 2016 McLaren 570S, 562 KM, 3189 funtów - 6,7 sekundy, 2008 BMW M3 E90 ESS Supercharger, 601 KM, 3650 funtów -7,0 sekund, 2017 Porsche 911 Turbo S, 580 KM, 3563 funtów - 7,3 sekundy, 2017 Audi R8 V10 Plus, 610 KM, 3684 funty- 7,4 sekundy, 2016 Porsche 911 GT3 RS, 500 KM, 3292 funty - 7,5 sekundy, 2016 Cadillac CTS-V, 640 KM, 4128 funtów - 8,0 sekund, 2016 Dodge Charger SRT Hellcat, 707 KM, 4576 funtów - 8,1 sekundy, 2015 Chevrolet Corvette Z06, 650 KM, 3536 funtów - 8,1 sekundy, 2016 Mercedes AMG GT-S, 503 KM, 3683 funty - 8,3 sekundy, 2015 BMW M5 575 KM, 4300 funtów - 8,7 sekundy, 2014 Porsche 911 GT3, 475 KM, 3269 funtów - 8,8 sekundy, 2017 Porsche 911Carrera 4S, 420 KM, 3510 funtów - 9,7 sekundy, 2016 Ford Mustang Shelby GT 350R, 526 KM, 3708 funtów - 10,0 sekundy, 2015 Shelby Super Snake (Mustang), 850 KM, 3831 funtów - 10,4 sekundy, 2015 Porsche 911 Carrera GTS, 430 KM, 3341 funtów - 10,4 sekundy, 2017 Porsche 911 Carrera S Cabrio, 420 KM, 3514 funtów - 10,4 sekundy, 2017 Porsche 911Carrera, 370 KM, 3229 funtów - 10,7 sekundy, 2017 Chevrolet Corvette Grand Sport, 460 KM, 3450 funtów - 10,7 sekundy Jak widzisz, na trzecim miejscu jest moje BMW, czas zmierzony tutaj: Prawdę mówiąc wiele szybkich aut dostaje zaliczki przy takich prędkościach. Na przykład Tesla S P85D, z którą miałbym problem "do setki", w tym zakresie prędkości zostaje daleko w tyle, mimo swoich niemal 700 KM - 12,5 sekundy. Tak więc ciągle, mimo swoich dziewięciu już niemal lat, moja eMeczka radzi sobie nieźle. Ja z Audi A4 B7 pojechałem do ASO wymienić żarówkę. Trzeba albo zdjąć zderzak, albo mieć rączkę trzyletniego dziecka, żeby się tam dostać.
-
E, bo to nie były Mustangi, tylko Fordy Pinto. Ale tak na serio, to zdumiewające jest jak bardzo idą w górę ceny Mustangów II. Dziś to już auta 40-letnie, więc w dobrym wieku, by kolekcjonerzy zaczęli spoglądać na nie życzliwym wzrokiem. Nawiasem mówiąc przez pięć lat wyprodukowali ich ponad milion, z czego ponad 1/3 w pierwszym roku produkcji, a potem już było z górki. M3 e90 trudno porównać "obiektywnie" z jakimś autem. Jedynie może z AMG C63, czy Audi RS4. To nie jest "normalne" auto i dla 95% nabywców 328i będzie lepszym wyborem, pod wieloma względami. A 328i mnie totalnie zaskoczyło - w pozytywnym sensie. Ten silnik z ośmiobiegowym automatem jest fantastyczną kombinacją. Ekonomiczny, szybki, dający sporą frajdę z jazdy. Na wakacjach - jazda autostradami, plus kilka miast i parków narodowych - zużycie wyszło nam poniżej 7l/100km, komfort jazdy dla dwóch osób zupełnie wystarczający, (choć nie jest to Citroen C5) i w sumie jesteśmy bardzo z tego zakupu zadowoleni, tym bardziej, że i cena była atrakcyjna.
-
Porównywałem kiedyś topową wersję BMW e90 (2008 M3) z bazową wersją F30 (2014 328i). Akurat wartość rynkowa tych aut była podobna. Jak porównanie wyszło, możecie zobaczyć sami: Jeśli chodzi o wybór auta, to są to zawsze subiektywne kryteria nabywcy i trudno mówić, że coś jest lepsze, czy gorsze. Ja mam siedem samochodów, tak różnych, że z pewnością nie da się tu nic uogólnić. Mały fiat - bo nostalgia za pierwszym "normalnym" autem w rodzinie (wcześniej był przedwojenny Mercedes, ale ten to zwykle był zepsuty. ). Cougar - bo kiedyś też miałem i całe lata żałowałem, że się go pozbyłem. Cadillac - bo się w nim zakochałem od pierwszego wejrzenia. M3 - bo od czasu czytania książek Nienackiego marzyłem o takim aucie jakie miał Pan Samochodzik. M3 nie pływa, ale ma 4 drzwi i 600 KM i jest szybszy of ferrari 410 Superamerica. Hej, jest nawet szybszy od Ferrari 430. 328i - bo moja żona się nim zachwyciła i to jest jej auto, a elektryczne Leafy - bo są tanie w zakupie i eksploatacji, a dla moich dzieci idealne, gdyż one nigdy się nie nauczą, że w samochodzie d=czasem trzeba sprawdzić poziom oleju, a żeby kupić paliwo dobrze by było mieć jakieś pieniądze. Według wielu to najbrzydsza wersja Mustanga, ale ja się z tym nigdy nie zgodzę. Czwarta (następna) generacja, z lat 1994-2004 jeszcze brzydsza. Ale wtedy, w latach osiemdziesiątych, to nie był źle wyglądający samochód. Miałem dwa: model 1986 i 87, czyli pofaceliftingowy. Do tego był kompresor, moc w granicach 350-400 KM, a samochód był relatywnie lekki. Ale nawet zanim doszedł kompresor, mocy mu nie brakowało;
-
A ja jestem miłośnikiem i klasyków i BMW i Saabów. Mój Saab to był model 9000 turbo, rocznik 1987. Na ówczesne czasy rewelacja, 2 litry turbo, 175 KM. Co prawda na tle dzisiejszych aut wypada mizernie, a sama charakterystyka tamtego silnika w porównaniu do dzisiejszych aut dramatycznie i diametralnie różna. Dziś mam też dwulitrowego czterocylindrowaca turbo, 245 KM, ale w samym charakterze auto totalnie inne. Saab tak do trzech tysięcy obrotów był słaby jak bździna, przekraczając 3K rpm dostawał kopa. setka w siedem sekund, całkiem nieźle jak na lata osiemdziesiąte, ale trzeba było trzymać obroty powyżej 3K, inaczej auto robiło wrażenie, że ma silnik z Yugo. W BMW 328 zupełnie inne odczucia - żadnej turbodziury i niesamowity moment od bardzo niskich obrotów, a setka sporo poniżej sześciu sekund, mimo większej wagi auta. Bardziej uczciwe byłoby porównanie 320i do 9000 turbo i tu okazuje się, że po 30 latach niewiele się poprawiło. Moc podobna, osiągi także niewiele lepsze w BMW. Nawiasem mówiąc dla prawdziwego Saabofila 9000 nie był prawdziwym Saabem. To wspólny projekt z Fiatem, Lancią i Alfą Romeo i co najgorsze - stacyjka w kolumnie kierownicy, nie w podłodze. Saab miał gorsze wpadki, jak Saabaru 9-2, czy Saab 9-7, które miały tylko znaczki firmowe Saaba (i stacyjkę w podłodze), ale prawdziwy Saab to jednak 93/900/9-3, czy 9-5. Avalon zaczyna się poniżej 30K, dobrze wyposażone egzemplarze to 40-45 K dolarów. Za cenę bazowego 328i można mieć Avalona z każdą niemal opcją - i obiektywnie będziemy mieli znacznie lepszy samochód. Ale samochodów nie kupuje się "obiektywnie", ale zazwyczaj także sercem, dlatego np. moja żona nawet nie chciała słyszeć o tym, by kupić jej Toyotę. Ona chciała BMW. Ofert Avalonów w mojej okolicy znajdziesz tutaj: https://www.cars.com/for-sale/searchresults.action/?mkId=20088&AmbMkId=20088&AmbMkNm=Toyota&make=Toyota&AmbMdId=20658&AmbMdNm=Avalon&model=Avalon&mdId=20658&rd=50&zc=28105&searchSource=QUICK_FORM
-
Cougar ma się doskonale. A garaż rzeczywiście by się przydał, choć nie bardzo jest jak i gdzie go postawić.
-
Raport TUV bazuje na wynikach badań okresowych aut, gdzie się jedzie sprawnym autem. Jak ktoś ma przepaloną żarówkę, to wychodzi w tym zestawieniu, że awaryjny, ale jak mu się rozsypało turbo, to raport tego nie wykryje, bo nikt nie wozi takich aut lawetą na przegląd. Ja nie znam osobiście dwóch osób mających nowe BMW, znam jedną - moją żonę. Kupiliśmy półroczne BMW 328i, z przebiegiem 8 tys km, przejechaliśmy nim 22 tysiące i jak dotąd zero problemów. Jedyne, co się zepsuło, to plastikowe obramowanie za tylnymi drzwiami zaczęło odstawać i dealer na gwarancji wymienił. Samochód rewelacyjny. Dwa litry turbo, 245 KM, po mieście pali poniżej 10 l, na wakacyjnej trasie zszedł poniżej siedmiu, setka poniżej 6 sekund, rewelacyjny automat ośmiobiegowy. Jasne, że F30 już stracił trochę tej "magii", jaka była w starszych generacjach BMW, ale ciągle jest to doskonały samochód. A mówiąc o skrzyniach biegów, to... ostatnio mój garaż powiększył się o dwa samochody nie mające w ogóle żadnej skrzyni biegów. Niesamowite wrażenie, gdy się jeździ elektrykiem. zawsze jest na właściwym biegu, zawsze ma najwyższy moment obrotowy i choć "na papierze" Nissan Leaf nie ma rewelacyjnych osiągów, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Po prostu gdy wciśniemy pedał gazu przyspiesza zawsze z największą możliwą skutecznością do tego w ciszy i bez żadnej nerwowości, A przebieg 100-125 km po mieście w zupełności wystarcza, nawet, gdy się mieszka w tak rozległym mieście jak moje.
-
Pozwólcie, że przerwę tę interesującą dyskusję i odpowiem na pytanie zawarte w tytule wątku. Ja, rzecz jasna, uważam, że zegarek powinien mieć duszę, czyli mechanizm napędzany sprężynką. Bateria zabija duszę i szanujący się miłośnik zegarków nie włoży na rękę niczego z kwarcowym mechanizmem. To oczywiście jest tylko moja opinia, a ponieważ zdarza mi się być hipokrytą, to w kolekcji ma też kwarcowego IWC SL ref. 3728, z mechanicznym stoperem. Tyle tylko, że podarowałem go żonie. Wracając do aut, samochód też powinien mieć duszę. BMW M3, muscle cars, mały fiacik, stary Cadillac - to auta z duszą. Wszystkie są w moim garażu: I tego... No właśnie... Kupiłem dwa kwarcowe zegarki, to znaczy dwa elektryczne auta. Dlaczego? Bo są jak kwarcowe zegarki: Tanie w zakupie, tanie w eksploatacji, dokładnie chodzą - inaczej mówiąc bardzo praktyczne. A do tego są one dla dzieci, więc ja się nie muszę wstydzić, że nimi jeżdżę, (choć jeżdżę nimi regularnie, ale nie mówcie nikomu).
-
Z patologiami trzeba walczyć, jasne, ale dzieciom także należy pomagać. Największą tragedią Polski dzisiaj jest to, że jest tak mało dzieci. Spójrz na Detroit - umierające miasto w kraju, gdzie wszystko kwitnie i porównaj go do takich miejsc, jak Charlotte, Atlanta, Las Vegas, Phoenix, czy jakąkolwiek inną metropolię, gdzie lawinowo rośnie ilość mieszkańców. Gospodarkę napędzają dzieci i z ekonomicznego punktu widzenia opłacałoby się pewnie i dwa tysiące dawać na każde dziecko. Dlaczego? Bo to wszystko wróci zwielokrotnione do skarbu państwa. Nie wspominam już nawet tego, że tylko te dzieci mogą płacić nasze emerytury. Jeśli zaś chodzi o mój przyjazd do USA, to jestem "politycznym". Dostałem azyl, zresztą w pewnym sensie "dzięki Jaruzelskiemu". Po prostu przypadkowo termin interview w amerykańskim konsulacie w Wiedniu miałem wyznaczony na 14 grudnia 1981 roku, a w 1981 czternasty grudnia wypadł akurat nazajutrz po trzynastym... W związku z czym witali nas tam niemalże jak bohaterów i jedyna osoba, która w tym dniu nie dostała azylu, to był jakiś kompletnie pijany facet, który im wygrażał i mówił, że im wszystkim pokaże. Ale i on nie dostał odmowy. Kazali mu jedynie przyjść gdy wytrzeźwieje. Dziękuję i wzajemnie. Nie, jest to zupełnie legalne w naszym stanie. Nakręciłem nawet o tym jakiś film: Myślę, że mojemu by nie dało rady... Przynajmniej po modyfikacjach. 600 KM i kilkaset kg mniej wagi robi swoje. Ale na pewno S55 jest wspaniałym autem. Jeden z moich przyjaciół ma taką maszynę i zanim kupiłem swoją eMkę, nieskutecznie marudziłem, by mi go sprzedał.
-
Dzięki. Miałem dokładnie takiego samego gdzieś w 1983 roku, ale wtedy to nie był żaden klasyk, ani youngtimer, tylko po prostu używany samochód w kiepskim stanie. Po 30 latach mogłem wreszcie przestać żałować, że go sprzedałem. Oj tam, oj tam, zazdrościć jest nieładnie, a z amerykańskiej perspektywy nie wszystko tak cudownie wygląda, jak się może Wam wydawać. Na przykład tutaj znacznie mniej ludzi zwraca uwagę na i docenia takie rzeczy, jak np. dobry zegarek, więc jeśli ktoś dumnie nosi swój czasomierz, najczęściej tylko on sam jest tego świadom. Nie mamy też tutaj co chwilę żadnych długich weekendów, nie jeździmy na wakacje do Egiptu i Casablanki. Z urlopami też bywa kiepsko. Co prawda są firmy, gdzie urlopu można mieć więcej, niż w Polsce, np. moja żona ma 8 tygodni, ale też są takie, że nie ma go wcale - mój syn pracuje od 3 lat bez urlopu i bez perspektyw na to, by go kiedykolwiek dostać. Prawo bowiem tu nie nakazuje pracodawcom oferować czegoś takiego. Ja pracuję w Stanach ponad 30 lat, ale mam tylko 2 tygodnie urlopu (plus 10 "personal days") gdyż w tej firmie jestem dopiero 3 lata. Po siedmiu latach będę miał trzeci tydzień, po 14 miałbym czwarty, a po 21 piąty, ale tego już nie doczekam, bo za 7 będzie chyba emerytura. Do tego koncepcja 40-godzinnego tygodnia pracy też jest raczej czymś nieznanym w USA. To znaczy w biurach, na poczcie, czy w banku tak się pracuje, ale ja jestem kierowcą i choć pracuję tylko 4 dni w tygodniu, to ciągle jest to 50-60 godzin. Moja żona ma 36-godzinną zmianę, trzy dni po 12 godzin, ale zawsze jest więcej pracy, bierze zwykle dodatkowy dzień, czasem dwa i jej też średnio wyszło za ten rok ponad 50 godzin. Czasem więc myślę, że może lepiej byłoby w Polsce? Jasne, marzenia są po to, by je spełniać, a samochód z silnikiem V12 to przynależność do jakiegoś ekskluzywnego klubu. Nie chodzi tu o sens, ale o pewien prestiż, choć przyznam, że mnie by nie przyszło do głowy coś takiego. Ja myśląc o V12 myślę raczej o Astonie, nie o małej Bawarce. Żeby nie odbiegać od tematy, zdjęcie rodzinne mojego garażu.
-
Ja też, ale maluszek to jest bardzo szybki samochód. Jeździ zygzakiem między większymi pojazdami i najszybciej dojeżdża do celu. ;-)
-
Ale jazda do pracy także może być przyjemnością. Tak, 1972 Mercury Cougar XR7
-
Aktualizacja mojego garażu... Do tej pory miałem trzy "osobiste" samochody, plus samochód żony. O dzieciach nie wspominam, bo choć mieszkają z nami, to ich aut nie ruszam. To moje M3 i 328i Grażynki: Ale ja pracuję 4 dni w tygodniu, a żona mi nie chce pożyczać auta, bo sama nim co dzień jeździ, więc musiałem dwa razy jechać do pracy tym samym autem. Ale no more! Do mojej kolekcji dołączył czwarty pojazd i teraz mogę każdego dnia pokazać się w robocie w innym samochodzie.
-
Nie wiem skąd się bierze w Polsce opinia, że amerykańskie samochody słabo sobie radzą w zakrętach. Pewnie stąd, że w Polsce najczęściej spotykanym amerykańskim autem jest klasyk z przed paru dekad, albo dupowóz typu Chrysler Pacifica. Tymczasem prawda jest taka, że amerykańskie auta zawstydziłyby większość ich europejskich konkurentów. Podam tylko dwa przykłady - większość z tych aut to już poprzednia generacja, ale dobrze ilustrują jak jeżdżą dziś amerykańskie fury. Nowy Mustang z pewnością nie jest gorszy od tego z 2011, a ten z 2011 osiągał na torach niemal identyczne wyniki, jak BMW M3. A na torze wychodzi prawda nie tylko na temat mocy, ale też zawieszenia i hamulców. Amerykańskie auta, zwłaszcza takie, jak Mustang, Camaro, Corvette, czy Cadillaki serii "V" skręcają i hamują nie gorzej, niż jakiekolwiek inne auta na świecie.
-
Miałem parę Mustangów, ale to były auta z innej epoki. Najnowsza generacja jest doskonałym samochodem, zwłaszcza, gdy się weźmie pod uwagę cenę. Obawiam się jednak, że pójdzie ona ostro w górę, gdy się doda kilka opcji. U nas rozpiętość cen Mustangów, z tym samym silnikiem, w tej samej wersji GT 5.0 to 32-45 tys dolarów. Wydaje mi się, że zwłaszcza w Polsce warto się przyjrzeć wersji EcoBoost. Ponad 300 KM, setka w 5,5 sekundy, lepsze spalanie i lepszy balans samochodu, dzięki lżejszemu silnikowi, nie wspominając już o niższej cenie.
-
Tam ciągle te biegi trzeba zmieniać ręcznie, więc to nie jest skrzynia dla leniwych. Leniwym polecam DSG. Przyczyna dla której włącza się tam od razu czwórka zamiast dwójki jest dość prosta. W Stanach płaci się "gas guzzler tax", podatek od zbyt wysokiego zużycia paliwa. Jest on dodawany do ceny nowego samochodu i np. za mojego M3 w 2008 roku wynosił on 1300 dolarów. W aucie, którego cena podstawowa wynosiła nieco ponad 50 tys jest to dość pokaźna kwota, więc producenci starają się unikać tego jak mogą. Sposób badania średniego zużycia paliwa określają normy, które dla auta z manualem brzmią mniej-więcej tak. "Przy prędkości 15 mil na godzinę zmieniamy bieg na dwójkę i przez 10 sekund rozpędzamy się wciskając pedał gazu w 30%..." - i wykonuje się ten test na hamowni, nie w realu. Taka skrzynia pozwala na osiągnięcie lepszego wyniku i uniknięcie płacenia tego podatku, bo nie da się włączyć dwójki - włączy się czwórka, mimo, że postępuje się tak, jak norma nakazuje. Cieszę się, że w moim aucie (w M3) mam normalną skrzynię, gdzie mam dokładnie ten bieg, który sobie wsadzę. Dlatego też nie chciałem DSG, mimo, że auto z nim jest minimalnie szybsze, bo tam czasem komputer wie lepiej czy można bieg zmienić, czy nie.
