-
Liczba zawartości
284 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez hiob
-
Co prawda na co dzień to moja żona chodzi z tym zegarkiem, ale dzisiaj jest na mojej ręce. Wrócił właśnie z "generalnego remontu" i jest jak nowy, a ja jestem lżejszy o tysiąc dolarów.
-
Tak. Napodróżował się aż miło. Szkoda, że ja nie mogę dostać jego frequent flyer miles. Pewnie bym mógł już polecieć do Polski w klasie biznesowej.
-
Poprawili i wreszcie jestem usatysfakcjonowany. Jest zdjęcie na poprzedniej stronie i są fotki w tym temacie: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/97441-heuer-carrera-1553-s/page-6?do=findComment&comment=1349800
-
Zenith cudowny!
-
-
Dziś wyjątkowo Bulova, prezent dla syna, ale on jeszcze w pracy, więc mogę sobie ja z nią chwilkę pochodzić.
-
Miałem kiedyś Saaba 9000 turbo. Pewnie ten sam silnik, 2 litry. Po latach ten silnik był jedyną rzeczą, jaka w tym samochodzie perfekcyjnie działała... A ja ostatnio jeżdżę autem o wdzięcznej nazwie Ford F150 XLT Super Crew V8. Auto z wypożyczalni, bo moje chwilowo w warsztacie. Byłem ciekaw co w nim takiego jest, że jest on bestsellerem w USA, niemal "od zawsze". Prawdę mówiąc trzy pierwsze miejsca na liście najlepiej sprzedających się aut w USA mają duże pickupy: Ford F150, Chevy Silverado 1500 i Ram 1500.
-
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
hiob odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Podobno w Chinach to i za 35 zł się kupi. I to od razu kilka. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
hiob odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja chyba też się jeszcze nie pochwaliłem tu swoją Omegą. Jest to tytanowa Omega Seamaster 2298.80, zegarek roku 1994, którą dostałem w prezencie od mojej kochanej żony w na 20 rocznicę ślubu w 1999 roku. To były czasy gdy Omega nie chciała na siłę kopiować Rolexów i nie zmieniała wyglądu swych zegarków co dwa lata, by na siłę zdobywać nowych klientów. Moim zdaniem (choć trudno mnie tu posądzać o jakiś obiektywizm ) to jest właśnie ten ponadczasowy, klasyczny Seamaster, który będzie symbolem Omego przez długie lata. Ani wcześniejsze, ani późniejsze modele nie wyglądały już tak dobrze i tak "omegowsko". BTW ten samochód w tle niektórych fotek to nie przypadek, to też prezent od mojej żony i też totalne zaskoczenie. Ja naprawdę muszę uważać, gdy z nią rozmawiam, by nie wspomnieć, że coś mi się podoba, bo takie gadanie potem może mieć swoje konsekwencje. No, powiedzmy, że są od tego wyjątki, np. gdybym wspomniał, że mi się podoba nasza nowa sąsiadka, to konsekwencje byłyby diametralnie odmienne, niż w przypadku Seamastera, czy eM Trójeczki. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
hiob odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Bóg zapłać, dobry człowieku! -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
hiob odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Przepraszam za moje naiwne i zapewne głupie pytanie, ale co to jest "PO"? Czytając to forum mam wrażenie, że ja jeden na calym świecie nie wiem co to znaczy, mimo, że jestem fanem i użytkownikiem zegarka tej zacnej marki od wielu lat. -
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
hiob odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Czy jest możliwość zakupu takiej bransolety do mojego Explorera? Jakie to są mniej-więcej koszty i gdzie to można kupić? Czy tylko poprzez autoryzowanego dealera Rolexa, czy może da się przez Net? Googlując jedyne co znalazłem to chińskie "oryginalne bransolety bez logo Rolexa, pasujące także do innych zegarków". Mają jedną zaletę - są tanie. Ale ja wolałbym coś ze Szwajcarii, nawet, jeśli trzeba by zapłacić parę groszy więcej. Orientujecie się też może, czy przy wysłaniu do Rolexa zegarka w celu regeneracji/czyszczenia była by możliwość wymiany bransolety na nowszy rodzaj? -
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
hiob odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja mam trochę inne doświadczenie, ale też mam trochę inne zegarki. Mam tytanowego Seamastera z kopertą 40 mm i stalowego Explorera II. Zegarki mają podobną wielkość i wagę (Omega 145g, Rolex 125g). Chodzę z nimi na przemian, zwykle po dwa-trzy miesiące z jednym, potem drugi. Uważam, że Omega jest wygodniejsza, pasuje "jak ulał". Bransoleta Rolexa to jakiś ponury żart - jakość wykonania i "feel" jak w bransolecie z WalMartu za pięć dolarów. Może w najnowszych zegarkach to się zmieniło, mój Rolex ma już 15 lat, Bransoleta Omegi jest solidna, robi wrażenie "drogiej" i jest zaokrąglona dokładnie tam, gdzie być powinna, przynajmniej na moim nadgarstku. Problem z Rolexem to głównie zapięcie - zwykła, przetłoczona blaszka - chińskie podróbki mają to zrobione lepiej i szerokość bransolety, a raczej jej "wąskość". Mogłaby być milimetr, czy dwa szersza. Nie zmienia to w niczym faktu, że po dniu, czy dwóch noszenia Omegi zapominam o tych brakach. Zapięcie bransolety i tak jest niewidoczne, a ja nigdy zegarków nie zdejmuję, więc mnie nie denerwuje "cheapowatość" zapięcia Rolexa, aż do momentu, gdy za trzy miesiące stwierdzę, że chyba czas na zmianę i ponowne założenie Omegi. -
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
hiob odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A co to ma tu do rzeczy? Czy w Polsce każdy, kto kupuje ładne i drogie rzeczy ma "nawalone w czaszce"? Kolega Hiob doskonale zrozumiał, tak samo, jak zapoznał się z późniejszymi sprostowaniami i wyjaśnieniami kolegi Krystiana. Ale to chyba kolega Krystian nie zrozumiał mojej wypowiedzi. Ja nie pisałem o konkretnym zegarku, ani o tym ile on zawiera złota, czy innego metalu i ile ten metal kosztuje. . Ja pisałem o szerszym zagadnieniu, mianowicie o tym, czy ktoś kupując coś, co się mu podoba, nawet za abstrakcyjnie wysoką cenę, ma nawalone w czaszce, czy też nie. -
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
hiob odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Tak rozumując można by dojść do wniosku, że kupno jakiegokolwiek szwajcarskiego zegarka, niezależnie od tego, czy za 48 tysięcy, czy za połowę, czy nawet za 10% tej ceny jest szaleństwem. W końcu zegarek z Walmartu (czy co tam w Polsce jest jego odpowiednikiem) wyprodukowany w Chinach i kosztujący sto złotych też nam pokaże czas. Często dokładniej, niż najlepszy mechaniczny zegarek. Rzeczy są tyle warte, ile nabywca jest skłonny za nie zapłacić. Wartość materialna Grających w karty Paula Cezanne'a pewnie nie przekracza dolara, czy dwóch, a jednak ktoś zapłacił za ten obraz 250 milionów dolarów. Dlaczego? Materialna wartość płótna, farb i drewna ramy to grosze, ale artystyczna wartość malowidła była wyceniona przez władcę Kataru na ćwierć miliona US$. Rolex sprzedaje więcej zegarków, "z górnej półki" niż jakikolwiek ich konkurent. Wszyscy więc mają "nawalone w czaszce"? Moda? A może te zegarki mają jednak w sobie "coś"? Ja akurat chodzę na zmianę z Omegą i Rolexem. Zapłaciłem też za nie podobną sumę pieniędzy. Nie wiem, który z nich ma "ciekawszy mechanizm". Kupiłem je dlatego, że mi się podobały i cena, którą zapłaciłem, wydawała mi się adekwatna do tego, co za nią otrzymałem. Czy to znaczy, że też mam "nawalone w czaszce"? Czy może tylko wtedy bym miał, gdybym za Rolexa zapłacił dwa razy więcej? A co z tymi, co noszą złote sygnety, czy brylantowe spinki przy rękawach? Przecież guzik też zapnie mankiet, prawda? De gustibus non est disputandum, ale mówienie o takich osobach, że mają "nawalone w czaszce" to chyba lekka przesada. A może wszyscy powinniśmy jeździć ekonomicznymi samochodami, ubierać się w tanich sklepach, oglądać program TV w 17-calowych telewizorach, a wczasy spędzać na działce pod gruszą? To byłby "rozsądny wybór". Przecież tak naprawdę to nie musimy mieć nic więcej, prawda, Krystianie? -
Absurd. Niewielką marżę ma diler, nie producent samochodów. Producenci nie zarabiają na serwisie, to są ich dodatkowe koszty, tym bardziej, że dziś większość z nich oferuje naprawdę długie okresy gwarancyjne i w tym czasie to oni pokrywają koszty naprawy. Takie firmy, jak Audi, Mercedes, czy BMW nawet płacą za serwis w okresie gwarancji - przynajmniej tak jest w USA. Poza tym dziś części zamienne produkują niezależne firmy, także te "autoryzowane" i "oryginalne", więc zysk głównie idzie do nich, nie do producenta aut. Nigdy nikomu nie opłacało się robić aut słabej jakości i żaden producent celowo nie robi nic, co by miało się wkrótce zepsuć. Mercedesowi nie zaszkodziło produkowanie modelu w123 - wręcz przeciwnie, dzięki niemu zyskał wielu klientów i opinię niezawodnego samochodu. Musisz pamiętać, że nabywcy nowych aut na Zachodzie w znakomitej większości kupują je na trzy-cztery lata. Nie ma znaczenia dla nich, czy takie auto wytrzyma pięć lat, czy piętnaście, ci, co kupują nowe samochody, wymieniają je regularnie. Dotyczy to szczególnie nabywców droższych pojazdów. Ale jeśli auto ma marną jakość, to jego wartość po trzech latach jest niewielka, więc następnym razem taka osoba kupi auto konkurencji. Każdy producent to wie: marną jakością traci się klienta. A gdy nasz Mercedes, czy BMW jest po czterech latach "jak nowy" i wiadomo, że będzie służył jeszcze bezawaryjnie kolejne 10 lat, to można za niego otrzymać sporo pieniędzy wymieniając go na nowy, zatem kupno nowego auta staje się relatywnie niedrogie. Nie znam oficjalnych danych, ale mam wrażenie, że w USA co najmniej 95% ludzi z tych, co kupili nowe auto u dilera, tam też je oddaje, zamieniając na kolejny nowy samochód. Nikt tu się nie bawi w prywatne ogłoszenia tylko dlatego, że mógłby dostać sto dolarów więcej, tym bardziej, że i to jest iluzoryczne - bo każdy kupujący prywatnie chciałby zapłacić mniej, niż kupując u dilera. Jakby na to nie spojrzeć, nigdy mnie nie przekonasz, że producentom opłaca się robić auta marnej jakości, a stwierdzenie, że litrowy, 120-konny silnik Forda wytrzyma maksymalnie 100 tys km jest wręcz żenujące. Dziś 120 KM z litra pojemności nie jest czymś niezwykłym i silnik taki może osiągnąć większy przebieg, niż 20 lat temu osiągały silniki połowę słabsze. Pominę już fakt, że wg. Wikipedii najmniejszym silnikiem oferowanym w S Maxie jest 1,6 litra, mający 160 KM, bo być może Wiki się myli, a ja nie znam dobrze tego samochodu, bo nie jest on oferowany w USA.
-
Na przykład tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Purchasing_power_parity#OECD_comparative_price_levels Ta tabela pokazuje, że w Polsce za 63 dolary kupi się tyle, ile w USA za 100 dolarów, a 63 dolary to około 200 złotych. Tutaj tabela, gdzie PPP (Purchasing Power Parities) dolara względem złotówki dla prywatnej konsumpcji za ubiegły rok jest określone na 1,99 : http://stats.oecd.org/Index.aspx?QueryId=27286 Trochę starsze dane, rok 2004, według nich PPP dolara względem złotówki to 2,08: http://en.wikipedia.org/wiki/Household_income#Mean_equivalized_disposable_household_income_.28PPP.29_.24
-
Siła nabywcza dolara względem złotówki, według porównania typowego "koszyka zakupów" obejmującego szeroki zakres kosztów, łącznie z mieszkaniem, ubezpieczeniami i podatkami, to 2:1, czyli odpowiednikiem auta za 50 tys $$$ powinno być coś w granicach 100 tys - pewnie dobrze wyposażony Golf. To oczywiście dla "statystycznego" Kowalskiego i Smitha, problem tylko polega na tym, że takiego statystycznego to ciężko znaleźć.
-
Mikołaj, nigdy nie miałem intencji obrażania kogokolwiek i na pewno nie patrzę na nikogo z góry. Mam zresztą doskonały przykład w najbliższej rodzinie - mam jedyną siostrę, która mieszka w Polsce i zaczęła tam swój własny biznes. Od wielu lat ona i szwagier jeżdżą nowymi BMW kupowanymi w salonie, mają także większy, piękniejszy dom, postawiony za gotówkę i ich dzieci z pewnością nie zaczynały od starej Astry. Jednak zdaję sobie też sprawę, że to są wyjątki, choć wcale nie tak nieliczne, jak by się komuś mogło wydawać. Mój syn przynosi do domu netto 400 dolarów co dwa tygodnie i gdyby nie to, że mieszka z nami, przymierałby głodem. Dlatego wcale nie sądzę, bym miał wypaczony obraz Polski, wiem doskonale jak tam jest. Raczej zarzuca mi się częściej, że nie dostrzegam polskiej biedy, bo na moim forum i podczas rozmów "live" poprzez moją kamerę w trucku moi wirtualni pasażerowie zwykle "biadolą" na potęgę. Ja jedynie stwierdziłem fakt, że statystycznie rzecz biorąc poziom zamożności amerykańskiego społeczeństwa jest ciągle jeszcze wyższy. Niemniej jednak z pewnością nie można nawet porównywać tego, co jest dziś w Polsce z sytuacją z roku 81, kiedy to ja z niej wyjechałem. "Portoryk" to jest obywatel Stanów Zjednoczonych, z samego faktu, że się urodził w Puerto Rico. To tyle sprostowania, z resztą Twojej wypowiedzi się zgadzam. Pamiętacie jednak, że ja wyjechałem z PRL-u w zupełnie innej rzeczywistości. Nie mogłem też wrócić do Polski, nawet z wizytą, do 1989 roku, bo według PRL-owskiego prawa byłem przestępcą i dodatkowo groziło mi wcielenie do Ludowego Wojska. Także jeśli chodzi o dzieci, to choć bardzo bym chciał, by się czuły Polakami i by wróciły do Polski, w niczym nie zmienię faktu, że gdybym z Polski nie wyjechał, w ogóle bym ich pewnie nie miał. Moja córka urodziła się w 24 tygodniu ciąży, ważyła 610 g, gdy się urodziła i w 1990 roku po prostu nie miała by szans na przeżycie w polskich realiach, o ile by sam Bóg w cudowny sposób nie interweniował. I choćby za to, że po ponad półrocznym pobycie na intensywnej terapii noworodków wróciliśmy z ciągle bardzo chorym dzieckiem do domu na zawsze pozostanę wdzięczny Ameryce. Prawdą jest to co piszesz - realia życia emigrantów, zwłaszcza tych, którzy nie mieli uregulowanego statusu i pozostali na Greenpoincie, czy Jackowie w Chicago wcale nie wyglądały różowo. Piosenka, przy której zawsze zaczyna walki Adamek mówi prawdę o tym jak to było. http://www.youtube.com/watch?v=StB3iXDX5a4 Ja jednak nigdy nie mieszkałem w polonijnym piekiełku i od początku miałem tu legalny status. I choć z pewnością pracowałem ciężko i nadal nie wiem, co to jest 40-godzinny tydzień pracy i 26 dni płatnego urlopu, to przecież, jeśli wierzyć statystykom, dziś należymy (mówię o mnie i żonie) do grupy 10% najlepiej zarabiających Amerykanów w USA. Zatem zdaję sobie sprawę, że innym tutaj wcale nie musi być tak dobrze, mimo, że przecież ja ciągle żyję "od wypłaty do wypłaty", mam ciągle nie spłacone długi i samochody, mimo, że kupione używane, ciągle są spłacane w comiesięcznych ratach. Tak więc zgodzę się z Wami, Mikołaju N i aty3, jest dużo racji w tym, co napisaliście. Prawda bowiem jest taka, że każde uogólnienie kogoś krzywdzi i zwykle pobieżna i powierzchowna ocena innej osoby też mija się z prawdą. Dotyczy to zarówno mojego uogólniania na temat sytuacji nastolatków w Polsce i USA, jak i Waszej oceny mojej osoby. Pozdrawiam.
-
Złośliwość o żonie kumpla? Hmm... Jakże bym ja mógł być złośliwy? To w ogóle do mnie nie pasuje. Co najwyżej odrobina sarkazmu, ale to przecież nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Poza tym mnie jeszcze nigdy nie brakło argumentów. Ale skoro piszesz, że: ... to pozostaje mi jedynie podziękować za interesującą dyskusję.
-
Ja myślę, że wręcz przeciwnie. Genialny pomysł. Wziąć auto innego producenta, kosztujące 10 tys funtów, zmienić mu lampy i grilla i sprzedawać je po 30 tys, na dodatek unikając kar za zbyt dużą emisję CO2 - mimo, że się tego cudaka wcale nie produkuje. Wystarczy klientom wytłumaczyć, że to jest "cool" i "trendy" mieć malutkiego Astonka do jazdy po mieście, albo by go pożyczać niani, gdy musi coś kupić dla dziecka i ma się same zyski. Bez pracy, bez własnego udziału zarabia się 20 tys funtów na każdym samochodzie i dodatkowo obchodzi się obostrzenia unijnych przepisów dotyczących czystości spalin, dzięki czemu prawdziwe Astony nie muszą mieć czterocylindrowych silniczków z pięcioma sprężarkami.
-
Nie twierdziłem, że E90 jest "bardziej podobne" do F30, niż F10. Jedyne, co chciałem przekazać to fakt, że BMW zachowało ten sam styl swych samochodów, jaki prezentował E90, wprowadzając modele F10 i F30. Nigdy jeszcze, może poza przejściem z modelu E21 na E30, następca nie był tak zbliżony do swego poprzednika, jak w przypadku modeli F30 i E90. Powiedziałbym nawet, że teraz znacznie bardziej go przypomina, bo jednak E30 trudno pomylić z E21. Mają podobną stylistykę, ale różnią się znacznie, czego nie można powiedzieć o modelach E90/F30. Jeśli chodzi o przykład 911 to dowodzi on czegoś zupełnie innego, niż starasz się zasugerować. Nikt bowiem z typowych nabywców nowych samochodów nie sugeruje się tym, czy aktualny model jest podobny do poprzedniego, czy nie. Są to zwykle ludzie, którzy po prostu co trzy-cztery lata kupują nowe auto, bo w środowisku, w którym przebywają jest oczekiwane to, że się będzie jeździło aktualnym modelem samochodu. Tam wręcz nie wypada mieć auta starszego. Natomiast fakt, że kolejne generacje 911 przypominają swych poprzedników ma korzystny wpływ na to, jaką osiągają one cenę na rynku wtórnym. Po prostu ludzie, których nie stać na kupno nowego samochodu wysokiej klasy, czyli tacy jak ja, też chcą jeździć autami, które "wyglądają jak nowe", a nie jak model sprzed dziesięciu lat. Dlatego 911 jest tak popularny w "drugim obiegu" i dlatego ja się cieszę, że F30 jest jedynie ewolucyjną zmianą w stosunku do designu, jaki reprezentował E90, bo to zapowiada, że moje auto jeszcze przez kolejne kilka lat będzie miało świeżą sylwetkę. A to z pewnością przełoży się także na wartość tego samochodu. PS. Rozumiem, że Pobst nie jest dla Ciebie żadnym autorytetem. Twoim autorytetem, widzę, jest żona kumpla. W takim razie pozdrów ode mnie serdecznie panią ekspert.
-
E tam, nie skręca i nie hamuje. I do tego ma tanie wykończenie. Nie to, co taki, powiedzmy, Golf GTI! Poza tym taki czas to on uzyskał, bo było mokro i się ślizgał w stronę mety, więc się nie liczy.
-
Ktoś tu, zdaje się, powiedział wcześniej: Jeśli zaś chodzi o ten fragment... ... to, jak już wspominałem wcześniej, wierzę że Ty, tak samo jak niewątpliwie przeurocza żona Twego przyjaciela, potraficie rozróżnić te modele w ciemną, bezksiężycową noc i to z zawiązanymi oczami. W moim domu jednak test nie wyszedł tak dobrze. Nikt z członków rodziny nie rozwiązał go bezbłędnie, a niektórzy, pewnie podobnie jak Twoja mama, nie wiedzieli nawet, że to jest BMW. Zatem moja teoria się potwierdziła. Ale tak naprawdę to żaden z nas nie jest tu obiektywny, więc jestem ciekaw opinii innych czytelników tego wątku. No właśnie, czytajmy ze zrozumieniem. Cytowałem opinię profesjonalnego kierowcy, skąd więc ten pomysł, że to ja cokolwiek tu sugeruję? Gdy cytuję Twoje wypowiedzi, absolutnie nie sugeruję, że to Ty masz rację. Napisałem też:, "Różnice te są w sumie minimalne, a czas z toru praktycznie identyczny". Biorąc zaś pod uwagę fakt, że Pobst ocenia lepiej silnik Forda, to z tego można wysnuć tylko jeden wniosek: Układ jezdny i hamulce M3 muszą być co najmniej tak skuteczne jak w Mustangu, jeśli nie lepsze, skoro BMW, co prawda nieznacznie, ale jednak ten wyścig wygrał. Snobem? Hmm... Zobaczmy co Słownik Języka Polskiego PWN nam mówi o tym słówku: snob «człowiek pozujący na znawcę jakiejś dziedziny lub bezkrytycznie naśladujący sposób bycia, gusty lub poglądy» http://sjp.pwn.pl/szukaj/snob Nie bardzo widzę związek... Naśladujący czyjeś gusty, lub poglądy? Nie znałem nikogo, kto by posiadał M3 gdy go kupowaliśmy, więc trudno mówić o naśladowaniu. Natomiast czytałem sporo opinii na temat tego auta i rzeczywiście zasugerowałem się tymi opiniami. Takie opinie, jak np. te, podaję dziś za Wikipedią:: Arthur St. Antoine of Motor Trend magazine says: "World's single greatest car? Seriously? Yes – the new BMW M3 is unquestionably a contender. Probably no other car combines so many virtues – speed, handling, good looks, roominess, practicality – into one package. Driving the new BMW M3 is an absolutely blissful experience, flooding your brain with dopamine as if you were arriving to courtside seats at the Lakers game with Jennifer Connelly on your arm." -and- "If you put an F1 car and a premium sedan in a blender, the M3 would be the cocktail that pours out. Mmmm, nothing else like it. A toast then: To the BMW M3, the greatest all-around car in the world."Mark Gillies of Car and Driver magazine says: "A car has got to be pretty spectacular to win over the curmudgeons here at 1585 Eisenhower Place, especially when familiarity sets in over the course of 40,000 miles. But our Sparkling Graphite Metallic M3 did indeed win us over.", and "Based on our experience, the current M3 is the world's all-around best car for the money, although several staffers would have preferred to trade some of the coupe's looks for the added practicality of the sedan.", and "This is the finest car on the market, period."Ezra Dyer of Automobile magazine once suggested that "...car magazines generally regard the M3 the same way a four-year-old regards Santa Claus."Jeremy Clarkson of BBC television show Top Gear says: "This [The M3] is the best car, and always will be, and there's no point in ever thinking otherwise."Mark Magrath of Edmunds Inside Line wrote these comments after driving a 2009 E90 M3 saloon in the canyons of Southern California: "This is the best most complete car in the world. It's actually a bargain for what you get. Wow."Dla tych, którzy się uczyli zupełnie innego języka, wybrane tłumaczenie. . Arthur St. Antoine z miesięcznika Motor Trend: "Najlepszy samochód na świecie? Serio? Tak - nowy M3 jest poza wszelkimi wątpliwościami kandydatem [do tego tytułu]. Prawdopodobnie żaden inny samochód nie ma tylu zalet - prędkość, prowadzenie, wygląd, przestronność, praktyczność - w jednym. [...] Jeżeli byś zmiksował bolid F1 i luksusowy sedan, M3 byłby tym koktajlem. Mniam mniam, nie ma nic podobnego do tego. Zatem wznieśmy toast za zdrowie BMW M3, najlepszego auta na świecie". Mark Gillies z miesięcznika Car and Driver: [...] "Bazując na naszym doświadczeniu (to uwagi po rocznym teście, w czasie którego przejechali nim 65 tys km) aktualnie produkowany M3 jest ogólnie najlepszym samochodem na świecie za cenę, którą kosztuje, mimo, że kilku redaktorów wolałoby zamienić wygląd dwudrzwiowego coupe na praktyczność czterodrzwiowego sedana" (testowali dwudrzwiową wersję). "To jest najlepszy dostępny samochód. Koniec i kropka". Ezra Dyer z miesięcznika Automobile napisał: "Czasopisma motoryzacyjne podziwiają M3 tak, jak czteroletnie dziecko podziwia Świętego Mikołaja". Jeremy Clarkson: "M3 to najlepszy samochód i zawsze taki będzie i nie ma sensu kiedykolwiek myśleć inaczej". Mark Magrath z Edmunds Inside Line: "To jest najlepszy, najbardziej kompletny samochód na świecie, [kupno go za tę cenę] prawdę mówiąc to jest okazja w porównaniu do tego, co się otrzymuje. Wow! Tyle cytatów, było ich znacznie więcej. Były też testy porównawcze z Mercedesem C63 AMG, Lexusem IS-F, Audi RS4, Audi RS5, czy Cadillakiem CTS-V i we wszystkich tych testach M3 zwyciężył: http://www.caranddriver.com/comparisons/2011-audi-rs5-vs-2010-bmw-m3-2011-cadillac-cts-v-comparison-tests http://www.caranddriver.com/comparisons/2012-bmw-m3-vs-2012-mercedes-benz-c63-amg-comparison-test http://www.motortrend.com/roadtests/sports/112_0805_bmw_m3_lexus_is_f_mercedes_c63_amg_comparison/viewall.html Top Gear też porównał C63 AMG, Audi RS4 i M3: Czasy: Audi 2:43,9; Mercedes 2:43,5, a BMW 2:38,9 Jedynie w tym teście zwycięzcą okazał się Cadillac CTS-V, ktory, prawdę mówiąc, był jedynym kontrkandydatem M3 przy decyzji zakupu. Jednak sprawę rozstrzygnęła definitywnie moja żona, stwierdzając, że ona na pewno żadnym Cadiilakiem jeździć nie będzie Ciągle w tym teście M3 pokonał Audi RS4, Mercedesa C63 AMG i Lexusa IS-F: http://www.thetruthaboutcars.com/2009/02/comparobmw-m3-vs-audi-rs4-vs-cadillac-cts-v-vs-lexus-is-f-vs-mercedes-c63-amg/ Zatem powtórzę jeszcze raz, bo, zdaje się, do Ciebie to jakoś nie dociera: Uważam M3 za najlepsze auto na świecie. A cała nasza dyskusja zaczęła się od czyichś uwag, że amerykańskie auta nie skręcają. Zatem, by dać świadectwo prawdzie, chciałem wykazać, że nie tylko skręcają, ale są równie dobre pod wieloma względami, jak najlepsze auta na świecie. Ale ponieważ wyniki, jakie samochód osiąga na torze, to jeszcze nie wszystko, ponieważ liczą się też w życiu inne rzeczy, to sam fakt, że Mustang ma jakimś torze przejechał tak samo szybko jak M3 nie robi z niego, w mojej opinii, równie dobrego samochodu jak M3. Dlatego u mnie w garażu jest BMW, nie Ford. Czy to robi ze mnie snoba? Być może w Twoich oczach tak i prawdę mówiąc ani mnie to grzeje, ani ziębi. Ja wiem jedno: Ile razy naciskam przycisk "Start" w moim aucie, na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech i choć mam to auto już ponad dwa lata, cieszę się z niego dziś tak samo, jak w dniu, gdy pierwszy raz do niego wsiadłem. I na koniec jeszcze dwa filmy, porównujące M3 i IS-F. Nie muszę dodawać, że w obu przypadkach zwycięzcą okazał się BMW. http://www.topgear.com/uk/videos/m3-vs-isf
-
Jeszcze porównanie sylwetek F30 do E90 i F10, za forum http://www.f30post.com/forums/showthread.php?t=715008 Myślę, że każdy może zobaczyć to, co powiedzialem: Te auta są podobne do siebie jak plasterki tej samej kiełbasy. Zresztą podobnie postępuje Audi ze swoimi samochodami. Patrząc z daleka nikt nie ma wątpliwości, że to Audi, choć można pomylić A4 z A6, lub A6 z A8. A zdjęcia w poprzednim poście z Wikipedii.
