Zgadzam się z Kolegami, pewnie należałoby boczki wymienić i w przyszłości to zrobię, choć całe życie siedziałem w odznakach, więc mam dosyć ortodoksyjny szacunek do oryginału. Rozumiem różnice- co innego metal, emalie, gwinty i powłoki, co innego elementy drewniane mogące doprowadzić do zniszczenia całości (bo się np. skrzynia na ścianie rozlezie i urwie). Zresztą z idei samej- ordery, czy odznaczenia powstawały jako skończone, gotowe przedmioty, zegary zaś wymyślono tak, by móc je naprawiać, więc nie ma w tym nic złego, moim zdaniem. Jako neofita mam na razie głowę kompletnie zajętą problemami, które znajduję wewnątrz mechanizmów. Mityczne ustawianie zalotu w moich linkowcach i francuskich kominkowych śni mi się po nocach , a nie mam kogo podpatrzyć. Prace nad drewnem, uzupełnienia, politura etc to następny etap, wymagający zupełnie innej wiedzy i doświadczeń. Teraz skupiam sie na czyszczeniu, prawidłowym ustawieniu , oliwieniu mechanizmów. Jak każdy nowicjusz chcę, żeby cała ta banda cykała, biła, dzwoniła i żyła po prostu. Jestem pewien, że do porządnego zajęcia się drewnem dojrzeję wkrótce, na razie formy ratunkowe są mi bardziej potrzebne. Truję robale, delikatnie czyszczę skrzynie, czasem coś kleję od nowa, uzupełniam drobiazgi... Jak się już swobodniej poczuję w pracach mechanicznych- wrócę do skrzyń. Pozdrawiam