Z jednej strony za dużo, bo dzieciaki są przeciążone. Nauczyciele w szkole mówią coś jakby o work-life balance jednocześnie waląc sprawdzian za sprawdzianem. Albo w niedzielę ostatniego dnia ferii zimowych wpisują w librusa przekrojowy sprawdzian z matematyki na wtorek, co jest niezgodne z zasadami szkoły. I co ? I pstro. A to dopiero czwarta klasa.
Z drugiej strony samodzielne rozporządzanie czasem o którym piszesz sprowadza się do siedzenia w ekranach, czasem nawet grupowego, gdy już się spotkają. Nasze czasy (w moim przypadku - w wieku klasy czwartej - latem wycieczek rowerowych do Ustki albo zimą na nartach wzdłuż zamarzniętej Słupi i obserwacja ptaków przez lornetkę) i czytanie książek raczej już nie wrócą.
Dodatkowe zajęcia na szczęście przechodzą dość łatwo: artystyczne to przyjemność i zabawowe przebywanie z rówieśniczkami, osobowość "nativa" sprawia, że to córka czeka na ten angielski a wyłącznie dzięki dodatkowej matematyce dostaje 23,1 na możliwe do uzyskania 21:
Czy dziecko to wytrzyma, jakim kosztem - to podstawowe pytanie. W jej klasie naprawdę prawie wszystkie tak pracują. 12 na 16-ro ma wyniki ponad 100%. Tylko ile z nich wyląduje na kozetce ?