Koledzy ładnie już zilustrowali.
Chodzi o dwie rzeczy.
Po pierwsze o "wewnęrzne" proporcje zegarka, czyli stosunek średnicy tarczy szerokości bezela, średnicy koperty itp.
Widać w którą stronę idzie moda. Tracimy poczucie właściwej proporcji poprzez oswojenie się z przewymiarowaniem.
Jeszcze dobitniej pokazuje to przykład Maxa Billa 34 mm vs "patelnia".
Eye lip w którymś wątku pokazał wspaniałą Minerwę zaprojektowaną z poszanowaniem "złotej proporcji". Bolesne jest to że można o tym zegarku powiedzieć że dyskwalifikje go rozmiar (34mm) albo brak daty...
Inne proporcje "wewnęrzne" ma "diver" inne garniturowiec. Damskie "divery" to przykład zaburzenia proporcji poprzez zmniejszenie całkowitego wymiaru.
Druga sprawa to proporcja rozmiaru zegarka do nadgarstka. Problem ten sam - powszechność przewymiarowania sprawiła że zagubiliśmy poczucie właściwej proporcji.
Pisałem już o tym kiedyś. To nie tylko subiektywne odczucia tylko fizyczne ograniczenia. Na wielu zdjęciach dumnych posiadaczy "gigantów" zauważyć można było wstydliwe załamanie pomiędzy endlinkiem a pierwszym ogniwem bransolety. Po prostu za uchami nie było już nadgarstka i bransoleta musiała opadać pionowo "w dół". Nie do tego była projektowana, więc efektem był widoczny "stopień"pomiędzy endlinkiem a bransoletą. Sprawę ratują gumy i przeprojektowane bransolety. Teraz mogą opadać w pionie. Czekamy na kąty ostre
Nie mam problemu z tym że nosi się za duże zegarki.
Uwiera mnie tylko to że ktoś nazywa piękne proporcjonalne i dobrze dobrane zegarki "za małymi" i "śmiesznymi"