wiem co napisałem, zmagam się z tym samochodem praktycznie na codzień i ten konkretnie egzemplarz (pewnie faktycznie gdzieś w przyrodzie występują takie którym można sikać do baku i przejadą miliony km bez żadnych napraw ) skutecznie wyleczył mnie (o ile jakieś w ogóle miałem) ze złudzeń na temat: a) niemieckiej inżynierii, jej kwintesencji itp. auto co jakiś czas trapią rozmaite usterki, skutecznie je unieruchamiając (wiadomo, to nie są wybitnie skomplikowane rzeczy do ogarnięcia ale jednak). niemieckich dziadków, którzy nie wiadomo jak dbają o auta - kupiłem ten samochód od pierwszego właściciela, który faktycznie dbał o auto ale jednocześnie strasznie zapuścił wnętrze, "ulepszył" samochód milionem dziadkowych patentów, teoretycznie spotykanych tylko na wschód od Odry, tu obił, tam przyrysował itp, itd c) solidności germańskich oprawców, przepraszam, mechaników co nie zmienia faktu, że to solidny samochód, idealny wręcz do grzybowej jazdy, który jednak tradycyjnie lubi się zje*ać w najmniej odpowiednim momencie