W swoim bliskim otoczeniu mam szczęście mieć wspaniałe kobiety, niektóre zjawiskowej urody. Są również i te mniej urodziwe, ale można o każdej powiedzieć, że ma coś interesującego w wyglądzie.
Pamiętam, że jako dzieciak, a potem nastolatek zawsze czułem przyjemny dreszcz, kiedy słyszałem "jaki ty się robisz podobny do taty". Z wiekiem zaczynałem to coraz bardziej doceniać. No bo tata był całkiem przystojny A tak całkiem serio - to poczucie identyfikacji, niekłamanych więzów krwi dawało mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Nikt mi nie musiał mówić skąd jestem - wystarczyło spojrzeć.
Kiedy mi się urodziły dzieci i zaczęły dojrzewać pękałem z dumy, że upodabniają się do rodziców. Pewnie każdy rodzic ma podobnie.
I teraz tak się zastanawiam. Jak czują się dzieci tych tabunów plastikowych matek o twarzach jak od jednej sztancy? Pół biedy jeśli jeszcze dzieciak upodobnia się do ojca. Ale jeśli nie? Jak czują się takie dzieci? Co słyszą od swoich mam, których sklonowane twarze widzą w zasadzie w każdym medium i pod każdą szerokością geograficzną. Serio bardzo mnie to frapuje i poznałbym głos samych zainteresowanych, ale kurczę nie mam kogo spytać 🤷♂️