Pływak... można się rozmarzyć... Przypomniałeś mi, że mój tata kiedyś miał hopla na punkcie budzików... Zegarmistrz-amator, rozkręcał i naprawiał w kuchni budziki znajomym czy sobie. Zebrało mu się pełno tych różnych mechanicznych cudaków...i czasami dla hecy nakręcałem mu wszystkie i ustawiałem budzik. A miał/ma taką szafkę gdzie ich będzie ze 30 ? Takiego cykania nie zniósłbym długo, dzwonienia tymbardziej Wracając do głównego tematu uświadomiłem sobie, że mam jednak pewne dziwactwo związane z zegarkami... Nie mogę jeszcze rozstać się ze swoimi zegarkami, nie mogę któregoś z nich sprzedać bo jakoś mi smutno... Każdy z nich ma jakąś historyjkę, nawet jakieś "budżetowe" kwarce jeśli już kupię, założę, spodobają mi się i pochodzę w nim parę dni to przywiązuję się... Tak mam przykładowo ze swoim ślubnym zegarkiem. Założyłem go chyba tylko na swoim ślubie, jest brzydki, nie podoba mi się w sumie teraz,dostałem go w prezencie, ale ma już swoją historię i chyba go kiedyś dam swojemu synowi na jego ślub Tak samo jakieś kwarcowe SEIKO chyba z lat 90tych...które dał mi dziadek mojej żony. Był fajny gość, zawsze sobie pożartowaliśmy, miałem do niego szacunek i chyba mnie polubił mimo tego, że przychodziłem bałamucić jego wnuczkę Patrząc na ten zegarek w pudełku zawsze oczami wyobraźni widzę tego przybranego dziadka... Na razie sprzedałem z bólem 1 zegarek. Chciałem sprzedać drugi, ale nie mogę...leży zamknięty w ciemnej szafce w pudełku celowo. Czasami na niego rzucę okiem, przyłożę do ręki...i odłożę, żeby poczekał jeszcze chwilę na lepsze czasy...