Mierzyłem dzisiaj Lindbergha. Z racji rozmiaru zegarka (średnica 47mm), podszedłem z rezerwą do tej przymiarki. Muszę jednak przyznać, że na żywo, w bezpośrednim kontakcie, robi spore wrażenie. Wykonanie fajne, ale ten klimat - nie ma sobie równych. Stanowiłby świetną parę z 1935, którego posiadam, ale rozmiar niestety eliminuje go z planów. Zakładałem również 1967. Koperta pokaźna, ale biorąc pod uwagę mój ostatni mój zakup - Orient Saturation Diver 300M z 16,5mm grubości, niczego się już chyba dzisiaj nie boję. Na nadgarstku 18 cm leży wygodnie i ładnie się prezentuje. Problem jednak to praca bezela, jak i on sam. Jest słabo. Zupełnie jakbym miał w rękach zegarek do 1000 zł. Wygląda średnio, a "klik" nie ma nic wspólnego z jakością. Jeśli bieda ma jakiś dźwięk to właśnie taki. W związku z powyższym, utwierdzam się w przekonaniu, że ostatni Longines, jaki kupię (przynajmniej z tych produkowanych obecnie), to LLD.