Julek, jeśli potrzebujesz tej kasy to trzeba sprzedać. Ale jeśli nie jest to konieczne... tak jak Richard Burns pisze - przesilenie, przesyt. Jak z jedzeniem - najlepszy frykas się znudzi gdy go jesz za często. A co dopiero gdy jesz tylko jedno danie - vide jeden zegarek. Od razu mam przed oczami sushi Mastera w Poznaniu, któremu koleżanka z pracy przyniosła do zjedzenia Big Maca Moja osobista, urozmaicona, zbalansowana "dieta" która nie zabija finansowo to 2-3 zegarki dobrze trzymające wartość, możliwie mocno zróżnicowane - różne kolory tarcz, bransolety, skóry, nato, gumy. Wprawdzie teraz niestety przez ADHD - chwilowo jest to nie trzy tylko osiem sztuk. Ale dwa ciekawe Tissoty to właśnie remedium na taką sytuację gdy np. będę musiał znaleźć jakiś grosz albo mnie przez chwilę temat zegarków z wyższej półki zemdli. Krystian kiedyś napisał, że na znudzenie ma receptę - wyłącza okresowo jeden sprzęt z eksploatacji a za jakiś czas uwielbia go jak nówkę przez jakiś okres. Jeśli musisz sprzedać - dyskusja jest zbędna. Ale jeśli nie musisz - pamiętaj, że za chwilę podwyżka i Twój zegarek zwiększy wartość. Jeśli nie musisz a jest jakiś budżet to nie sprzedawaj tylko paradoksalnie - kup sobie coś. Przeżarło się Tobie sushi - jebnij se ośmiorniczki - drugiego Roleksa albo Omegę w bardzo dobrej cenie - w obu przypadkach jak się znudzi to sprzedasz bez straty lub prawie bez. Albo bombnij sobie coś taniego - wśród tanich zegarków też są dzieła zapierające dech, ciekawe, ładne, świeże. Nic co będzie miało okazać się lepsze od Sea Dwellera, tylko coś co Cię odmuli.