Ja też się dopiszę . Ostatnio nabyłem swoją KonTiki FH w srebrnej wersji i jestem po prostu zachwycony. Może dlatego, że jest to mój pierwszy zegarek o w miarę wysokiej jakości. Wiem tylko, że gust mam dziwaczny i konserwatywny jak dzieciństwo gestapowca. De facto przez długie miesiące przymierzania i oglądania zegarków doszedłem do wniosku: albo jakiś diver, albo casual... najlepiej na dobrej bransolecie. Zanim trafiłem na to forum, oczywiście należałem do tej części populacji, która twierdziła: "2000 zł za zegarek?!". Naturalnie pobyt w tutejszej em... grupie wsparcia, trochę mi poprzestawiał bezpieczniki w układzie nerwowym i szybko zacząłem oglądać się za towarem z nieco wyższego pułapu cenowego. A Eternę kochałem od dawna, zaś KonTiki za każdym razem wywoływała u mnie lekką nostalgię. Sam jestem raczej typem podróżnika, a ta linia zegarków jest w końcu duchowym spadkobiercą po norweskim Indiana Jones . Decyzję więc podjąłem zwracając uwagę na tematykę, którą inspiruje się marka. Jest wiele zegarków typowo sportowych, nawiązujących do wyścigów, tenisa, olimpiad... ale to jednak nie moje klimaty . I wreszcie przyszła niecały tydzień temu. Zdjęcie przedstawia owłosioną, okutą w kajdan znakujący, kończynę przedstawiciela gatunku Pan troglodytes i zostało wykonane przez naszego fotografa w naturalnym środowisku. Jestem zachwycony i wiem, że podjąłem dobrą decyzję. Bransoleta to klasa sama w sobie, a przyznam, że wcześniej do jej jakości jakoś nie przywiązywałem specjalnej uwagi. Uwielbiam to jej "kliknięcie" i idealne spasowanie elementów. Zegarek pięknie "gra", w zależności od oświetlenia. Prawdę mówiąc, do dziś nie byłbym w stanie podjąć decyzji, czy wybrać wersję czarną, czy jasną (czarną widziałem wcześniej na żywo). Poniekąd rzuciłem monetą. Po prostu oba te zegarki mają zupełnie inny charakter i "mówią" innym głosem. Trudno mi je w jakikolwiek sposób wartościować, bo po prostu eksponują inne zalety. Mechanizm może i jest prosty, ale dość dokładny. Średnio mam około +3 sekundy na dobę, co chyba nie jest złym wynikiem. Może i niektórzy nie lubią niebieskawej poświaty antyrefleksu, ale dla mnie jest to niebywały atut wizualny. Sam zegarek robi porządne wrażenie na nadgarstku, jest duży, masywny, a ja należę do osób, którym nie przeszkadzałoby noszenie nawet radzieckiego budzika przywiązanego sznurkiem od snopowiązałki. Co do lumy, to może nie jest to trytowy potwór z Fukushimy, ale po prostu świeci tak jak trzeba, wtedy gdy trzeba. W wielu przymierzanych przeze mnie zegarkach luma może i była mocna, ale nałożona nierównomiernie, z "dziurami", kantami itp. Tutaj po prostu jest to lity blok luminescencji. Nie jestem w stanie nie popatrzeć się na ten zegarek w momencie, gdy z nasłonecznionego pomieszczenia wchodzę nagle do ciemnego korytarza. Dodatkowo cieszę się, że marka nie ma jakiegoś ogromnego rozpoznania. Czasem spotykam nielicznych ludzi, którzy po prostu wiedzą, co to jest. Zegarek jednak traktuję jak coś prywatnego, a nie przedmiot do obnoszenia się (pewnie wówczas wybrałbym bardziej mainstreamową markę, w nieco bardziej pstrokatym kolorze . Podsumowując, czteroręka stuprocentowo trafia w mój gust i wiem, że będzie to kompan na lata, tak jak dawniej był nim prosty, kwarcowy Atlantic Seahunter (którego do teraz zamierzam katować na wspinaczkach, bo Eterny mi szkoda ). W przyszłości kupię jeszcze jakiegoś divera z niebieską tarczą i prawdopodobnie mój "dream team" w końcu się domknie . Pozdrawiam, A.