Bardzo mi się podoba.
Miałem kiedyś "jedynkę" i to był kozak na tamte czasy. Można było baterię wymienić w parę sekund pod sklepem i miał ruchomy bezel, czego nie było w żadnym Protreku. Pasek miał wujowy, i trzeba było zmieniac co pół roku i płacić jak za zboże. Ale byłem zadowolony i nie chciałem Casio. A potem miałem Garmina Instincta 1, którego męczyłem przez pięć lat (teraz córka go męczy na wędrówkach), a teraz Fenixa siódmego+, który chyba jest wędrówkowym topem Garmina. Bo "ósemki" w teren nic nowego nie wnoszą.
No i biję się ze sobą, jak zracjonalizować zakup, bo to racjonalnie i funkcjonalnie zegarek znacznie gorszy nawet od pierwszego Garmina. Ma świetne funkcje nawigacji bez-giepeesowej - naprowadzanie na punkt i trzymanie kierunku marszu. Ma wschody i zachody słońca i ma totalnie z d... baterię, której nie można doładować, a do wymiany trzeba odkręcać cały dekiel. Jak w "jedynce" pobawiłem się kompasem, to z dedykowanych 12-tu miesięcy robiło się cztery do max pięciu. W tym nowym niby ma wytrzymać 15, zobaczymy co historia pokaże, bo jakoś w to nie wierzę. No i nie ma GPS-a z możliwością szybkiego zapisania bieżącej pozycji, że nie wspomnę o latarce.
Wiem wiem, bateria. Tyle że jak Garmina przestawimy ze smartwatcha na zwykły ABC, to bateria trzyma porównywalnie.
Ten Suunto zostaje legendą, ale obawiam się, że to łabędzi śpiew.
Mimo wszystko kusi, choć podejrzewam, że leżałby na półce.
Chociaż... Zegarki mechaniczne to też archeo pod względem technologii. A jednak się dobrze sprzedają.