Ja czasami kombinuję tak: poszukuję jakiegoś nowego "trofeum", sam nie wiem jeszcze jakiego. Zdarza się, że przez rok nic nie kupię. Mam specjalne subkonto "zegarkowe", bo na ten cel wydać można każde pieniądze - wiadomo. Sprzedam jakiś zegar i ciach - kasa wpada na to subkonto, jakiś zaskórniaczek, coś wpadnie i budżet się zwiększa. Cały czas obserwuję bazarek tu i u sąsiadów, promocje w sklepach. Jak coś się pojawi ciekawego, wtedy następują negocjacje i ewentualny zakup. Staram się nie wydawać więcej niż 5k na jeden zegar - kwestia założeń i indywidualnych możliwości. U Ciebie ta kwota może być zupełnie inna. W ten sposób kupiłem ostatnio zielone SEIKO Sumo. Spodobał mi się kolor tarczy, fajne fotki zrobione przez sprzedającego (zegar kupiony tu na KMZiZ) i fakt zbliżającego się sezonu urlopowego .
Jedne zegarki nudzą się szybciej, inne cieszą dłużej. Czasami zdarza się też powtórne zauroczenie trwające dłużej niż to pierwotne. Tak było z Alpiną "Kukuczka". Kupiłem nówkę, ponosiłem i sprzedałem. Teraz jakby wpadła w łapki, to pewnie by miała już dożywocie, choć diabli wiedzą jakby to było . W tej zabawie nie ma reguł poza barierami finansowymi.