To i to. Jeden duży zakup już był (WT) i jeden wciąż czeka (już zaliczył 2-miesięczne spóźnienie). W zeszłym roku doszedłem do 9 sztuk i to przegięcie, dostałem jakiegoś małpiego rozumu i zorientowałem się za późno. Doszło do sytuacji psychicznej wręcz, kiedy w excelu notowałem sobie który zegarek był noszony, tak aby procentowo mniej więcej się rozłożyło i żaden nie było poszkodowany. Przypadek nadający się do instytutu psychiatrii na Sobieskiego. Kiedy wg excela wypadało założyć coś innego niż podpowiadał rozum to czułem, że spełniam obowiązek, ale bez przyjemności
GM właśnie był jednym z tych, który leżał w pudełku i wracał tylko wg statystyk. Tzn podoba mi się i jak go już zakładałem to biło mocniej serce, ale nigdy jakoś super mocno.
Teraz po zakupie WT i oczekiwaniu na Speedy'ego noszę praktycznie tylko WT, Białasa i X33. Jak przyjdzie nowy Speedy zastanowię się co zrobić z '57, który jest śliczny, noszę go z przyjemnością, ale obawiam się, że ustąpi miejsca nowej sztuce.
Jeśli chodzi o garniturowiec (De Ville) do garnituru też zacząłem nosić wszystko inne tylko nie devilkę. Tę ostatnią zakładam tylko do spinek, gdzie nic większego się nie mieści. Mam jednak starego odnowionego Atlantica jeszcze po dziadku i zastanawiam się na odkurzeniem go i używaniem tylko w tych wyjątkowych sytuacjach, kiedy zakładam spinki.
Sytuacja rozwojowa, ale mam nadzieję zbliżam się do rozsądnego zamknięcia.