Wiem że to może zabrzmi niezbyt poprawnie politycznie.
Ja osobiście komunę wspominam bardzo dobrze. Z perspektywy lat mogę napisać, że to był bardzo dobry ustrój, oczywiście pod warunkiem że zwykły obywatel nie angażował się politycznie. Mój Ojciec angażował się politycznie, więc dostał w 1950 roku pięć lat odsiadki i wilczy bilet.
Mnie osobiście niczego nigdy nie brakowało, było miło i przyjemnie, jak na swój wiek i swoje możliwości żyłem w dostatku i imprezowałem ile chciałem.
Pierwszy samochód jaki kupiłem to był był Zaporożec uszatek który po trzech latach użytkowania sprzedałem na giełdzie za więcej niż za niego zapłaciłem. Następne samochody to Syrena Bosto, Fiat 126p, Fiat 126p Bis, Fiat 125. Lada 1500S, Polonez 1500, no i pierwszy zagraniczny, to Opel Ascona 1600. Dokładnie taki jak ten poniżej.
Paliwa mnie nigdy nie brakowało, bo wszyscy zawodowi kierowcy nim handlowali. ON był nawet tańszy na czarnym rynku niż na stacjach paliw.
Żona skończyła dawny SGPIS ze średnim wynikiem 4,98 co dało nam możliwość darmowego i natychmiastowego otrzymania mieszkania. /Dla niewtajemniczonych. Zarządzenia Jaroszewicza wyróżniające wzorowych studentów./ Mieszkaliśmy w nim chyba ze 14 lat i Do dziś mamy to mieszkanie i je wynajmujemy, obecnie to około 3000 zł miesięcznie, to taki dodatek do emerytury żony, czyli taka "renta" po nieboszczce komunie. Oczywiście renta jest dziedziczna. Syn też będzie ją dostawał.
I jeszcze jeden szczegół. W mojej ocenie działacze i wszelkiej maści funkcjonariusze dawnej komuny zdecydowanie mniej kradli i żyli zdecydowanie skromniej niż obecnie rządzący którzy wybili się na grzbietach zrywu robotniczego zwanego Solidarność.
Prawdę mówiąc, to ja należę do ludzi którzy niezwykle rzadko narzekają. Za komuny żyło mi się bardzo dobrze, a teraz żyje mi się jeszcze lepiej i nie mam zamiaru od 90 odpuścić ani jednego dnia, bo ZUS musi mi oddać wszystko to co przez 45 lat wpłacałem włącznie z odsetkami.