Który to będzie Wasz finał w życiu? Mój dziesiąty. W skrócie było tak (na początku podaję, za kim byłem w finale):
- 1990: zafascynowany Matthaeusem w finale byłem za Niemcami... Więc się cieszyłem. No cóż. Turniej ma dziś u mnie status Rytuału Przejścia
- 1994: za Brazylią. OK. Turniej - magia, apogeum dziecięcej fascynacji futbolem.
- 1998: za Brazylią. Sam turniej w sumie miło wspominam (do dziś pamiętam Sunset Suits i Bolix jako sponsorów transmisji), ale wyniki jednak rozczarowujące.
- 2002: za Brazylią. Mistrz w porządku, ale bez entuzjazmu, bo turniej mi się bardzo nie podobał. Nigdy nie obejrzałem tak mało meczów, jak wtedy.
- 2006: za Włochami, ale bez entuzjazmu. Nie mam jakichś szczególnych wspomnień związanych z tym turniejem.
- 2010: za Hiszpanią, ale dla mnie liczył się tylko Urugwaj. Wspaniały czas.
- 2014: za Argentyną, więc kiepsko. Ale turniej zapamiętałem dobrze. Po raz pierwszy i jak dotąd jedyny obejrzałem wszystkie mecze fazy pucharowej w całości.
- 2018: za Chorwacją, ale doceniłem triumf Francji. Mimo lokalizacji turniej wspominam dobrze, zwłaszcza mecz Portugalia-Urugwaj.
- 2022: za Argentyną. Wspomnienia dobre, choć ulubieńcy się nie popisali, ale mistrz trochę to osłodził.
- 2026: za Argentyną. Turniej jednak za długi, wiele zgrzytów, ulubieńcy jako bodaj najgorsza ekipa turnieju. Tym niemniej - sporo meczów fajnie było obejrzeć.