Ja, moje zegary, moje odnawianie - kręci się na niższej półce. Kupuję najtańsze, często rozlazłe biedy, które nie są białymi ani nawet żadnymi "krukami"....
Więc wielkiego dylematu nie mam. Gdybym zdobyła jakimś cudem unikat - to tak - nie ingerowała bym w niego poza oczyszczeniem i niezbędnym serwisem mechanizmu.
Ale gdybym mogła nawet kupować takie zegary to nie to końca byłabym szczęśliwa. Nie ekscytują mnie zegary tylko dlatego żeby je mieć 🤗 Ekscytuje mnie ich wydobywanie z nędzy, i czasem z niebytu. Choćby mój ostatni nabytek. Mechanizm już umyty, mosiądze nabierają patynki bo podobnie jak fibo - nie znoszę brudnej, zapaćkanej, z glutami patyny 😝 Ma być równomierna, bez plam...
Za to skrzynia - jak marzenie! Zdekapitowana od góry i dołu, bez korony i brody, bez szyb i spróchniała z tyłu.
Samo kupowanie i wieszanie ma ścianie jest NU-DNE! 😁
Pooglądać zegary to sobie w muzeum można 🥴