Kiedyś, nabywając gorące modele, zachwycałem się nowymi Rolexami z ceramicznymi bezelami — ich połyskiem i nowoczesnym wyglądem. Z przymrużeniem oka słuchałem peanów tych, którzy przedkładali starsze pięciocyfrowe modele nad nowszymi. Z czasem jednak zrozumiałem, co chcieli mi przekazać - jak wyjątkowy jest stary, dobry 16610LV „Kermit”. Ma w sobie lekkość, proporcje i wygodę, których nowszym modelom czasami brakuje. Aluminiowa luneta ma swój urok, koperta lepiej układa się na nadgarstku, a całość nosi się po prostu naturalniej. Dziś doceniam go za klasyczny charakter i subtelną elegancję, która z biegiem lat tylko zyskuje na autentyczności i duszy. To zegarek, który nie próbuje krzyczeć nowoczesnością, ale mówi spokojnym głosem o tym, czym naprawdę jest Rolex — precyzją, tradycją i ponadczasowym stylem. Im dłużej go noszę, tym bardziej czuję, że 16610LV „Kermit” to nie tylko narzędzie pomiaru czasu, ale kawałek historii, który dojrzewa razem ze mną. Dojście do tego etapu zajęło mi całe 8 lat.