Z tymi piórami to jest dokładnie tak, jak z zegarkami. Wchodzisz do salonu, mówisz sprzedawcy, co potrzebujesz i jaki masz budżet do wydania za sztukę. On zaczyna pokaz najpierw od dużo tańszych modeli firmy X, ale panie - to będzie pisać, tylko to "takie Trabanty" są. Następnie przechodzi do producenta Y, panie - to takie "Fiaty do kulania". Następnie wali z górnej półki, marka premium - Montblanc, gdzie na widok ceny, wykręca ci wszystkie wnętrzności. I na koniec pokazuje tę, na której będzie mógł wydusić z ciebie dwukrotność ceny, którą to założyłeś sobie przed wejściem do sklepu, a nieopatrznie przekazałeś sprzedającemu...