Jedno jest pewne udało się podzielić ludzi na całym świecie... Jedni, drugim gotowi skoczyć do gardeł, w zależności od tego czy ktoś się zaszczepił, czy nie i to jest moim zdaniem tragiczne.
Zgony przypisywane jako Covidowe to też jest ciekawa sprawa, mam wrażenie poparte kilkoma doświadczeniami swoimi oraz znajomych, że te kilka Tupolewów dziennie to mocno zawyżone dane, co nawet ostatnio potwierdził jak się nie mylę Niedzielski mówiąc wprost, że u nas jest dużo więcej zgonów jak na zachodzie chociażby EU bo są one inaczej liczone... Chodziło o to że np. w Niemczech podawane są zgony tylko z powodu Covid, a u nas każdy z wynikiem pozytywnym.
Przekonałem się o tym gdy zmarli moi dziadkowie. Mój dziadek w wieku 98 lat dostał udaru, przyjechała karetka, oczywiście zrobili test (wyszedł negatywny) zabrali do szpitala. Skutkiem tego zdarzenia było to, że moja babcia 97 lat niestety dostała zawału kilka dni później, znowu karetka, test (negatywny), szpital. Oboje więc leżeli w szpitalu, po ok tygodniu nagle telefon, że babcię wypisują, wydawało się, że w końcu jakaś dobra wiadomość. Niestety wypisali moją babcię ze szpitala w stanie agonalnym, bez kontaktu ze światem zewnętrznym ( o podobnym przypadku było ostatnio głośno w tv, z tym że tam dotyczył on młodszej osoby). Dwa dni później kolejny telefon, że wypisują dziadka i mamy na zabranie go ze szpitala 2 dni mimo, że nie odzyskał przytomności. To był jakiś koszmar, ale co zrobić trzeba szukać jakiegoś hospicjum. Dziadek zmarł zanim zdążyliśmy go zabrać ze szpitala. Następnego dnia stan babci się pogorszył, więc znowu karetka i tym razem test pozytywny, załoga karetki stwierdziła, że to już ostatnie chwile i nie zabiorą do szpitala. Babcia zmarła godzinę później oczywiście wg statystyk na Covid. Tak więc sorry ale jak tak to jest liczone, to ja nie mam więcej pytań, bo co jak co ale tu na pewno nie był przyczyną śmierci Covid, a ile jest takich przypadków nie wiemy. Podejrzewam, że gdyby mój dziadek zdążył opuścić szpital to sytuacja mogła by się powtórzyć.
I nie myślcie sobie, że nie wierzę w pandemię. Chcę tylko powiedzieć, że nie wszystko jest tak jak nam to podają. Testów u nas nie robi się tyle co na zachodzie, a zgony są liczone tak a nie inaczej.
Do tego przez 2 lata ludzie nie są leczeni na poziomie chociażby takim jak z przed pandemii, a i wcześniej u nas nie było z tym różowo.
A teraz jeszcze trochę teorii spiskowych, bo w końcu w takim temacie się wypowiadamy. Ciekawe jak na nasz układ odpornościowy działa chodzenie przez 2 lata w maskach? Tu mam na myśli czy przypadkiem nie tracimy swojej naturalnej odporności (coś jak z dzieckiem trzymanym w sterylnej bańce, w porównaniu z takim co się tapla w błocie z rówieśnikami). Mam również wrażenie, (bo specjalistą nie jestem) że Covid atakuje mocno np. prowadząc do śmierci, lub ciężkiego przebiegu choroby tak jakby wybierał osoby niezależnie od wieku i chorób współistniejących, czyli może jest to zapisane gdzieś w naszym kodzie genetycznym, że jedni są bardziej narażeni, a inni niemal nie do ruszenia... Tu znowu mam takie doświadczenia wśród rodziny i znajomych i tylko na tym opieram swoje teorie spiskowe, poza tym że sam jest dosyć mocno narażony na kontakt z Covidem pracując w dużym sklepie, przy bezpośredniej obsłudze klienta. Kolejna sprawa to coraz bardziej zorana psychika ludzi przez tą całą sytuację na pewno nie pomaga.
Nie podoba mi się też to co dzieje się na świecie np. w Austrii czy Australii, i w przeciwieństwie do niektórych nie uważam, że to nie nasz problem, bo ta paranoja rozlewa się na cały świat, u nas rządzący praktycznie mówią wprost, że też by wprowadzali podobne obostrzenia (chociaż mam ochotę nazwać to zupełnie inaczej) tylko boją się reakcji ludzi. Tak się nie da żyć na dłuższą metę, a zapowiada się na to, że szybko się to nie skończy, co pokazują kraje z wyszczepieniem na znacznie większym poziomie jak u nas.
Tak na sam koniec moich wypocin, żeby nie wciągać się w niepotrzebne sprzeczki, bo nie jest to moim celem. Nie powiem Wam czy jestem zaszczepiony czy nie. Powiem Wam natomiast jedno, wśród moich znajomych, współpracowników jak i rodziny są zarówno osoby zaszczepione jak i nie zaszczepione i jakoś potrafimy razem funkcjonować bez niepotrzebnej nienawiści i przekonywania do swoich racji. Każdy z nas wybrał i nikt nikogo nie obwinia, czy nie wyzywa od idiotów, czego i Wam życzę.