-
Liczba zawartości
258 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
To zależy od tego, jaki masz apetyt na dźwięk. ATC ma w swojej ofercie znakomite kolumny SCM 40, które mają skuteczność 85 dB. Do ich wysterowania (tak, żeby to miało sens i grało jak należy) potrzeba wzmacniacza o nominalnej mocy 150 W na kanał przy 8 Ω przy czym producent określa górną granicę na 300 W. Takie życie. Nie bez powodu Audio Note produkujący lampowe wzmacniacze ma w swojej ofercie kolumny o skuteczności 95 dB. Wszystko musi być dopasowane, żeby miało sens. W Twoim przypadku widzę trzy sensowne opcje. Albo wymiana wzmacniacza na mocniejszy prądowo albo wymiana kolumn na takie o efektywności 90 dB albo pogodzenie się z obecnym stanem rzeczy. Wątpię w to, że kable rozwiążą Twój problem. Oczywiście mogę się mylić. Nie jestem ekspertem od spraw technicznych, ale rozumiem podstawowe zagadnienia i mam jakieś tam doświadczenie w sprzęcie audio. @Muzzy, gratulacje. Jest moc. 🙂👍
-
To trudne obciążenie wymagające od wzmacniacza wysokiego ciągłego prądu wyjściowego, żeby wysterować kolumny. Jeżeli chcesz cokolwiek zdziałać kablami głośnikowymi, to powinieneś poszukać kabla o jak najniższej rezystancji, moim zdaniem. No ale przede wszystkim zmierz wydajność prądową wzmacniacza. Wtedy będziesz wiedział, na czym stoisz. To, że wzmacniacz niemalże podwaja moc przy spadku impedancji z 8 Ω do 4 Ω, wcale nie musi oznaczać, iż ma wysoką wydajność prądową, bo ta zależy od jego mocy. Moc nominalna Twojego Rotela to 80 W na kanał przy 8 Ω. Pogrzebałem po wzorach matematycznych i z moich obliczeń wynika, że dla mocy 80 W i impedancji 8 Ω maksymalny prąd wyjściowy Twojego wzmaka wynosi 3,38 A.
-
Nie koncentruj się na tym. Sprawdź przede wszystkim, jaka jest efektywność kolumn i wydajność prądowa wzmacniacza (mierzona w amperach).
-
Jedno nie stoi w sprzeczności z drugim. Nie jestem pewien, czy wiesz, co właściwie krytykujesz? Pasja audiofilska to dobrodziejstwo dla sztuki, jaką jest muzyka. Dzięki temu audiofile mogą słuchać muzyki w wyższej jakość, a artyści mogą wielokrotnie wziąć kasę za niemalże to samo (czytaj: wznawiać tę samą płytę po remasteringu). Win-win. A co do Twojego ostatniego posta... Na co audiofilom monitor studyjny skoro np. Wilson Audio zagwarantuje im więcej niż satysfakcjonującą jakość dźwięku? Firma ATC oferuje rozwiązania na rynek pro oraz domowy. Jak masz 20 tysi wolnej kasy do wydania i mocny prądowo wzmacniacz, to możesz kupić sobie ATC SCM 40 i cieszyć się super dźwiękiem. I te zestawy również bardzo wyraźnie pokażą różnice między podłączonymi wzmacniaczami nie ustępując monitorom studyjnym, a dając jednocześnie kompletny dźwięk. Posłuchaj, a sam się przekonasz.
-
Mylisz się. Poza tym, ponownie - ATC. Ile razy mam to jeszcze napisać, żebyś zauważył? 🙂 Stosuję w swoim torze audio rozwiązania studyjne, ale chyba nie chcesz mi zasugerować, że wielkie jak szafa głośniki estradowe wygenerują właściwą przestrzeń? I chyba nie chcesz mnie zachęcić do stosowania monitorów? Nie akceptuję dużych ograniczeń w dole pasma. No proszę Cię. 😀 Joachim Gerhard - wywiad
-
John Lennon też miał, dlatego Piotr Metz kupił sobie Maka. 😀 Sprytnie pominąłeś firmę ATC do której również się odniosłem. 😉 A co do artystów, to w sumie trochę ich nie rozumiem. Gdybym mógł sobie pozwolić na zakup systemu audio w cenie domu, to szukałbym w ofercie innych firm niż McIntosh jednocześnie mając świadomość, że za miliony zł otrzymam niewielki przyrost jakości w odtwarzaniu muzyki. Myślę, że Vitus i dCS to jest właściwy kierunek. Względnie można by wziąć pod uwagę sprzęt firmy Gryphon, ale nie cały zestaw. W przypadku duńskiej firmy trzeba by trochę pokombinować, żeby odciążyć brzmienie.
-
Kiedyś czytałem wywiad z Joachimem Gerhardem, który wyjaśniał zawiłości konstrukcyjne kolumn. Również na etapie konstrukcji samej zwrotnicy występują dość zasadnicze różnice. Na przykład Thiel komplikował zwrotnice w swoich zestawach, natomiast niemiecki Audio Physic upraszczał kładąc większy nacisk na same przetworniki. Zamawiał je oczywiście w Danii i były one modyfikowane zgodnie z wytycznymi AP. Do dziś mam ogromny sentyment do niemieckiej firmy. Audio Physic Spark 3 to były pierwsze poważne kolumny, jakie sobie kupiłem. Komputery... Muzyka z komputera to dla mnie "plastik". Bawiłem się tak, jak byłem dzieckiem. Miałem na Atari program autorstwa Janusza Pelca (Chaos Music Composer) za pomocą którego pisałem muzykę do gier. Miałem z tego fajną zabawę, a przy okazji wpadło trochę "kieszonkowego". 😉 Wracając do spraw audiofilskich, tu różnimy się w odbiorze muzyki. Moim zdaniem dodatkowe przydźwięki dodają charakteru muzyce. Weźmy za przykład płytę Patricka Galloisa wydaną przez Deutsche Grammophon. Patrick gra na flecie "Fantazje" Telemanna i McIntosh znakomicie potrafi wyeksponować to charakterystyczne "pfff" podczas gdy i oddech artysty. Pass Labs też to potrafi, ale masywność dźwięku Passa nieco przykrywa przydźwięki, co już nie specjalnie trafia w mój gust. Gdyby tak jeszcze przesunąć równowagę w dół, to flet w barwie zbliżyłby się do klarnetu, a to byłoby już karykaturalne. Uważam, że dążenie do dźwięku takiego, jak na żywo, to właściwa droga w pasji audiofilskiej i nie ma to nic wspólnego z ideologią. To po prostu fizyka.
-
https://www.mcintoshlabs.com/about/news/how-the-mcintosh-mc3500-powered-the-iconic-woodstock-festival Dam jeszcze trochę zarobić mojej ulubionej firmie. 🙂 Więcej dowiesz się z książki pt. "McIntosh… for the love of music…". 😀
-
Według rodzaju? Masz na myśli lampa vs tranzystor? Tu wiele zależy od tego, jakie możliwości w zakresie mikrodynamiki ma zestaw audio. Jedne radzą sobie z tym gorzej, a inne lepiej. Takie życie. A oddech jest bardzo ważny. Jak chodziłem do szkoły muzycznej, gdzie między innymi uczyłem się gry na klarnecie (fortepian był obowiązkowy), to nauczyciel wymagał ode mnie stosowania twardych stroików właśnie po to, żeby zmusić układ oddechowy do właściwej pracy. Ja oczywiście podczas nauki znosiłem te "katorgi", natomiast jak przychodziło do egzaminu, to kupowałem niemieckie, miękkie stroiki, żeby było mi łatwiej grać. 🙂 Oczywiście przed egzaminem w domu je sobie ogrywałem. Jak się nauczyciel dopatrzył, to dostałem mega opierdziel. 🙂 BTW, poprawka do poprzedniego posta. Sprawdziłem i w przypadku AP to były kolumny Midex 2, a nie Codex. Sorry, mój błąd. Część mojego zestawu audio pochodzi od firmy ATC, która jest silnie związana z rynkiem pro i studiami nagraniowymi. A McIntosh z kolei ma swoje wieloletnie doświadczenia w nagłaśnianiu koncertów i również jest obecny w studiach nagraniowych. Szach mat ziomek. 😀 A co do kabli, to nie po to dwa Patki wpakowałem w sprzęt audio, żeby połączyć to wszystko "drutem od lampki".
-
Ja nie byłem na Audio Show. Wybrałem się na Ursynów, żeby posłuchać muzyki na żywo. 🙂 Natomiast pojawiło się już sporo filmików na YT, więc podłączyłem słuchawki i przy całej ułomności tego typu odsłuchu najbardziej przypadł mi do gustu zestaw dCS + Audio Research + Wilson Audio. Fragment tego zestawu jest na Twoim pierwszym zdjęciu. Pozytywne wrażenie, choć może przekłamane, wywarły na mnie kolumny Audio Physic Codex. Grały świetnie, a na szczególne uznanie zasługuje fakt, że nie były zestawione z jakimś tuzem hi-endu, ale z gratami firmy NAD. Dynaudio Contour Legacy i Harbeth też zabrzmiały bardzo dobrze. Natomiast odniosłem wrażenie, że w pokoju firmy McIntosh coś nie "pykło". Dźwięk jakiś taki przygaszony, zupełnie inny od tego, który znam ze swojego zestawu. Czy na żywo też to tak kulawo brzmiało?
-
To samo słychać na płytach Dream Theater, Kiko Loureiro, Pearl Jam, The Rolling Stones itp. Ja naprawdę nie wypisuję bzdur i nie musisz mi wierzyć na słowo. Porozmawiaj z jakimkolwiek gitarzystą, który potrafi zagrać cokolwiek ambitniejszego na gitarze. On Ci wyjaśni, że efekt uderzenia kostką w struny gitary jest słyszalny w postaci dodatkowego przydźwięku oprócz granej nuty. Ja tu nie piszę o niczym niezwykłym. To są rzeczy wręcz oczywiste dla muzyków. To samo masz w fortepianie oraz w każdym innym instrumencie strunowym i czy możesz to zrozumieć czy nie, tak po prostu jest. Przecież młoteczki fortepianu poruszane za pomocą dźwigni nie uderzają w puchową poduszkę tylko w naciągnięte struny. Czy naprawdę uważasz, że przydźwięku uderzenia nie będzie słychać? Czy to jest abstrakcja? A jak posłuchasz np. saksofonu, to oprócz granego dźwięku z drewnianego ustnika usłyszysz charakterystyczne "pfff" jako dodatkowy przydźwięk. Dobry sprzęt audio potrafi to w brzmieniu pokazać tylko jeden to wyeksponuje, a drugi wygładzi i zamaskuje. Wolę pierwszą opcję, bo tak brzmi muzyka na żywo.
-
Całkiem zgrabnie napisana recenzja sprzed kilku lat. Zgadzam się z większością przytoczonych spostrzeżeń. https://www.avtest.pl/wzmacniacze/item/816-mcintosh-ma8900
-
Ja bardzo lubię jazz i ten gatunek stanowi około 50% mojej kolekcji. Może na sprzęcie Accuphase saksofon drażniłby Cię mniej? Może nie każdy z sześciu typów, ale większość? Jazz to złożony temat. Jeżeli lubisz rocka, to fusion mógłby być dla Ciebie możliwy do zaakceptowania. Z mojego punktu widzenia najciekawszy jest free jazz, ale to już momentami przypomina rzeźnię, więc nie polecam. 😉 To trudna muzyka w odbiorze, lecz rozwijająca. W każdym razie zmierzałem do tego, że sprzęt audio powinien możliwie najbardziej zbliżać się do brzmienia instrumentów na żywo, ale nie każdemu obiektywna prawda pasuje stąd różnice w brzmieniu sprzętu również z poziomu hi-end. A w poprzednich wpisach chodziło mi o to, że różnymi zabiegami można poprawić uczucie realizmu odtwarzanego dźwięku, bo dobrego brzmienia nigdy dosyć. 🙂
-
Piszę o referencji o którą pytałeś, a tę stanowi brzmienie instrumentów na żywo. Weźmy za przykład gitarę basową. Nie ma znaczenia czy to Fender, kanadyjski Dingwall czy genialny niemiecki Le Fay (moim zdaniem najlepsze wiosła basowe na rynku). Jeżeli zagrasz sobie jakiś riff, to przekonasz się, że dźwięk basu jest zdyscyplinowany, krawędziowy i dynamiczny. Nic się nie wlecze, a brzmienie nie jest tłuste i misiowate. Problem w tym, że wielu producentów tworzy sprzęt audio, który próbuje grać dźwiękiem bezpiecznym, zbyt wygładzonym i nie potrafi dobrze oddać brzmienia tego instrumentu. Jeżeli pójdziesz do klubu posłuchać kapeli jazzowej, to przekonasz się, że trąbka potrafi zabrzmieć ciepło i kojąco, ale już saksofon to łobuz, który dźwiękiem potrafi pocisnąć po uszach, jak żyleta. McIntosh umie oddać koloryt brzmienia tego instrumentu, ale już Accuphase temperuje wszystko, co razi uszy i w efekcie saksofon czasem brzmi na japońskim sprzęcie, jakby cały był zrobiony z drewna niczym stroik. Weźmy też gitarę o której pisałem już wcześniej. Tu podobnie - o ile odwzorowanie wypełnienia brzmienia jakoś firmom audio wychodzi, to już zaokrąglanie krawędzi jest irytujące. Wystarczy wziąć np. Fendera w łapy i zagrać "Little Wing", a z pieca usłyszysz wyraźnie zaznaczone krawędzie dźwięków jeżeli potrafisz poprawnie czyli precyzyjnie oraz mocno uderzyć kostką w struny. Później bierzesz płytę Hendriksa i sprawdzasz, jak sprzęt audio to odtwarza. Jeżeli temperuje krawędzie, to znaczy, że w dźwięku coś nie gra. I tak można wymieniać fortepian, perkusję i wiele innych instrumentów, a kończąc na ludzkim głosie. Kończąc, to nie są abstrakcje lecz szczegóły decydujące o tym, jak blisko zestaw audio jest dźwięku naturalnego. Jeżeli wszystko dobrze przemyślisz i nieco mocniej uszczuplisz konto bankowe 😉, to możesz mieć w domu Dianę Krall, Carlosa Kleibera, Herberta von Karajana, Milesa Davisa, Johna Coltrane'a czy kogo tam lubisz zawsze, kiedy tylko chcesz. 🙂
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
McIntosh odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Visca el Barca! Wreszcie doczekałem się. 😀 4:0 dla moich w Madrycie. Pięknie. 😀 -
Jakie można mieć wyobrażenia po przeczytaniu instrukcji? APC w teorii robi to samo, a jednak zupełnie się nie sprawdził. Dlaczego? Możesz oczywiście uważać, że sobie coś dopowiadam, ale ja do wszystkich eksperymentów podchodzę z "wyczyszczoną" głową. Nie robię żadnych założeń. Co będzie, to będzie. Akurat w przypadku Evera wyszło dobrze. Nic więcej nie mam do dodania oprócz jednego - ślepych testów. Mylisz się. Wystarczyłaby mi solówka Zakka Wylde'a z utworu pt. "Cry Me a River", a powiedziałbym Ci czy Ever jest wpięty w tor audio czy nie. Jest tam fragment, gdzie Zakk wydobywa wysoki, mocno przesterowany dźwięk, który zestaw audio mocniej eksponuje (i tak to powinno brzmieć) z wpiętym Everem. Gwarantuję Ci na 100%, że rozpoznałbym to w każdej próbie. Muszę już uciekać. Miłego dnia. 👍
-
Zwróć proszę uwagę, że napisałem o dość podstawowej sprawie, jaką są warunki prądowe pracy sprzętu audio. Co powiedzieć o sytuacji, kiedy jakiś recenzent wpina "wypasiony" kabel zasilający w zestaw Gryphona za milion zł i rozpisuje się na temat różnic w brzmieniu? Mnie brakuje wiedzy do tego, aby kompetentnie ocenić, co decyduje o tym, że UPS coś zmienia, ale z całą pewnością słuch mam sprawny. Dodam więcej. Podobne eksperymenty robiłem ze sprzętem APC i tu z kolei nastąpiło pogorszenie jakości dźwięku. Największy problem dotyczył góry, która została mocno wycięta natomiast pojawiło się więcej basu oraz przełomu dołu / średnicy, co z kolei zachwiało neutralnością brzmienia. Ogólnie dźwięk był też zamulony. Tak po prostu było i tyle. Kontynuując, ile razy zdarza się, że ktoś słucha zestawu w salonie audio i jest zadowolony po czym przywozi sprzęt do domu i czar pryska. Najprostsza odpowiedź? Warunki akustyczne pomieszczenia, ale czy tylko to? Tu mam duże wątpliwości, kiedy ktoś zupełnie lekceważy jakość zasilania. Do pozostałych Waszych wpisów odniosę się później, bo muszę już uciekać do pracy. Mam coś ciekawego do napisania, ale to wymaga więcej czasu.
-
Prawdziwe. 🙂 Grałeś kiedyś na gitarze? Jak przywalisz kostką lub palcami w struny, to oprócz brzmienia samej struny będącego efektem granego akordu lub pojedynczego dźwięku usłyszysz też efekt ataku czyli właśnie tego uderzenia. Istnieje sprzęt audio, który potrafi to pięknie wyeksponować (mój potrafi) i taki, który zaokrągla krawędzie brzmienia. Zauważ proszę, że ja cały czas piszę, że coś jest lepiej słyszalne, bardziej wyraziste, a nie że wcześniej tego nie było i nagle się pojawiło.
-
Ja różnicę usłyszałem na kilku płytach, które odsłuchałem. Moim zdaniem jest lepiej, a co faktycznie ten UPS robi lub czego nie robi, to już bardziej pytanie do Evera. Z informacji podanych przez producenta wynika, że w urządzeniu zastosowano topologię Line-Interactive i szereg zabezpieczeń dotyczących filtracji napięcia. Czyli jednak coś ten UPS robi. Pozdrawiam 🙂
-
Mam słuchawki McIntosh MHP1000 i często za ich pośrednictwem słucham muzyki. A co do pytania, to sprawa jest prosta. Biorę z półki np. płytę Pride & Glory albo Dream Theater, które słuchałem już wiele razy i na których niemalże każdy dźwięk znam na pamięć i słucham. Zapamiętałem, że pewne detale brzmienia wcześniej były prezentowane z mniejszym natężeniem, a teraz są bardziej czytelne czyli jest lepiej. Słyszę, jak np. Zakk Wylde ciśnie solówkę na gitarze i zauważam, że faza ataku kostką na strunę jest wyraźniej zaznaczona czyli krawędzie brzmienia są lepsze. Bas jest bardziej selektywny, bo linię basu daje się lepiej wyodrębnić od partii pozostałych instrumentów czyli znowu poprawa. Pamiętam brzmienie średnicy, że było minimalnie jaśniejsze, a teraz równowaga tonalna powędrowała w dół, bo dźwięk ma silniejsze oparcie na basie oraz przełomie dołu / średnicy, ale jednocześnie góra nie jest zamulona. Tu również krawędzie dźwięku są porządnie zaznaczone, co między innymi słychać po fazie ataku pałką na talerz perkusyjny (szczególnie w przypadku hit-hat oraz ride). Oczywiście nie ma zubożenia wypełnienia dźwięku itd. A co do perfum... Słuch się adoptuje do określonego brzmienia, więc gdybyś kilka razy pod rząd posłuchał tej samej płyty i w określonym zestawieniu słuchał muzy przez dłuższy czas, to uznałbyś tę sytuację za standardową do momentu kolejnych eksperymentów, które mogłyby coś polepszyć lub też pogorszyć. Nie każda moja kombinacja przynosiła pozytywny rezultat. Zdarzało mi się wycofywać z niektórych opcji, które psuły dźwięk, a i tak bywało. Tak. To Ever Sinline 3000 czyli nic "audiofilskiego", a jednak robotę robi niezależnie od tego czy lecisz z zasilania bateryjnego czy nie. Oczywiście między UPS'em, a torem audio jest kondycjoner.
-
Pojęcia nie mam. 🙂 Powinien, ale... Od pomiarów jest producent, a ja (jako końcowy klient) oceniam dźwięk na tzw. ucho. Koledzy mają tu proste rozwiązania i piszą - chcesz inny dźwięk, to zmień wzmacniacz lub kolumny. A może czasem warto poszukać rezerw brzmienia w już posiadanym zestawie audio, bo nigdy nie wiadomo, gdzie doprowadzą nas różne eksperymenty z prądem, kablami itp. Oczywiście przy takiej zabawie baza dźwiękowa musi być zadowalająca, bo jeżeli jesteśmy gruntownie niezadowoleni, to nie ma co rzeźbić bez sensu. Nie jestem trollem, ale spoko... Jeżeli chcesz, to ciśnij. Jako audiofil jestem już przyzwyczajony do obelg. 🙂 Miłego weekendu Ci życzę. 👍
-
Ja tymczasem znalazłem chwilę czasu na zabawę z prądem, więc za kondycjonerem sieciowym postawiłem UPS i zrobiłem odsłuch z napięcia o czystym, sinusoidalnym kształcie. Piszcie, co chcecie, ale Jakość prądu ma duży wpływ na jakość dźwięku. W moim przypadku dźwięk stał się bardziej uporządkowany, poprawiła się szczegółowość brzmienia i stało się ono gładsze. Teraz mój McIntosh ma dźwiękowy przechył w kierunku Pass Labs. Zmiana ogólnie na plus, choć jest troszkę mniej jaśniej niż dotychczas, lecz nie jest to drastyczna różnica. Dbaj o nie, rozwijaj kolekcję i ciesz się muzyką. 🙂 Mnie winyle wykańczają nerwowo za każdym razem, kiedy chcę posłuchać muzyki klasycznej na jeden instrument. Trzaski i szum są niezwykle irytujące w cichych partiach np. Nokturnów Chopina czy Kaprysów Paganiniego. W głośnej muzyce rockowej czy metalu, to już trochę mniej przeszkadza. Niemniej jednak gratuluję Ci kolekcji płyt. 👍
-
Dużo spraw na głowie to i pamięć zawodna. Sorry.
-
To prawda aczkolwiek Japończycy kombinują, żeby płytę CD uatrakcyjnić, więc robią np. wydania typu miniLP. Otrzymujesz to samo, co w przypadku winyli tylko dostosowane do rozmiaru płyty CD, ale nie jakieś przesadnie małe. Wygląda to super i jest niezłą lokatą kapitału, bo te wydawnictwa są limitowane, a później na rynku wtórnym osiągają wysokie ceny, nawet 400-700 zł za płytę w bardzo dobrym i kompletnym stanie. Kiedyś Japończycy wypuszczali też płyty CD w pełnowymiarowych okładkach winylowych. Kilka takich płyt sobie kupiłem, ale obecnie już tego nie praktykują. Być może, naprawdę nie pamiętam. Poprzedni Zarząd KMZiZ wlepił mi dożywotni ban kilka lat temu, więc długo mnie tu nie było. Gdyby w Klubie nie zaszły zmiany, to nadal nie mógłbym pisać na forum.
-
Być może, nie pamiętam już. 🙂 Na pewno na Insta napisałem, że moda na winyle ma tę pozytywną cechę, że tworzy kulturę słuchania płyt od początku do końca, co w ogóle zmienia podejście do odbioru muzyki, moim zdaniem. To zależy od szerokości geograficznej. Na przykład Amerykanie chętnie sięgają po winyle, ale już Japończycy czy Koreańczycy z Korei Płd. bardziej wolą nośniki cyfrowe. Moim zdaniem winyle wygrywają w kontekście poligrafii, ale przegrywają z porządnym masteringiem na CD, np. K2HD. Wydawnictwom Esoterica też trudno cokolwiek zarzucić. Zdarzało mi się coś skrobnąć na ten temat na YT, ale fani winyli bronią swojego ulubionego nośnika, jak niepodległości i nerwowo reagują na komentarze niezgodne z ich punktem widzenia, więc dałem sobie spokój. No cóż, życie. Ogólnie nie brałbym wszystkich audiofilów pod wspólny mianownik. Są audiofile, którzy kochają muzykę i są melomanami, a jednocześnie mają kompetentne podejście do sprzętu, wiedzą co z czym łączyć, żeby dobrze zagrało i nie pakują kasy w urojenia typu dyfuzor kwantowy.
