-
Liczba zawartości
224 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Całkiem zgrabnie napisana recenzja sprzed kilku lat. Zgadzam się z większością przytoczonych spostrzeżeń. https://www.avtest.pl/wzmacniacze/item/816-mcintosh-ma8900
-
Ja bardzo lubię jazz i ten gatunek stanowi około 50% mojej kolekcji. Może na sprzęcie Accuphase saksofon drażniłby Cię mniej? Może nie każdy z sześciu typów, ale większość? Jazz to złożony temat. Jeżeli lubisz rocka, to fusion mógłby być dla Ciebie możliwy do zaakceptowania. Z mojego punktu widzenia najciekawszy jest free jazz, ale to już momentami przypomina rzeźnię, więc nie polecam. 😉 To trudna muzyka w odbiorze, lecz rozwijająca. W każdym razie zmierzałem do tego, że sprzęt audio powinien możliwie najbardziej zbliżać się do brzmienia instrumentów na żywo, ale nie każdemu obiektywna prawda pasuje stąd różnice w brzmieniu sprzętu również z poziomu hi-end. A w poprzednich wpisach chodziło mi o to, że różnymi zabiegami można poprawić uczucie realizmu odtwarzanego dźwięku, bo dobrego brzmienia nigdy dosyć. 🙂
-
Piszę o referencji o którą pytałeś, a tę stanowi brzmienie instrumentów na żywo. Weźmy za przykład gitarę basową. Nie ma znaczenia czy to Fender, kanadyjski Dingwall czy genialny niemiecki Le Fay (moim zdaniem najlepsze wiosła basowe na rynku). Jeżeli zagrasz sobie jakiś riff, to przekonasz się, że dźwięk basu jest zdyscyplinowany, krawędziowy i dynamiczny. Nic się nie wlecze, a brzmienie nie jest tłuste i misiowate. Problem w tym, że wielu producentów tworzy sprzęt audio, który próbuje grać dźwiękiem bezpiecznym, zbyt wygładzonym i nie potrafi dobrze oddać brzmienia tego instrumentu. Jeżeli pójdziesz do klubu posłuchać kapeli jazzowej, to przekonasz się, że trąbka potrafi zabrzmieć ciepło i kojąco, ale już saksofon to łobuz, który dźwiękiem potrafi pocisnąć po uszach, jak żyleta. McIntosh umie oddać koloryt brzmienia tego instrumentu, ale już Accuphase temperuje wszystko, co razi uszy i w efekcie saksofon czasem brzmi na japońskim sprzęcie, jakby cały był zrobiony z drewna niczym stroik. Weźmy też gitarę o której pisałem już wcześniej. Tu podobnie - o ile odwzorowanie wypełnienia brzmienia jakoś firmom audio wychodzi, to już zaokrąglanie krawędzi jest irytujące. Wystarczy wziąć np. Fendera w łapy i zagrać "Little Wing", a z pieca usłyszysz wyraźnie zaznaczone krawędzie dźwięków jeżeli potrafisz poprawnie czyli precyzyjnie oraz mocno uderzyć kostką w struny. Później bierzesz płytę Hendriksa i sprawdzasz, jak sprzęt audio to odtwarza. Jeżeli temperuje krawędzie, to znaczy, że w dźwięku coś nie gra. I tak można wymieniać fortepian, perkusję i wiele innych instrumentów, a kończąc na ludzkim głosie. Kończąc, to nie są abstrakcje lecz szczegóły decydujące o tym, jak blisko zestaw audio jest dźwięku naturalnego. Jeżeli wszystko dobrze przemyślisz i nieco mocniej uszczuplisz konto bankowe 😉, to możesz mieć w domu Dianę Krall, Carlosa Kleibera, Herberta von Karajana, Milesa Davisa, Johna Coltrane'a czy kogo tam lubisz zawsze, kiedy tylko chcesz. 🙂
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
McIntosh odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Visca el Barca! Wreszcie doczekałem się. 😀 4:0 dla moich w Madrycie. Pięknie. 😀 -
Jakie można mieć wyobrażenia po przeczytaniu instrukcji? APC w teorii robi to samo, a jednak zupełnie się nie sprawdził. Dlaczego? Możesz oczywiście uważać, że sobie coś dopowiadam, ale ja do wszystkich eksperymentów podchodzę z "wyczyszczoną" głową. Nie robię żadnych założeń. Co będzie, to będzie. Akurat w przypadku Evera wyszło dobrze. Nic więcej nie mam do dodania oprócz jednego - ślepych testów. Mylisz się. Wystarczyłaby mi solówka Zakka Wylde'a z utworu pt. "Cry Me a River", a powiedziałbym Ci czy Ever jest wpięty w tor audio czy nie. Jest tam fragment, gdzie Zakk wydobywa wysoki, mocno przesterowany dźwięk, który zestaw audio mocniej eksponuje (i tak to powinno brzmieć) z wpiętym Everem. Gwarantuję Ci na 100%, że rozpoznałbym to w każdej próbie. Muszę już uciekać. Miłego dnia. 👍
-
Zwróć proszę uwagę, że napisałem o dość podstawowej sprawie, jaką są warunki prądowe pracy sprzętu audio. Co powiedzieć o sytuacji, kiedy jakiś recenzent wpina "wypasiony" kabel zasilający w zestaw Gryphona za milion zł i rozpisuje się na temat różnic w brzmieniu? Mnie brakuje wiedzy do tego, aby kompetentnie ocenić, co decyduje o tym, że UPS coś zmienia, ale z całą pewnością słuch mam sprawny. Dodam więcej. Podobne eksperymenty robiłem ze sprzętem APC i tu z kolei nastąpiło pogorszenie jakości dźwięku. Największy problem dotyczył góry, która została mocno wycięta natomiast pojawiło się więcej basu oraz przełomu dołu / średnicy, co z kolei zachwiało neutralnością brzmienia. Ogólnie dźwięk był też zamulony. Tak po prostu było i tyle. Kontynuując, ile razy zdarza się, że ktoś słucha zestawu w salonie audio i jest zadowolony po czym przywozi sprzęt do domu i czar pryska. Najprostsza odpowiedź? Warunki akustyczne pomieszczenia, ale czy tylko to? Tu mam duże wątpliwości, kiedy ktoś zupełnie lekceważy jakość zasilania. Do pozostałych Waszych wpisów odniosę się później, bo muszę już uciekać do pracy. Mam coś ciekawego do napisania, ale to wymaga więcej czasu.
-
Prawdziwe. 🙂 Grałeś kiedyś na gitarze? Jak przywalisz kostką lub palcami w struny, to oprócz brzmienia samej struny będącego efektem granego akordu lub pojedynczego dźwięku usłyszysz też efekt ataku czyli właśnie tego uderzenia. Istnieje sprzęt audio, który potrafi to pięknie wyeksponować (mój potrafi) i taki, który zaokrągla krawędzie brzmienia. Zauważ proszę, że ja cały czas piszę, że coś jest lepiej słyszalne, bardziej wyraziste, a nie że wcześniej tego nie było i nagle się pojawiło.
-
Ja różnicę usłyszałem na kilku płytach, które odsłuchałem. Moim zdaniem jest lepiej, a co faktycznie ten UPS robi lub czego nie robi, to już bardziej pytanie do Evera. Z informacji podanych przez producenta wynika, że w urządzeniu zastosowano topologię Line-Interactive i szereg zabezpieczeń dotyczących filtracji napięcia. Czyli jednak coś ten UPS robi. Pozdrawiam 🙂
-
Mam słuchawki McIntosh MHP1000 i często za ich pośrednictwem słucham muzyki. A co do pytania, to sprawa jest prosta. Biorę z półki np. płytę Pride & Glory albo Dream Theater, które słuchałem już wiele razy i na których niemalże każdy dźwięk znam na pamięć i słucham. Zapamiętałem, że pewne detale brzmienia wcześniej były prezentowane z mniejszym natężeniem, a teraz są bardziej czytelne czyli jest lepiej. Słyszę, jak np. Zakk Wylde ciśnie solówkę na gitarze i zauważam, że faza ataku kostką na strunę jest wyraźniej zaznaczona czyli krawędzie brzmienia są lepsze. Bas jest bardziej selektywny, bo linię basu daje się lepiej wyodrębnić od partii pozostałych instrumentów czyli znowu poprawa. Pamiętam brzmienie średnicy, że było minimalnie jaśniejsze, a teraz równowaga tonalna powędrowała w dół, bo dźwięk ma silniejsze oparcie na basie oraz przełomie dołu / średnicy, ale jednocześnie góra nie jest zamulona. Tu również krawędzie dźwięku są porządnie zaznaczone, co między innymi słychać po fazie ataku pałką na talerz perkusyjny (szczególnie w przypadku hit-hat oraz ride). Oczywiście nie ma zubożenia wypełnienia dźwięku itd. A co do perfum... Słuch się adoptuje do określonego brzmienia, więc gdybyś kilka razy pod rząd posłuchał tej samej płyty i w określonym zestawieniu słuchał muzy przez dłuższy czas, to uznałbyś tę sytuację za standardową do momentu kolejnych eksperymentów, które mogłyby coś polepszyć lub też pogorszyć. Nie każda moja kombinacja przynosiła pozytywny rezultat. Zdarzało mi się wycofywać z niektórych opcji, które psuły dźwięk, a i tak bywało. Tak. To Ever Sinline 3000 czyli nic "audiofilskiego", a jednak robotę robi niezależnie od tego czy lecisz z zasilania bateryjnego czy nie. Oczywiście między UPS'em, a torem audio jest kondycjoner.
-
Pojęcia nie mam. 🙂 Powinien, ale... Od pomiarów jest producent, a ja (jako końcowy klient) oceniam dźwięk na tzw. ucho. Koledzy mają tu proste rozwiązania i piszą - chcesz inny dźwięk, to zmień wzmacniacz lub kolumny. A może czasem warto poszukać rezerw brzmienia w już posiadanym zestawie audio, bo nigdy nie wiadomo, gdzie doprowadzą nas różne eksperymenty z prądem, kablami itp. Oczywiście przy takiej zabawie baza dźwiękowa musi być zadowalająca, bo jeżeli jesteśmy gruntownie niezadowoleni, to nie ma co rzeźbić bez sensu. Nie jestem trollem, ale spoko... Jeżeli chcesz, to ciśnij. Jako audiofil jestem już przyzwyczajony do obelg. 🙂 Miłego weekendu Ci życzę. 👍
-
Ja tymczasem znalazłem chwilę czasu na zabawę z prądem, więc za kondycjonerem sieciowym postawiłem UPS i zrobiłem odsłuch z napięcia o czystym, sinusoidalnym kształcie. Piszcie, co chcecie, ale Jakość prądu ma duży wpływ na jakość dźwięku. W moim przypadku dźwięk stał się bardziej uporządkowany, poprawiła się szczegółowość brzmienia i stało się ono gładsze. Teraz mój McIntosh ma dźwiękowy przechył w kierunku Pass Labs. Zmiana ogólnie na plus, choć jest troszkę mniej jaśniej niż dotychczas, lecz nie jest to drastyczna różnica. Dbaj o nie, rozwijaj kolekcję i ciesz się muzyką. 🙂 Mnie winyle wykańczają nerwowo za każdym razem, kiedy chcę posłuchać muzyki klasycznej na jeden instrument. Trzaski i szum są niezwykle irytujące w cichych partiach np. Nokturnów Chopina czy Kaprysów Paganiniego. W głośnej muzyce rockowej czy metalu, to już trochę mniej przeszkadza. Niemniej jednak gratuluję Ci kolekcji płyt. 👍
-
Dużo spraw na głowie to i pamięć zawodna. Sorry.
-
To prawda aczkolwiek Japończycy kombinują, żeby płytę CD uatrakcyjnić, więc robią np. wydania typu miniLP. Otrzymujesz to samo, co w przypadku winyli tylko dostosowane do rozmiaru płyty CD, ale nie jakieś przesadnie małe. Wygląda to super i jest niezłą lokatą kapitału, bo te wydawnictwa są limitowane, a później na rynku wtórnym osiągają wysokie ceny, nawet 400-700 zł za płytę w bardzo dobrym i kompletnym stanie. Kiedyś Japończycy wypuszczali też płyty CD w pełnowymiarowych okładkach winylowych. Kilka takich płyt sobie kupiłem, ale obecnie już tego nie praktykują. Być może, naprawdę nie pamiętam. Poprzedni Zarząd KMZiZ wlepił mi dożywotni ban kilka lat temu, więc długo mnie tu nie było. Gdyby w Klubie nie zaszły zmiany, to nadal nie mógłbym pisać na forum.
-
Być może, nie pamiętam już. 🙂 Na pewno na Insta napisałem, że moda na winyle ma tę pozytywną cechę, że tworzy kulturę słuchania płyt od początku do końca, co w ogóle zmienia podejście do odbioru muzyki, moim zdaniem. To zależy od szerokości geograficznej. Na przykład Amerykanie chętnie sięgają po winyle, ale już Japończycy czy Koreańczycy z Korei Płd. bardziej wolą nośniki cyfrowe. Moim zdaniem winyle wygrywają w kontekście poligrafii, ale przegrywają z porządnym masteringiem na CD, np. K2HD. Wydawnictwom Esoterica też trudno cokolwiek zarzucić. Zdarzało mi się coś skrobnąć na ten temat na YT, ale fani winyli bronią swojego ulubionego nośnika, jak niepodległości i nerwowo reagują na komentarze niezgodne z ich punktem widzenia, więc dałem sobie spokój. No cóż, życie. Ogólnie nie brałbym wszystkich audiofilów pod wspólny mianownik. Są audiofile, którzy kochają muzykę i są melomanami, a jednocześnie mają kompetentne podejście do sprzętu, wiedzą co z czym łączyć, żeby dobrze zagrało i nie pakują kasy w urojenia typu dyfuzor kwantowy.
-
A mimo to „’Round About Midnight” czy „Kind of Blue” wciąż brzmią świetnie pomimo upływu ponad 60 lat. Nagrania Duke’a Ellingtona z tego okresu też potrafią zachwycić. Wspaniałe jest również nagranie z połowy lat 70. kiedy to Carlos Kleiber zarejestrował V Symfonię Beethovena dla Deutsche Grammophon. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ja dostrzegam tu analogię, ale okay. Zostawiamy temat Roleksa. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Nie chodzi Filip o nazwy. Zarzuciłeś, że nowa kolekcja Patka to tarcza, wskazówki i indeksy zerżnięte z Nautilusa i że mogli się bardziej postarać. W odpowiedzi napisałem, że Rolex robi to samo i to w znacznie szerszym zakresie kopiując wzornictwo Submarinera. W przypadku Roleksa nikomu to nie przeszkadza, a w przypadku Patka jest jazda z krytyką po całości. Zresztą problem autoplagiatu nie dotyczy tylko Roleksa, choć to właśnie „król” stanowi najbardziej dobitny przykład. Obaj piszemy więc o odtwórczości. [emoji2371] Ja oczywiście też dostrzegam podobieństwa do Nautilusa tylko jestem bardziej wyrozumiały biorąc pod uwagę poczynania innych firm zegarkowych. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
[emoji106][emoji3] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk Dobrze, tylko dlaczego wszystkie przeze mnie wymienione nie są w jednej kolekcji Submariner? Przecież posługujemy się identycznym argumentem. [emoji846] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Oczywiście to jest odtwórczy zegarek tylko czy to go zupełnie skreśla? Weźmy za przykład Roleksa. Submariner, GMT Master II, Yacht-Master, Sea-Dweller, Deepsea - to jest dopiero jaskrawy przykład autoplagiatu i nikomu to nie przeszkadza. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A ja odnoszę wrażenie, że ludzie sami narzucają sobie taką presję. Przecież rodzina Sternów nie mówi - nie tykajcie Patka, bo to "świętość". Każdy produkt podlega ocenie i niezależnie od ceny może się podobać lub nie lub być zupełnie obojętny. Trzecia opcja jest chyba najgorsza dla producenta, bo nawet jak ludzie narzekają, to przynajmniej jest głośno i kogoś to obchodzi. Poza tym, warto jednak wziąć pod uwagę, że komuś naprawdę kolekcja Cubitus może się podobać niezależnie od napisu na tarczy. Royal Oak ma oktagonalny pierścień połączony z kopertą "tonneau", a Patek poszedł w zbliżonym kierunku tylko nadał kopercie kwadratowo-kanciasty kształt. Zresztą np. Gérald Genta miał w swojej ofercie podobne zegarki i jakoś nikt wówczas nie rozdzierał szat. Proszę przykład... -
Dziś u mnie Stone Temple Pilots w wydaniu audiofilskim, co nie znaczy, że dobrze. Oto dlaczego... Dziś u mnie Stone Temple Pilots i debiutancki album pt. „Core”. O tym wydawnictwie pisałem jakiś czas temu uznając je za hołd złożony scenie grunge przez kwartet pochodzący ze słonecznego San Diego. Płyta pt. „Core” lśni melodyjnymi, rockowymi kawałkami zapadającymi w pamięć, a całość uświetnia znakomity w barwie śpiew Scotta Weilanda zainspirowany wyczynami wokalnymi Layne’a Staley’a oraz sporadycznie Kurta Cobaina, co najbardziej sugestywnie słychać w kawałku zatytułowanym „Creep” (w sensie Kurta). Album jest równy i choć odtwórczy, to stojący na wysokim poziomie o charakterze singlowym, a to już nie byle co. Bardzo trudno jest nagrać płytę na której wszystkie utwory mają potencjał do tego, by zostać hiciorami, a Stone Temple Pilots ta sztuka się udała. Skąd moje dzisiejsze wynurzenia skoro pisałem już o albumie „Core”? Ano zakupiłem sobie wydanie audiofilskie z wytwórni Analogue Productions zremasterowane przez Ryana K. Smitha bezpośrednio z taśmy-matki i chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z odsłuchu. Po kilkakrotnym wysłuchaniu wydawnictwa Analogue Productions doszedłem do wniosku, że audiofilska jakość nagrania nie zawsze jest panaceum na wszystkie bolączki realizacji wydawnictw spod znaku rocka. Odnoszę wrażenie, że dzieło Analogue Productions zostało wykastrowane z emocji. Dźwięk jest oczywiście szczegółowy, selektywny, wszystko pięknie podano, jak na srebrnej tacy. Nie ma przejaskrawień, a każdy detal brzmienia jest dopieszczony i świetnie słyszalny. Jednocześnie dźwięk za bardzo wygładzono odzierając z emocji dzieło Stone Temple Pilots. Pisząc wprost - wieje trochę nudą, bo widzicie, muzyka rockowa jest jak jaskiniowiec, który wali maczugą w łeb i bierze, co chce. Rock bywa nieokrzesany, czasem surowy, momentami trochę chaotyczny, ale w dźwięku zawsze muszą być emocje i ogień, a tu ich zabrakło. Mam też amerykańską wersję „Core” wydaną nakładem Rhino dla uświetnienia 25. rocznicy powstania debiutanckiego dzieła Pilotów, gdzie jest znakomita poligrafia, są emocje, jest uderzenie i ta genialna, rockowa surowość brzmienia. To wszystko sprawia, że trudno usiedzieć w miejscu słuchając „Core”. Jak się okazuje, po audiofilsku nie zawsze znaczy lepiej.
-
Dzięki. Zaangażowałem się w temat, więc trochę popisałem, a efekt jest, jaki jest. Natomiast z tym zapraszaniem do domów, to wielce ryzykowna zabawa. 🙂 Przypuszczalnie nikt (lub mało kto) powie nieznanej osobie - kupiłem sobie zestaw Gryphona za dwie bańki. Choć posłuchać, jak fajnie gra. 😉😀
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Mnie Cubitus nie zniechęca. Nie ma może w sobie tej elegancji, co Gondolo z tourbillonem, ale stanowi całkiem niezłe uzupełnienie kolekcji. Jeżeli interesuje Was Cubitus, a nie chce Wam się szukać filmików na stronie Patka, to zebrałem cały udostępniony materiał video i wrzuciłem do siebie. Zapraszam... 🙂 https://www.chronomaster.pl Szczególnie ciekawy jest materiał techniczny opisujący mechanizm oznaczony jako kaliber 240 PS CI J LU. https://www.chronomaster.pl/patek-philippe-cal-240-ps-ci-j-lu/ -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Trudno jest osiągnąć wysoką precyzję pomiaru czasu przy dużej skali czynników degradujących dokładność działania zegarka. Im mechanizm bardziej skomplikowany tym skala trudności nasila się. -
Niby nic wielkiego, a jednak Japończycy radzą sobie lepiej przy czym mam na myśli bezpośrednią konkurencję Maka. W sprzęcie Esoteric albo Accuphase takie rzeczy się nie zdarzają, a Esoterica trzeba też pochwalić za jakość wydawanych płyt począwszy od poligrafii, a kończąc na realizacji samych nagrań. Okładki płyt są perfekcyjne czego o wielu wydaniach audiofilskich nie da się powiedzieć, a już Analogue Productions przekracza wszelkie granice przyzwoitości w kontekście płyt SACD. Sporadycznie zdarza się, żeby okładka nie miała zagięć, a pudełko zarysowań. Nawet na płytach zdarzają się rysy. Kontrola jakości nie istnieje w Analogue Productions. A tak swój sprzęt wykonuje firma McIntosh.
