-
Liczba zawartości
148 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez itanos
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 8
-
Głos na Taga, bo wydaje się całkiem inny niż to co masz, miałeś, pokazywałeś. Plus: Omega poniekąd powielałaby Daytonę, a taka szalona, szkieletowa kostka byłaby miną odmianą. Do tego nadgarstkowe jest przekonujące; czekam na bliżej-przymiarkowe.
-
Tymczasem, Panowie (i Panie) weekend czas zacząć:
-
@rafi reaguję ostatnio na każde okienko daty, a już szczególnie białe przy nie białej tarczy, jak niektórzy koledzy na rysy na lakierze i plamy na skórze. 😉 PRX-a mam od roku, kupiłem całkiem spontanicznie, ale przez pierwszych kilka miesięcy nie nosiłem, przez tę datę. Natomiast wygodny to on jest (ta bransoleta) i zaskakująco dobrze wykonany. Plus 80h, co też piechotą nie chodzi, przy rotacji. Natomiast mam wrażenie, że odrobinę za duży, no i ta data.
-
Skoro jesteśmy przy EDC: w słońcu zielony, im bliżej zmroku tym bardziej ciemnieje. Gdyby tylko nie to okienko daty, przeklęte, mógłbym (przez chwilę) nie szukać dalej.
-
Dyskutowałbym też odnośnie tego, że "wszystko co nowe cieszy tylko w nieskazitelnym stanie". Jak długo? Do kiedy jest nowe? Miałem trzydziestolatka w fabrycznym lakierze bez praktycznie żadnej widocznej, nie pod lupą, rysy. Tam, jak ktoś przytarł (a przytarł) to było, powiedziałbym, nieco bardziej dotkliwe (bo ze świecą takiego niemalowanego nigdy szukać) niż w przypadku leasingowanego wozu pozostającego nadal w produkcji (teoretycznie możesz sobie łatwo wymienić na inny, nowy egzemplarz). Nie wiem też, czemu zakładasz, że szanowanie musi się wiązać z obsesyjnym dbaniem i zachowywaniem nieskazitelności i wyraźnie wydaje Ci się to aksjomatem. Czasem też mniej czasu zajmuje zarobienie pieniędzy na pokrycie tej straty niźli usuwanie jej, bieganie za tym, przejmowanie się, zastanawianie, martwienie i wkurzanie. Nie mówiąc o stratach w ludziach, bo osoba irytująca się lub wpadająca w gniew czy przygnębienie z powodu utraty nieskazitelności jakiegoś nowego przedmiotu bywa (nie mówię, że akurat Ty) utrapieniem nie tylko dla siebie, ale i dla rodziny, przyjaciół, współpracowników etc.
-
@Autor1984; widzisz, dopiero na myjni zauważyłeś, więc w sumie nie miało znaczenia. W swoim bym to zostawił, w leasingowanym (a jest to nówka kupiona we wrześniu, przypuszczam podobnej wartości co to volvo) pewnie też, z zastrzeżeniem, że czasem bardziej się opłaca zrobić z AC, ale to najlepiej wszystko hurtem przed oddaniem, niż dopłacać. Więc, owszem, nauczony doświadczeniem przeszłym przejmowania się takimi szczegółami i tym jakie to ma konsekwencje dla innych ludzi (przykład wyżej), uśmiecham się i wzruszam ramionami. To nie jest kwestia (nie)szanowania, tylko chillu. To mi przypomina jak moja żona, ówczesna narzeczona, otworzyła nowym, moim samochodem bramę, bo zbyt gwałtownie ruszyła i spodziewała się mojej gwałtownej reakcji (bo tak zwykle mężczyźni reagują), a ja powiedziałem: no dobra, nie wyszło to teraz spróbuj podjechać jeszcze raz, na spokojnie. A tył, cóż, nosił aż do sprzedaży ślady nierównej walki z bramą. To samo teściowa ostatnio (w nowym x3): ma wyjątkowo niewygodny wjazd do domu i zarysowała (tak to wygląda jak u Ciebie, też na czarnym, jak w Twoim volvo); no i ja jej mówię: przecież to jest dokładnie ten sam samochód, co wcześniej, nic się nie przejmuj, to tylko rysy, pobrudzi się trochę i nawet nie będzie widać, a czarne by trzeba chyba myć codziennie, żeby się nie brudziło. I faktycznie już nie widać. Dla mnie to nie jest istotowa cecha samochodu. Nie nałożyłem też na "swój" (jak w leasingu, to nie swój) ceramiki; ceramika miałaby sens, gdyby chroniła przed takimi rysami. Więc nie, nie musisz jej nakładać jeszcze raz, nie musisz tracić zniżek, nic nie musisz; tak na oko, to nawet nie przyrdzewieje w tym miejscu; im bardziej się przejmujesz, tym bardziej bydlę wygrywa. Cytowany przez Ciebie w stopce użytkownik Marek Aureliusz lubi to.
-
-
Między "lubię czystość", a "jestem pedantyczny" jest dość istotna różnica. Przyznam, że przeszkadzałoby mi to drugie, zapewne, gdybym był, np. członkiem Twojej rodziny, czy pracował z Tobą w miejscu innym niż, nie wiem, myjnia samochodowa. 😉 Mam takiego wujka, któremu przeszkadza każda najdrobniejszą ryska na/w samochodzie, każdy okruszkiem na meblu, ślad pasty do zębów na lustrze, a nawet krople wody na ściankach prysznica i jest to nieznośna katorga dla niego samego i jego rodziny. Ilekroć u siebie obserwuję jakieś przejawy takiego OCD, to sobie o tym przypominam i macham ręką, biorąc przykład z żony, która zawsze każdą nową rzecz, czy to zegarek, czy biżuterię, czy torebkę, czy element garderoby, od razu zaczyna używać intensywnie, nie przejmując się zupełnie tym, że jest nowe, drogie etc. Dzięki czemu się od razu w pełni takim przedmiotem cieszy. Polecam, choćby na próbę, taką postawę. W cytowanej wypowiedzi miałem na myśli bardziej to, że stan tylnych siedzeń nie wydaje mi się zupełnie istotową cechą samochodu, bo jest nią, z czym się zdajesz zgadzać, przyjemność z jazdy. Pytanie jak reagujesz, jeśli Ci np. ktoś zadrapie zderzak. Traktujesz to jak Włosi, czyli ledwie zauważasz i jedziesz dalej, czy jesteś przejęty i ów samochód z ryska na zderzaku czy drzwiach traktujesz inaczej niż przedtem? Mnie, przykładowo, jazda maszyną ze zdjęcia sprawiała dokładnie taką samą przyjemność (zarówno na autostradzie, zwykłej drodze, jak i we wcale nie tak znowu lekkim terenie) niezależnie od stanu lakieru i tego, czy coś było rozsypane na fotelach. Natomiast po roku radości poszedł dalej w świat, bo za dużo jest innych ciekawych aut, a trzy naraz to jednak mój limit (nie sprzedałem za to jeszcze żadnego zegarka ). Zdjęcie nieprzypadkowe: to wszystko, co widzisz, prowadząc; a i tak pracuję nad tym, żeby się pozbyć obsesji "niezostawiania smug przez wycieraczki i idealnie czystej szyby", bo znam ludzi, którzy maja na to kompletnie wytańczone i zdają się mieć, właśnie, większą frajdę z jazdy.
-
"Kochanie motoryzacji i samochodów" nie musi się łączyć z obsesyjnym dbaniem o estetykę danego egzemplarza, podpartym początkowo jedynie argumentem o łatwości odsprzedaży. Czemu nie można ich kochać właśnie za walory użytkowo-techniczne? Czy Sobiesław Zasada nie "kocha motoryzacji i samochodów"? Co mu nie przeszkadza(ło) katować je w rajdach Paryż-Dakar. Mnie w samochodzie interesuje zdecydowanie bardziej to jak się prowadzi (bo z tego właśnie czerpię przyjemność) niż jak wygląda skora na tylnym siedzeniu, bo to w ogóle nie jest istotna część samochodu; to tylko kanapa. W moim jaguarze bardziej mnie interesuje dźwięk V8, miarowy sposób nabierania mocy od samego dołu niż, dajmy na to, dźwięk nagłośnienia, czy faktura skóry, bo te dwie ostatnie sprawy zupełnie nie stanowią istoty motoryzacji; to dodatki. To tak jakbyś oceniał zegarek po pasku i upierałbyś się, ze najważniejsze jest dbanie o czystość paska i zachowanie tego samego paska przez kilka lat.
-
Żeby wykupić to trzeba mieć chęć jeździć jednym autem 3-5 lat. To jak nosić w tym czasie jeden zegarek. 😉 Poza tym coraz popularniejsze są leasingi operacyjne z 0 wkładem i ze spłata co miesiąc utraty wartości (około jednego procenta). Czy się to opłaca, czy nie opłaca, to jest inna kwestia. Natomiast przesadne chuchanie i dmuchanie na przedmiot wybitnie wręcz użytkowy, tylko po to, żeby drożej sprzedać wydaje mi się skórką za wyprawkę, zwłaszcza, że na koniec auto i tak dostaje dokładną myjnię czy nawet drobny detailing. 🙂
-
Saab pójdzie w świat, a Lorus zostanie; to będzie ich ostatnie spotkanie.
-
Mnie też. Zwłaszcza, że 99% tych aut i tak jest w leasingu i będzie szybko wymienione na kolejne.
-
Każdy może dbać/nie dbać, jak mu się żywnie podoba, ale dobrotliwie uśmiechnąć się chyba też można?
-
Pytanie kontrolne: zdejmujecie z nadgarstka automat, strzelając z różnych broni centralnego zapłonu, tudzież z pompek?
-
Jeździsz -naście lat, przejechałeś -set tysięcy kilometrów. Znasz na pamięć możliwości oponowe w każdym rozmiarze i zawsze kupujesz nowe i najlepsze (set wielosezonowe na zimę, letnie na lato, bo przez 90% zimy, nawet tu, w górach, najważniejsze jest zachowanie na mokrym, zresztą wielosezon jest zimówką, prawnie i faktycznie). NIGDY nie złapałeś gumy; a teraz masz, między innymi to nowe, z salonu (na które nie nałożyłeś folii, ani powłoki galwanicznej, ani tytanowej ultrahex, ani wosku, ani nic, od pierwszego dnia normalnie jeździsz, jak starym, a nawet mniej uważając, bo jest nowe, i ma AC, raz na miesiąc myjesz na ręcznej; i tak jest w leasingu i pożegnasz najdalej za trzy lata, a może i wcześniej). Auto ma zaledwie 8 miesięcy, 10k jeszcze nie przejechało, raz olej zmieniony, w ASO. Opony mają 4 miesiące i 4k przebiegu, zakładane takoż w ASO. Bridgestone. Bridgestone to jak Grand Seiko przecież. Jedziesz sobie do pracy autostradą. Nie jedziesz jakoś przesadnie wolno, ale przecież Y, czyli do 300 km/h, do stałej jazdy z tą prędkością nie powinno się nic dziać; a przecież jedziesz mniej, sporo mniej. Masz nowe (auto i opony), żeby nie mieć problemów, żeby czasu nie tracić, żeby nie dzwonić do warsztatu i pytać "czy to już?", jak pytał pewien pan w pewnym półwiecznym już polskim filmie komediowym; i żeby się sprawnie poruszać, i w ogóle; ot pragmatyczna decyzja, podjęta w parę dni (warunki: ponadstandardowy prześwit, 4x4, żeby "jechał", co nie jest takie oczywiste, nowe subaru np. "nie jadą"; i żeby nie bujał na zakrętach jak prom do Ystad czy innej Yokohamy; a w Twoim odczuciu buja prawie wszystko, co testowałeś, niestety, dlatego cupra, z DCC, bo może i jest komputerem na kółkach, ale przynajmniej nie buja) i wtem: I potem wracasz na smutnej dojazdówce, w ciul długo wracasz, bo gwarancja mobilności nie gwarantuje natychmiastowego dostępu opony; i czekasz na tę oponę już trzeci dzień i myślisz, nierozsądnie a gniewnie o natychmiastowej cesji leasingu, bo skoro w żadnym aucie (a niektóre daily miały prawie trzydzieści lat) się to nie zdarzyło, to dlaczego w tym? 😉 Swoją drogą, ciekawostka: czujnik pokazał, owszem, "spadek ciśnienia w oponie", ale Zorro ( ) jechał prosto jak po szynach ("trzy koła dobre", jak w kabarecie Tey) i w ogóle nie było tego czuć (może zasługa 4drive?); więc darłem (dosłownie!) radośnie, myśląc, do czasu dojazdu na parking, że to hiszpański software płata figle; ale nie. Czy można wobec tego powiedzieć, że, jak zawsze, problem leży między kierownicą a oparciem fotela? Szerokości Wam Wszystkim!
-
Dopuszczam (przykład: Nomos). Yema stylistycznie do mnie gada, aczkolwiek czytałem sporo o problemach jakościowych. Myślałem jeszcze o Nodusie.
-
@Petru23 Do rozważenia.
-
Znam, ale za dużo się dzieje, tzn. jakoś nie dotarłem jeszcze do zainteresowania chrono.
-
To bardzo proste: topiony znosił wiele, a jak przyszło, dość przypadkowo, do bycia daily, to się zaczął sypać: przy czym silnik (chociaż najpewniej też do wymiany; stukało coś w dole) to i tak był najmniejszy problem. Największy to elektryka, skrzynia biegów (nie trzymała ciśnienia i czasem olej kapał na rozgrzany kolektor) i załączony na sztywno reduktor. Ogólnie to wymagał, lekko licząc, 30-40k inwestycji (buda była dobra), w tym wymiany całego układu napędowego. Zmierzam do tego, że jest jak pechowy (zaniedbany) egzemplarz, to jest pechowy i nie ma co szaleć. Sztandardowy, znany przykład to czarny LC Pawła z Terenwizji. Jakość wyjściowo całkiem inna niż UAZ-a, bardzo fachowe podejście do remontu, a i tak bez przerwy coś, i to zwykle coś poważnego.
-
@tommly, a skąd - zachwalane, polecane i teoretycznie idiotoodporne 4.0 R6.
-
Na to wychodzi.
-
@Petru23, dzięki, acz było proponowane wyżej.
-
Można się jeszcze, ewentualnie, nie przejmować i nie wymieniać, aż padnie. 😉 Twoja fascynująca opowieść przypomina mi przygody z moim jeepem, aż się łezka w oku kręci: Ostatecznie poszedł do handlarza za 7700, handlarz go wystawił za 15k, ale ostatecznie sprzedał za 6 po prawie roku (sic!), komuś kto chciał nim (dosłownie) orać pole. Trzeba jednak jeepowi przyznać, że, jak na amerykański wóz przystało, zawsze dojeżdżał na miejsce; czasem co prawda z kłębami dymu za sobą, innym razem wydając straszliwe dźwięki, ale "jechać się ogólnie dało".
-
@Perpetuum Mobile Oba świetne - to jest dizajn, który mnie bierze i który doceniam! Brak mikroregulacji i 50 M to trochę wada, bo ja zwykle nie zdejmuję zegarka przez całą dobę (= bardziej chodzi mi o odporność na prysznic niż na pływanie), ale mam wrażenie, że zmierzamy w dobrym kierunku. 🙂 Pytanie, czy Stanhope II czy Nomos Club (manual)?
-
@nav, zdecydowanie do rozważenia. Dzięki! Znałem markę, ale jakoś nie przyglądałem się pod kątem akurat tej iteracji poszukiwawczej. @Lincoln Six Echo, wiem, pamiętam!
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 8
