Jako znacznie mniej od kolegów doświadczony, jeśli idzie o posiadanie rozmaitych zegarków, za to mający na świeżo za sobą (i wciąż przed sobą) pierwsze poszukiwania tychże i wielokrotną konfrontację tego, co się widziało i o czym się czytało w sieci, z tym, co można obejrzeć na żywo, nawet w duzym miescie, pozwolę sobie przedstawić nieco inny punkt widzenia.
Chodzenie po galeriach i oglądanie zegarków (w sztucznym, jarzeniowym świetle, ze sprzedawcą nad głową, który niekoniecznie ochoczo wyciąga coś z witryny i zazwyczaj nie ma o tym czymś często bladego pojęcia, nawet jeśli jest to zegarek wielokrotnie droższy niż w Twoich założeniach) bywa ciekawym zajęciem, ale niekoniecznie zastępuje poszukiwania sieciowe, bo w galeriach królują albo tak zwane zegarki modowe (zwykle fatalnie wykonane, przecenione, z logiem znanej firmy odzieżowej czy biżuteryjnej, do których, jako zielonego, mogą Cię namawiać sprzedawcy; nie daj się!) lub też zegarki z całkiem innego pułapu cenowego, a te, które są niedrogie i które się oglądało w sieci i ciekawiły, na żywo często, w porównaniu do innych, droższych, rozczarowują. Przynajmniej mnie. Osobliwie dotyczy to japońskich marek wymienionych przez kolegów, w zasadzie w każdym zakresie cenowym. Seiko, Lorus, Citizen, Orient zyskują w sytuacji, w której się szuka automatu i chce się jak najmniej wydać. Natomiast kwarce tych firm za kilkaset złotych ustępują zazwyczaj i na oko i technicznie (choćby poprzez brak szafiru, o czym za chwilę) tańszym swiss made. Casio Edifice z kolei mają dość specifyczny, bardzo, hm, sportowy (żeby nie powiedzieć: krzykliwy) design; mogą się też okazać zbyt duże na Twój nadgarstek. Ja (nadgarstek podobny, 17 cm) się z nich zupełnie wyleczyłem, chociaż, kiedy jeszcze rozważałem coś zniepłynącą sekundą, były wysoko na liście życzeń. Niemniej przejść się, oczywiście, warto, może będziesz miał całkiem odmienne wrażenia i okaże się, że podstawowy Citizen czy Orient to jest właśnie to. Przy czym warto też porównać najlepszą cenę z sieci z tą ze sklepu stacjonarnego, bo te mogą znacznie się od siebie różnić.
Do wymagań dodałbym koniecznie szafirowe szkło, bo mineralne (jakie występuje w wymienionym wyżej Casio Edifice i w w lwiej części polecanych przez kolegów zegarkach zacnych japońskich marek za kilkaset złotych) naprawdę nietrudno zarysować, co stoi w sprzeczności z ideą bycia zadowolonym przez długie lata.
Zastanów się też może, co Ci się nie podoba w Grovanie Traditional, czego Ci w niej brakuje? Czy chcesz ją zmienić, czy jedynie uzupełnić mini-kolekcję o kolejny zegarek? Jeśli Grovanę masz z czarną tarczą i masz zamiar jej nadal używać, naprzemiennie z nowym zegarkiem, to poszukałbym czegoś z białą, a nawet z niebieską czy zieloną. Do sześciuset złotych nie tak znowu łatwo ją przebić, jeśli idzie o design, zwłaszcza taki bardziej poważnie-tradycyjny, a rozumiem, że o taki właśnie idzie. Skoro to ma być jedyny zegarek, codziennie noszony, przez ładnych kilka lat, może warto wydać/odłożyć kilkaset złotych więcej?
Z nawiązką, wszystkie Twoje założenia, poza ceną, powinna spełnić taka oto Certina:
https://www.certina.com/pl-pl/watch/ds-caimano/c0354101605700
To kwarc, ale niezmiernie dokładny (do +/- 10 sekund rocznie), z szafirowym szkłem z powłoką antyrefleksyjną (AR; która, zwłaszcza przy ciemnej tarczy, wiele daje: światło znacznie mniej widocznie odbija się od szkła i nie zaczyna ono przypominać małego lusterka), z systemem DS sprawiającym, że zegarek jest nieco bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne i wodoszczelnością na poziomie 100 metrów, która, kto wie, może Ci się kiedyś, choćby przypadkowo, przydać. Do dostania, w jednym ze sklepów internetowych, już za 1139 złotych.
Podobna biała z kolei (już ze zwykłym mechanizmem kwarcowym) jest do dostania za 827.
Do tego - moim przynajmniej zdaniem - Certiny na żywo sprawiają znacznie lepsze wrażenie niż japońskie zegarki możliwe do kupienia za podobną kwotę (do których byłem bardzo przychylnie nastawiony, dopóki ich nie obejrzałem i nie dotknąłem). Skoro zegarek jest do pracy, czyli (wybacz, jeśli mylnie zakładam) zalezy Ci też na tym, jak będzie postrzegany przez ludzi nieinteresujących się zegarkami, to możesz też zerknąć na bardziej rozpoznawalne Tissoty (na przykład Everytime z czarną tarczą), ale w tej cenie znajdziesz mniejszą wodoszczelność, brak wspomnianego AR i, mówiąc najdelikatniej, trochę zbyt prosty design. Swój urok jednak mają i zadanie (także, powiedzmy, reprezentacyjne) spełniają bez trudu.
Jeśli jednak bezwzględnie musisz trzymać się wyznaczonego budżetu, to spójrz również na Grovany (sic!), Roamery (na przykład model Vanguard 39mm, za 550 złotych albo ten za 501 z drugiej wypowiedzi w tym wątku) lub Atlantica Sealine (takiego jakiego nosi najbardziej znany polityk w Polsce 😉 ).
Wszystkie wspomniane przeze mnie zegarki można bez większego trudu przymierzyć w jednej, drugiej lub trzeciej galerii handlowej; czegoś bardziej, powiedzmy, egzotycznego, nie przymierzysz, ale możesz zawsze zamówić i zwrócić, gdyby się nie spodobało.
Zaproponowany wyżej Sternglas byłby w istocie ciekawym, bardziej oryginalnym wyborem, gdybyś szukał typowego garniturowca (cienkiego, delikatnego, z symboliczną wodoszczelnością). Błonie bym sobie darował, choćby dlatego, że pożałowali na szafir. Co więcej, jeśli nie chodzisz do pracy pod krawatem, to w ogóle bym zrezygnował z takiego delikatnego garniturowca
i postawił na coś nieco bardziej uniwersalnego, o co Ci, jak się wydaje chodzi, skoro dopuszczasz pasek NATO.
Serdeczności i powodzenia w poszukiwaniach!