Rozumiem Twoje podejście. Ja jeszcze parę lat temu, gdy szczypałem się z kasą na zegarki, czułem się nieswojo w takim sklepie, miałem obawę żeby tam wejść. Od paru lat nie mam z tym problemu. Za to widzę to jeszcze u swojej żony (choć nabiera stopniowo pewności siebie), która czasem mi towarzyszy. Myślę, że jest problem indywidualny, związany z oceną własnych możliwości, poczuciem wartości. Jesteśmy dorobkiewiczami (mówię o sobie), nie mamy pieniędzy od rodziców, mamy kompleks niższości. Nikt nas nie zabierał do takich sklepów gdy byliśmy dziećmi. Może nie jesteśmy wystarczająco "światowi", choć dużo podróżujemy, dorastaliśmy "za komuny". Podsumowując, myślę, że to kwestia obycia i przyzwyczajenia.