-
Liczba zawartości
61 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ps1974
-
Hmmm... to tylko świadczy jak bardzo różnimy się w kwestii odbioru zapachów. Każdy kojarzy dany zapach z czymś innym A to efekt mojego dzisiejszego pobytu w okolicznościach zakupowych. Wcześniej gruntownie przetestowane - z decyzją, że podoba się i będzie się nosić.
-
A do mnie właśnie dotarła ostatnia (chyba) seria zapachów do testowania. Po szybkim przewąchaniu niektóre trzeba będzie oczywiście nałożyć na skórę ale pierwsze wrażenia są takie: 1. Lalique Equus Pour Homme EDP - całkiem miłe pachnidełko, tylko takie troszkę za bardzo unisexowe - córka się pewnie ucieszy jak powącha. 2. Lalique Encre Noire Pour Homme EDT - rozczarowanie po całości. Po psiku na papierek pachnie toto, z całym szacunkiem na jaki mnie stać, komórką z nieświeżymi ziemniakami i niestety, nie mogę usunąć tego wrażenia. Jak dla mnie - do śmieci. 3. Guy Laroche Drakkar Noir EDT - na świeżo pachniał świetnie, nieco mrocznie, aromatycznie. Po półtorej godzince zamienia się w wodę kolońską "Brutal" z dawnych czasów. Spróbuję na skórę, może będzie lepiej, a może nie. 4. Dior Sauvage Elixir EDP - w tym jest moc. Pytanie czy nie za duża. Zapach wydaje się być ciekawy i zdecydowanie wymaga testu na skórze. Niektóre opinie w sieci mówią, że "bestia" i nie chce schodzić nawet po gruntownym przejechaniu mydłem. Natomiast w porównaniu do zapachów powyżej - Dior rządzi. 5. Hermes Terre d'Hermes Eau Intense Vetiver EDP - uuuu..... bardzo ciekawy zapach. Testowałem Terre d'Hermes i spodziewałem się czegoś bardziej rozwiniętego a tu niespodzianka. Ten Vetiver jedynie nieznacznie nawiązuje do klasyka ale w swojej odmienności również jest bliski doskonałości. Na papierku mocno zmienia się po godzinie lub dwóch. Zdecydowanie do przetestowania na skórze. Wciągające są te "zabawy" z zapachami 😉
-
Dziś pierwszy zakup pełnowymiarowego flakonu (półwymiarowego? 50 ml) jako efekt przeprowadzenia gruntownych testów zapachowych przez mój skromny nos 😉 Testy obejmowały około 20 zapachów... a kolejne próbki jeszcze wędrują
-
Co do TF to jakoś mnie ciągnie do tej marki ale czego nie spróbuję to ciut, ciut mu brakuje. Próbowałeś może TF tuscan leather? Podobno bardziej skórzany a mniej unisex-owy.
-
Hmmmm....., z czterech próbek, o których pisałem (Tom Ford Ombre Leather, Hermes Terre d'Hermes, Creed Aventus i Dior Fahrenheit), jak dla mnie Aventus odpada - ponosiłem dziś na sobie i, o ile Green Irish Tweed był OK, o tyle Aventus nieco drażni / irytuje - to nie ten zapach, z którym miałbym ochotę mieć dłuższy kontakt: świeżość mydlin podczas mycia rąk po obieraniu ananasa, dodatkowo podbita czymś niedookreślonym. No i jestem w tej grupie, której nie po drodze z Fahrenheitem. Po powąchaniu jedyne skojarzenie jakie mam to... zapach przechodzonej taksówki i... nieświeżego taksówkarza pod koniec lat dziewięćdziesiątych w lipcowe upały, sorry wszystkim entuzjastom 😞 Za to Hermes rokuje dobrze i intrygująco... jutro wykonam standardowe dwa psiki pochodzę. TF też całkiem dobrze wróży, chociaż może się okazać, ze będzie nieco za bardzo "unisexowy"... pożyjemy, zobaczymy.
-
Zrobiłem jeszcze parę zdjęć;
-
Dzięki! Co do zamówienia to najlepszą, chociaż dość kłopotliwą opcją jest bezpośrednie zamówienie u Producenta (nakaya.org). Pomimo wszystko jest to według mnie, najlepsza opcja ponieważ ma się wpływ na szereg czynników: 1. Wygląd pióra: można poprosić o pewne zmiany względem prezentowanych modeli, np. negocjować kolory. Moje w domyśle było brązowe z przebiciem czerwieni. Poprosiłem o wykończenie w czerni i dostałem dokładnie to co chciałem. 2. Można pióro spersonalizować na kilka sposobów: a.) dodatki: różne rodzaje klipsów lub stoperów, ewentualnie podpis (w kanji) w złocie lub czerwieni, maksymalnie do pięciu znaków, jeśli dobrze pamiętam. b.) personalizacja stalówki: przy zamówieniu wypełnia się sporą ankietę o tym jak Zamawiający pisze. I z tego co otrzymałem, widzę że zdecydowanie warto poświęcić czas na dokładne wypełnienie ankiety (włącznie z pomiarami czasu pisania referencyjnego tekstu, pomiarem kąta trzymania pióra itp.). Nie wiem jak oni to zrobili ale to pióro jest przystosowane do mnie a nie ja muszę się dostosować do stalówki 🙂 . c.) można pokryć klips i/lub stalówkę różowym złotem, rutenem, może również być dwukolorowa lub stalowa pokrywana złotem (domyślnie są robione z 14K złota) 3. Dodatkowo można zamówić wszelkie akcesoria (statyw na pióro, dodatkowe "ubranka", czy cokolwiek innego z oferty) 4. Producent daje jeszcze jedną ważną opcję: jeśli personalizacja sposobu pisania lub jakość produktu budzi zastrzeżenia to można odesłać je do Producenta na jedną darmową poprawkę. Pokrywa się jedynie (niebagatelny) koszt transportu. Wady zamówienia w Firmie (w mojej opinii nieistotne): 1. Czas oczekiwania - od zamówienia (czyli dokonania pełnej przedpłaty, żadna zaliczka - płacimy 100%) czeka się 10-12 miesięcy, więc potrzebna jest pewna doza cierpliwości. 2. Cena - u Producenta jest DROŻEJ niż u dystrybutora (jest dystrybutor w Polsce). Ale u Producenta jest personalizacja a u dystrybutora nie za bardzo - można niby kupić od ręki ale z ograniczonym wyborem opcji (czyli to co jest na stanie). U dystrybutora można zamówić stalówki o różnej grubości ale bez personalizacji. Jednak zakup u Nakayi polega w głównej mierze na personalizacji sposobu pisania! Koszt dostawy jest pokrywany przez zamawiającego po otrzymaniu informacji, że pióro jest gotowe do wysłania. Można wybrać dwie opcje: DHL (60 USD) lub EMS (50 USD). Polecam DHL. Wybrałem EMS (o ja głupi) i to był zły wybór. Myślę, że można negocjować wysyłkę w inny sposób lub odbiór osobisty, jeśli ktoś akurat jest w Tokio. Opłaty celne - przesyłka trafia na cło, nie ma co mieć złudzeń, że się uda bez opłat celnych. Szacunkowa dopłata (cło/VAT/koszt odprawy) około 25-30% wartości towaru + transportu. Sposób zapakowania i zawartość: Dostałem doskonale zapakowaną paczkę. Opakowanie zewnętrzne, folia bąbelkowa, worek z grubego polietylenu, osłona papierowa, pudełko z drewna paulowni (pięknie spasowane). Wewnątrz pudełka pióro na jakimś rodzaju zamszu, w gratisie "kimonko" oraz 10 nabojów Platinum dopasowanych do pióra. Żeby się nie zdziwić: wszystkie Nakaye pracują na nabojach lub na konwerterze. Dokupiłem konwerter i nie żałuję: jest pięknie wykonany i... pomalowany w mikro złote rybki + jakieś wodne roślinki. Wygląda genialnie. Dokupiłem również książeczkę z prezentacją podstawowych produktów i historią firmy - również było warto. Ostatnia dopłata to pokrycie klipsa i stalówki rutenem - wygląda obłędnie. Mam nadzieję, że zaspokoiłem ciekawość :-). Jeśli coś jest niejasne lub cokolwiek interesującego pominąłem - pisać, będę odpowiadał.
-
Owszem, na żywo to czysta, ponadczasowa estetyka. Poprosiłem o zrobienie wersji kuro roiro (czarne jak dno piekła). Do tego, zarówno klips, jak i stalówkę (M czyli nasze F) pokryto rutenem, co daje obłędny, stalowoszary ale nadal błyszczący poblask. Wyobrażałem sobie, ze będzie piękne ale po wyjęciu z opakowania wpadłem w zachwyt. To wersja Lotus Flower - czyli zdobienie jedynie w obszarze uchwytu. Ciekawie wygląda i mocno zmienia się po zdjęciu skuwki. Takie samo pióro, tylko w brązie, pojawiło się już w tym wątku około półtora roku temu ale nie chciałem uprzedzać, że zamawiam podobne. No to będą w Polsce co najmniej dwa 🙂 (chociaż pewnie jest ich u nas nieco więcej)
-
Owszem, maki-e :-). Chciałem mieć pióro do codziennego pisania. I wygląda, że Japończycy zrealizowali moje zamówienie jakby mi czytali w myślach. Pisze nieprawdopodobnie gładko.
-
Przyszło... po 348 dniach oczekiwania. Jest!
-
To może jeszcze przy okazji zamówię 2 ml odlewkę i przewącham. Generalnie lubię gdy zapach stabilnie utrzymuje się przez cały dzień. Nie chodzi o to, żeby porażać otoczenie. Raczej o równomierność uwalniania a nie wygasanie po kilku godzinach. Tymczasem wędrują jeszcze do mnie: Creed Aventus, Dior Fahrenheit (na własny nos ocenię podobieństwo do Amouage Portrayal), Tom Ford Ombre Leather i Terre d'Hermes. I z wszystkiego, co ostatnio wąchałem, trwałość = Amouage. Nie musi być mocno - ważne, żeby równo 🙂
-
Zwróciłem uwagę na nieostry korek ale nie chciałem wybrzydzać :-). Natomiast operowanie płytką GO daje świetne efekty z rozmyciem tła. Nigdy nie używałem Focus Stackingu (nie ten sprzęt) ale wiem od ludzi zajmujących się mikrofotografią owadów, że funkcja wymiata. Widziałem zresztą efekty. Troszkę odeszliśmy od tematu to powrócę na moment - Wrzuciłeś zdjęcie Sauvage Elixir a ja dziś testuję Sauvage (EDT) - kojarzysz może, czy jest jakaś relacja zapachowa pomiędzy nimi, czy to zupełnie inne produkty? Testowany przeze mnie jest całkiem OK, natomiast trzyma się na mnie krótko. Po czterech godzinach musze pchać nos pod koszulę, żeby cokolwiek wyczuć.
-
Dzięki! Kompozycyjnie i warsztatowo spokojnie nadają się do reklam produktów (moim skromnym zdaniem oczywiście).
-
Są.... zarąbiste i wypasione pod nieboskłon!!!
-
@cyklotymik przepraszam za może i naiwne pytanie ale te zdjęcia perfum, które wrzucasz, są Twojego autorstwa, czy zaciągasz gdzieś z neta?
-
Hmmm... to ciesz się, że możesz użyć kosiarki. Ja muszę kosić kosą spalinową/podkaszarką ze względu na ilość drzew, ukształtowanie terenu i nierówności. 50 arów zajmuje mi 7-8 godzin. Co do kosiarek szukaj Hondy. Wielokrotnie taką właśnie opinię słyszałem w zaprzyjaźnionym serwisie.
-
Kosa spalinowa Stihl np. FS400 z uprzężą oczywiście. Szacunkowo około trzech godzin koszenia.
-
Hmmm... ponownie doskonale widać jak różni się odbiór zapachów pomiędzy ludźmi. Wcześniej wrzuciłeś zdjęcie Versace Eros. Znam ten zapach, nawet testowałem ale jak dla mnie to nic szczególnego. Syn by pewnie nosił, ja już niekoniecznie. I moim skromnym zdaniem Platinum Egoist bije Erosa na głowę :-). A co jest "zżynką" z czego (o ile jest), to bym nie osądzał... za mało w tym temacie wiem. :-).
-
No to powiem, że zacne dary. Ja to tylko flaszki dostaję.... 😕
-
Tu się całkowicie zgodzę - jego siła nie tkwi w tym jaki jest tylko w tym jaki nie jest 🙂. Jego jedyną słabością jest kiepska trwałość: u mnie (dziś) po 4-5 godzinach stał się ledwo wyczuwalny a teraz (18:52) go zwyczajnie nie czuję (dwa "psiki" o 7:00 rano)
-
I tu właśnie dobitnie widać jak bardzo różnimy się odczuciami zapachowymi. Z testowanych przeze mnie Amouage-ów najlepszy wydaje mi się Portrayal, ciut za nim Memoir razem z Journey, dalej niezbyt akceptowalny Interlude Black Iris i zupełnie nieakceptowalny Bracken (ale jego dla pewności na skórę jeszcze psiknę).
-
A u mnie ciąg dalszy testowania. Zamówiłem pięć dodatkowych próbek (wczoraj przyszły): 1. Dior Sauvage 2. Tom Ford Noir Extreme 3. Chanel Egoiste Platinum 4. Amouage Bracken Man 5. Creed Green Irish Tweed Z szybkich obserwacji: Amouage Bracken - całkowicie odpada. Zachwyty w sieci o zapachu paproci, lasu itp. to coś, co (w moim nosie) nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czuję tam głównie jakąś przyprawę: goździki + gałka muszkatołowa (???). W każdym razie zapach nieco odstręczający. Spróbuję nałożyć na skórę przy którejś z sobót, żeby w razie czego pogalopować pod prysznic. Nie wiem jak firma, która wypuściła Memoir Man może równolegle wypuścić coś takiego jak Bracken... Tom Ford Noir Extreme - jak dla mnie bliskie doskonałości na określone okazje, gdyby nie ten słodkawy zapaszek róży, który gdzieś tam się pląta. Dlaczego nikt nie zrobił tego zapachu bez róży? Dlaczego??? Może jest coś bardzo zbliżonego ale... bez róży? Ten zapach jest świetny - byłby doskonały np. na wieczorny spacer w Wenecji w czerwcu, gdyby nie róża... Creed Green Irish Tweed - dla mojego nosa świetny. Cokolwiek nie mówi się o tej firmie to zapach jest OK. Trwałość, niestety znacznie słabsza od testowanych wcześniej Amouage - na mnie utrzymuje się 2-3 godziny a potem powoli ale wyraźnie zanika. Dior Sauvage - przyjemne i bardzo neutralne pachnidełko, chociaż na skórze jeszcze nie testowałem. W tej grupce lokuje się powyżej Brackena ale poniżej całej reszty (czwarta pozycja, tuż za podium) Chanel Egoiste Platinum - na papierku zapach powalający. Żona powiedziała, że to zapach "zimnego profesjonalizmu". Jutro przetestuję na skórze - zobaczymy jak się nosi. Moje perfumeryjne poszukiwania powoli dobiegają końca. Pewnie jeszcze 3-4 próbki i zostanie kwestia decyzji co nabyć :-). Ciekawe jak pachnie Creed Aventus, szczególnie w porównaniu do Green Irish Tweed-a, którego uważam za wielce obiecującego. Ma ktoś może porównanie? No i może ktoś miałby sugestię co do alternatywy Toma Forda, tylko bez, lub z BARDZO umiarkowaną "różaną słodkością".
-
@loco50 Ty to wszystko masz na półce (dużej półce), czy pracujesz w jakiejś drogerii??? 😁
-
No właśnie: dziwne wydaje mi się to porównanie, z którym zetknąłem się kilka razy. Wszyscy podkreślają "benzynowy" czy "warsztatowo-mechaniczny" zapach Fahrenheita czego, według mnie, zdecydowanie nie wyczuwam w Portrayal. Dzięki, obwącham gdzieś w galerii - pewnie czułem wiele razy ale nie kojarzyłem nazwy...
-
OK, niech będą próbki, chociaż moje pojmowanie definicji "próbek" jest nieco inne (w pracy próbką jest to co znajduje się w eppendorfach 1,5 albo 0,5 ml 😉). Być może stąd ta niezgrabność językowa. Dziś test ostatniej z próbek: Portrayal Man. I znowu, trwałość, jak dla mnie, bardzo zadowalająca - dwa psiki rano, obecnie jest 20:20 a ja nadal czuję ten zapach. O dziwo, przebija się nawet przez różnorodne zapachy na zakupach... czyli moc i trwałość są. Na mój plebejski nos trudno mi skojarzyć czym toto pachnie ale po weryfikacji w sieci rzeczywiście, obecnie (po około 10 godzinach) mocno stonowany jałowiec, trochę drewna, może dodatkowo coś ocierającego się o odległy zapach kwiatowy, jednak bardzo mocno w tle. Jak dla mnie ten zapach jest dość neutralny, tj. nie przeszkadza mi, chociaż mam świadomość obecności jego obecności, jeśli kontroluję czy wciąż go czuć. Natomiast od żony trudno mi się opędzić - ściąga ją ten zapach. Mówi, że coś Jej przypomina ale nie wie co... w każdym razie coś przyjemnego ;-). Może tak ma działać? Ciekawe jest to, że w drugą stronę niektóre zapachy działają podobnie - żona dostała kilka próbek do przetestowania - też od Amouage. I, jak dla mnie, to każdy z zapachów jest świetny (Lilac, Blossom i Tuberose). Natomiast co do Blossom to zarówno dla żony, jak i córki ten zapach jest praktycznie obojętny i dość słabo go wyczuwają a jak dla mnie to jest on absolutnie magnetyczny... zabawna sprawa. Przy okazji: gdzieś czytałem, że Portrayal Man to taki podkręcony Dior Fahrenheit, niestety nie miałem okazji powąchać tego drugiego. Czy ktoś z Was wąchał obydwa? Jeśli tak to jak wygląda relacja jednego do drugiego?
