Postaram Ci się odpowiedzieć tak jak najlepiej potrafię. Być może uznasz to za szaleństwo, a być może uznasz, że jest to prawda. Szanuję Cię, bo nie gardzisz stroną, która przedstawia takie, a nie inne poglądy, dlatego "wywód" będzie dosyć obszerny.
Pytasz czym jest ta chrześcijańska cywilizacja naszych parafian?
Otóż należy sobie postawić pytanie, czy każdy chrześcijanin to parafianin. Moja odpowiedź i dotyczy tylko mnie; brzmi - nie. Nie każdy chrześcijanin to parafianin, ale każdy chrześcijanin to chrystusowiec.
Czym powinien kierować się chrystusowiec. Aby to zrozumieć należy się odnieść do dekalogu, który jest przyjęty w tradycji judaistycznej jako dziesięć oświadczeń i w zmienionej formie przyjęty jako dziesięć przykazań. W formie zmienionej przez chrześcijaństwo. W jaki sposób mamy rozumieć chrześcijaństwo, można to odnieść ad personam do osoby, która kieruje się dekalogiem. Dobry chrystusowiec to ten, który swym postępowaniem traktuje bliźnich zgodnie z etyką chrześcijańską. To tak jak dobry hitlerowiec, to ten który usłużnie wykonywał polecenia Hitlera, bo kim byłby dobry hitlerowiec, który te polecenia by lekceważył? Na pewno nie był by hitlerowcem, stalinowcem itd...
W etyce chrześcijańskiej można znaleźć wiele akcentów o ogólnym miłowaniu siebie wzajemnie, niestety ten aspekt jest dosyć trudny do zrealizowania, widać to w postach zamieszczanych przez klubowych kolegów. A więc jak postępować? No przynajmniej powstrzymywać się od wzajemnej nienawiści. W ten sposób już wypełniamy jeden warunek, który klasyfikuje nas jako chrześcijanina.
Naturalnie w naukach chrześcijańskich mowa jest o nadstawianiu drugiego policzka. Czy my mamy nadstawiać drugi policzek jeżeli ktoś nas krzywdzi? Przekładając to na bardziej brutalną wizję, można by przedstawić oprawcę, który w przypływie gniewu zabił Ci bliską osobę. Czyli co, mamy podstawić mu następną? Otóż nie, mamy natomiast powstrzymać się od zemsty, która może eskalować do niewyobrażalnych rozmiarów. W czasach kiedy obowiązywała kara śmierci i nie uważano jej jako czyn zbrodniczy(morderstwo) skazanemu towarzyszyły dwie postacie. Pierwszą z nich był kat - jako wymierzający karę, czyli osoba reprezentująca sprawiedliwość oraz ksiądz. Osoba księdza reprezentowała - współczucie, czyli osobę, a w zasadzie formę, która nie potępia skazanego w ostatecznym rozrachunku wymierzenia sprawiedliwości za czyn, którego się dopuścił. Dlaczego tak ważnym było, aby zachować tą równowagę. Ano dlatego, że gdybyśmy oddali skazanego tylko pod topór kata - sprawiedliwość mogłaby się przerodzić w okrucieństwo. Gdybyśmy skazanego oddali w ręce księdza - współczucie mogłoby się przerodzić w pobłażliwość, a więc tak ważnym było zachowanie tej równowagi i obecność tych dwóch porządków.
Dekalog został ustanowiony w dalekiej przeszłości; jednakże przewidywał pojawienie się pewnych zagrożeń, które w wyniku pewnych zdarzeń mogą naruszyć porządek związany z etyką chrześcijańską. To zabrzmi jak fantasmagoria, ale zdaje się, że zgodnie z powiedzeniem Marka Aureliusza "iż wszystko się już zdarzyło" w dekalogu przewidziano niebezpieczeństwo związane z socjalizmem. Dlaczego tak sądzę, a nie jestem w tym osamotniony. Ano socjaliści mają tą przywarę, że nad wyraz często łamią 10 przykazanie jakim jest "ani żadnej rzeczy jego" (czyli nie potrafią powstrzymać się przed samą myślą pożądania cudzej własności), która to może bardzo szybko przekształcić się w złamanie kolejnego przykazania. Siódmego "nie kradnij", a w wyniku złamania jego, można i naruszyć piąte przykazanie "nie zabijaj", bo co się stanie jak właściciel zacznie się bronić przed grabieżcą?
Każda rewolucja bolszewicka została ufundowana była na ekscytowaniu mas pożądaniem cudzej własności.
Jakie hasło rzucił W. Lenin? Bierz, zagrabione. Czyli tak ekscytował ludność, aby dokonywała zawłaszczania czyjegoś majątku, który został wcześniej "zagrabiony" więc ty masz do tego prawo, aby to sobie wziąć.
Jest to oczywiście sprzeczne z dekalogiem. Dlatego już w tym momencie zauważamy pewną prawidłowość iż chrystusowiec nie może być bolszewikiem. Dopóki ludzie poważnie traktowali chrześcijaństwo, to wokół nich nie było socjalistów. W tym momencie odsyłam do swojego pierwszego posta, który zamieściłem na początku tego wątku.
Niestety bardzo liczne gremia wdrażają nam socjalizm, dlatego, że nie robią tego bez przyczyny. W latach 60tych, a dokładnie w roku 1968 wybuchła taka młodzieżowa rewolta, która przyjęła poglądy wspomnianego w pierwszym moim poście włoskiego komunisty A. Gramsciego określiła je jako własne i nazwała "kontrkulturą". Zresztą bardzo słuszna nazwa. Już wówczas zapowiedzieli bardzo długi marsz przez instytucje. Ten długi marsz zakończył się na przełomie lat 80/90 i zakończył się powodzeniem. Symbolami tego sukcesu są m.in. Prezydent Bill Clinton i Wicekanclerz Niemiec Joshka Fisher, którzy zaczęli kierować instytucjami o zasięgu światowym. Przy pomocy tych instytucji kierując się ideałami swojej młodości , którym pozostali wierni zaczęli nadawać formę już nie jako intelektualnej propozycji do dyskusji, tylko jako formę w postaci norm, za którymi stoi cała machina państwa. To właśnie Unia Europejska jest jednym z narzędzi do forsowania tych norm, a w przekładzie na język zrozumiały do forsowania rewolucji komunistycznej.
Jaki jest główny postulat UE? Ano taki, że dane Państwo będące w strukturach Unijnych powinno być neutralne światopoglądowo. I na pierwszy rzut oka wszystko się wydaje ok. No, bo przecież tak powinno być, wszyscy powinniśmy być neutralni światopoglądowo, a państwo powinno stać na straży porządku prawnego i przestrzegać, aby nikt nie łamał tego postulatu. Niestety jest to postulat wprowadzający w błąd, jest to postulat bałamutny. Dlaczego? Nawet gdyby Kościół Katolicki wyraził sprzeciw, to mógłby sobie go wyrażać w nieskończoność, trudno nie podoba się, to niech się nie podoba. Państwo przyjmuje i KK ma się dostosować. Jednakże gdy się przyjrzymy temu postulatowi z bliska dostrzeżemy, że jest to blaga. Nie ma państwa neutralnego światopoglądowo, to tak jakby powiedzieć, o kobiecie, że jest niezamężną mężatką... Dlaczego? Jeżeli państwo chce pozostać państwem to nie może wyrzec się jednej podstawowej funkcji, mianowicie nie może wyrzec się funkcji ustanawiania praw obowiązujących na swoim terenie. Państwo, które przestaje ustalać określone reguły w swoim obszarze, przestaje być państwem. Wyobraźmy sobie, że mamy jako państwo ustalić bardzo prostą normę, którą jest kodeks karny. Czyli na co się zgadzamy, a co zabraniamy. I w ramach tego kodeksu musimy między innymi ustalić stosunek państwa do kradzieży. Mamy dwie możliwości: uznajemy kradzież jako czyn zabroniony pod groźbą kary, lub uznajemy kradzież jako czyn dozwolony, czyli najzwyczajniej w świecie kradzież zostaje na naszym obszarze zalegalizowana. Oczywiście mówię tutaj o hipotetycznej sytuacji, w której obojętnie jaką decyzję podejmiemy, a tym samym arbitralnie decydujemy jaką etykę wybieramy. Etykę zezwalającą na kradzież, czy etykę która na tą kradzież nie zezwala, a ze względu na fakt, iż etyka podpowiada nam na dość istotne pytanie: co jest dobre, a co jest złe. Tym samy etyka zakotwicza się w nasz światopogląd, który dostarcza uzasadnienia dla jej norm oraz hierarchizowania tychże norm. Jeżeli wybieramy etykę zabraniającą kradzieży tym samym preferujemy światopogląd , który tą etykę uzasadnia. A jeżeli preferujemy ten jedyny to już oznacza, że nie jesteśmy obojętni światopoglądowo, tak w zasadzie jesteśmy stronniczy w wyborze światopoglądu. Powracając do postulatu o neutralności światopoglądu i gdybyśmy go potraktowali poważnie, to miałby on charakter antypaństwowy, ze względu na fakt, iż zmierzałby do paraliżu w funkcjonowaniu państwa. Widzimy jednak, że środowiska związane z rewolucją nie chcą likwidacji państwa, malo tego chcą je rozbudowywać o kolejne obszary, które jeszcze nie są zajęte. A więc o co chodzi? Najprościej to tłumacząc postulat o neutralności światopoglądowej to nic innego jak zakamuflowany postulat o wyrugowaniu z terenu danego państwa etyki chrześcijańskiej jako podstawy systemu prawnego. Naturalnie nikt nam tego wprost nie powie, więc kamufluje się to "miękkimi" zwrotami o neutralności, które przez ogół przyjmowane są bez sprzeciwu. No dobrze, a więc co się stanie jeżeli wyeliminujemy etykę chrześcijańską z obszaru publicznego. Czym ją zastąpimy? Zastąpimy ją etyką sytuacyjną. Dziś jako partia uznajemy, że to jest dobre, a jutro już nie koniecznie. Jak da się zauważyć również na forum, a i w tym wątku nad wyraz mocno; wiele osób już prowadzi narrację z tego klucza. No, ale chrześcijanie tak nie mogą Nie mogą ponieważ etyka chrześcijańska została ustanowiona u samego źródła. W samej istocie chrześcijaństwa. I to nie dlatego, żeśmy ją jako chrześcijanie przegłosowali...
Dlatego jeżeli chrześcijanin będzie uczestniczył w eksperymencie politycznym jakim jest rewolucja ideowa zwana hegemonią kulturową dążącą do "hodowli" ludzi sowieckich zwanych żartobliwie homo soviektikusów, czyli przemianę normalnych ludzi posiadających wolną wolę, w ludzi tej woli pozbawionej to jest to w zasadzie ostentacyjne okazanie pogardy dla całej kultury cywilizacji łacińskiej. Naturalnie człowieki sowieckie tym oczywiście gardzą. Więc oczywistą rzeczą jest, że chrześcijanin nie może być człowiekiem sowieckim. I trzeba zdecydować kim chce się być. Po, której stronie chcemy stać. Dlaczego to jest tak istotne, ano dlatego, że kolejnym etapem celu rewolucji komunistycznej jest budowa państwa totalitarnego, które jak wspomniałem nie toleruje żadnej innej władzy, poza swoją własną. Nie toleruje również władzy rodzicielskiej. Nie toleruje władzy religijnej. Dlatego większość osób świadomych dostrzega dlaczego współczesne ustawodawstwo budowane jest wg zasad A. Gramsciego, dlaczego m.in. walczy się z rodziną. Wydawać by się to mogło abstrakcją, ale o tym później.
Do czego ma to doprowadzić. Otóż najprostszą formą organizacji społecznej jest właśnie rodzina, która ma określony pewien ład czy też model jej funkcjonowania. Ktoś podejmuje decyzje, etc... Drugą wyższą formą jest ród, to rodzina wywodząca się od wspólnego przodka, kolejną formą jest plemię, a więc społeczność, która z zachowaną tradycją o wspólnym pochodzeniu. Jeszcze wyższą formą jest narodowość, tj. społeczność o wspólnym języku, historii, obyczajach i religii, ale jest jeszcze społecznością bez organizacji politycznej tj. taką, która nie wytworzyła jeszcze warstwy szlacheckiej, która jest warstwą państwotwórczą. Kiedy narodowość się zorganizuje, staje się Narodem. I jak mądrość podpowiada ta zależność działa w dwie strony, zarówno w jedną jak i drugą. Takim przykładem, który ukazuje, że można z poziomu Narodu zejść do poziomu sprzed narodowego są Czesi, których szlachta wyginęła w bitwie pod Białą Górą w skutek, której Czesi cofnęli się o kilkaset lat do tyłu, a ich odrodzenie nastąpiło w XIX w.
Jak wszyscy wiemy historia to jedna z najlepszych nauczycielek, więc musimy również zdawać sobie sprawę, że nie mamy tutaj pełnej immunizacji w momencie gdy damy się uwieść polityce doktrynerów, która przerodzi się w presję. A jest to ideał komunistyczny, który polega na ukształtowaniu dwóch struktur: awangardy i mas społecznych. Aby ten postulat spełnić trzeba z życia publicznego wyrugować człowieka normalnego i zastąpić go człowiekiem sowieckim, czyli zacząć go hodować jak bydło, a w zasadzie jak narzędzie w fabryce. Niestety jesteśmy dokładnie w tym okresie rewolucji. Była ona prowadzona do momentu epidemii COVIDu w sposób bardziej łagodny, ale COVID stworzył pewne możliwości, a w zasadzie stał się akceleratorem do przeprowadzania zmian, które odbywały się dotąd w miarę "niezauważalnie" Postawiono na instynkt samozachowawczy i wdrożono pełną tresurę. To wszystko mogłoby się wydawać jako majaczenie chorego z urojeń czlowieka, ale jak sądzę znajduje się tutaj znaczna ilość ludzi rozsądnych, którzy dostrzegają pewne zbieżności i analogie.
Wystarczy wymienić parę rzeczy, które mają nas wprowadzić w etap terroru. Na razie jestesmy na etapie przejściowym.
- kontrolna płatności pomiędzy podmiotami gospodarczymi,
- kontrola płatności pomiędzy podmiotem gospodarczym, a klientem,
- nacisk na dokonywanie płatności elektronicznych,
- limity C02.
- limity produkcyjne,
- limity wytwórcze,
- limity hodowlane,
- wdrażanie zielonej energii,
- rozrastający się socjal,
- rozrastający się panel administracyjny,
- nacjonalizacja firm( patrz Niemcy i Francja - doprowadzenie do zadłużenia, niewypłacalności i kupno za grosze),
- przemycanie karaluchów do żywności ( i tutaj małe sprostowanie, nie chodzi o zakup mąki z karaczana, tylko o tym, że pewnie zostanie takie białko jakieś oznaczeniei okaże się, że w składzie ulubionego twarogu, szynki, część białka będzie pochodzenia odzwierzęcego z gromady owadów),
- długo można jeszcze wymieniać,
- brak tajemnicy lekarskiej,
- motoryzacja,
- nacisk na komunikację miejską,
- sztandarowe hasła młodzieżówek lewicowych "Mieszkanie prawem, a nie towarem": Co?
- itd...
Jeżeli ktoś tego nie dostrzega, to albo udaje głupiego, albo co gorsza nie udaje. Bo to już funkcjonuje.
A co będzie dalej?
Większość uważa, że żyje sobie w spokoju, że nic nie ma do ukrycia, a tak w zasadzie to wisi nam to kalafiorem. I tutaj znów trzeba odnieść się do historii i państw totalitarnych, które w swej bucie, arogancji i bestialstwie doprowadzały całe społeczeństwa do poziomu zezwierzęcenia i anarchii. Warto się nad tym pochylić.
Parafrazując; warto trzymać się chrześcijan, bo jako społeczność będziemy utrzymywać nadany porządek prawny oparty o prawo rzymskie i etykę chrześcijańską.
To nie tak, że jesteśmy tępymi jak to niektórzy "koledzy" określili ciemniakami, ale ponad wszystko cenimy wolność, której niestety mamy coraz mniej.
A wszyscy ci, którzy chrześcijaństwo zbijają w jedną całość z zepsutymi osobami będącymi przedstawicielami Kościoła Katolickiego skutecznie podpiłowują gałąź, na której wszyscy razem siedzimy.
Warto się zastanowić, czy trzymać się tego czego socjaliści nigdy nie mogli wyrugować z człowieka i przez to ich totalitaryzmy padały, zostawiając zgliszcza, ale jednak do odbudowy, czy poddać się presji, obojętności i nie baczyć na przyszłość pokoleń poddając się operacji pod pełną narkozą.