Ja również od małego kochałem filmy.
Na mnie pod koniec lat 80' niezwykłe wrażenie wywarły Gwiezdne Wojny. Od tamtej pory, gdy wyobraźnia małego chłopca pobudzona tym co zobaczyłem, żyjąc w szarej rzeczywistości podpowiadała, że pokocham kino.
I tak się faktycznie stało. Od 9 do 11 roku życia w każde wakacje pracowałem po 12 godzin w wypożyczalni kaset wideo; roznosząc kartki z informacją, która kaseta jest wypożyczona.
Moją zapłatą były 3 dowolne, dostępne filmy, które mogłem wziąć i w ciągu doby(czasem dwóch - trzech zwrócić filmy z powrotem).
Jednakże nie jestem jakimś wyjątkowym koneserem, ale lubię ambitniejsze kino.
Szczerze przyznam, że takie filmy jak Szybcy i Wściekli - dla mnie wpadają w kategorię taką samą jak para dokumenty na komercyjnych stacjach typu pamiętniki z wakacji, czy jeszcze inne tego typu bzdety.
Filmem, który w młodości zrobił na mnie dobre wrażenie były m.in. "Polowanie na czerwony październik", "Skazani na Shawshank", "Dziewiąte Wrota" czy "Ojciec Chrzestny". To kino, które mi odpowiada, ale powstaje na podstawie powieści i nowel. Doceniam kino z mocnym scenariuszem, takim jak "Oczy szeroko zamknięte"; lubię również filmy, gdzie współscenarzystą jest Nicholas Pillegi - ten świat trochę mnie fascynował i ekranizacja pod wodzą M. Scorsese praktycznie zawsze przyprawia mnie o poczucie dobrze spędzonego czasu przed ekranem, zresztą często do nich wracam.
Uważam, że dobre kino było w latach 70,80,90 i na początku milenium, później zaczęły się komercyjne gnioty, które mają tylko jedno zadanie - przynieść jak największe zyski, a to mnie trochę smuci, bo nie często obecnie trafia się coś wartego uwagi.
jednym z ostatnich takich filmów na pewno był Interstellar Nolana.
Jednakże nikomu nie ujmuję, jeżeli ktoś się dobrze bawi na Transformersach, Antmanach i innych tego typu filmach, to ok. Ja nawet lubię Supermana Zacka Snyndera i to chyba głównie za rolę M. Shannona.
Ostatnio obejrzałem po raz n-ty "Piekny umysł" Rona Howarda - no! To było coś!