Tak — dziś podróżowanie rzeczywiście stało się łatwiejsze, zwłaszcza dla kosmopolity. Ale nie zapominajmy, że dla wielu ludzi, którzy całe życie podróżowali co najwyżej po kraju, barierą pozostaje nie tylko ekonomia, ale i język, obyczaje czy poczucie wyobcowania. Sam nadal czuję się obco, pomimo faktu, że trochę już tam Świata zobaczyłem i wszędzie się świetnie dogaduję. "Kali chcieć, kali móc" - ale bez kompleksów.
Miło widzieć, że złagodziłeś ton, bo gdybyśmy przenieśli Twoje argumenty na świat cyfrowy, jak ocenilibyśmy np. całą instagramową rzeczywistość? Przecież tam 90% to poza, teatr, sztuczny blichtr. Facebook? To samo — znajomi wrzucają fotki z wakacji, "meldunki" z zagranicy, relacje z lotnisk, kina czy restauracji. Dla wielu to sposób na zdobycie aprobaty, lajków, uznania. To też forma „kręcenia kółek wokół ronda”. Przecież to się dzieje na naszych oczach, wszędzie, aż do bólu... Nie powinienem tego pisać, ale zredukowałem liczbę znajomych co najmniej o połowę... Oczywiście na platformie społecznościowej. Jedynej, którą mam, ale czas na IG - bo Paweł robi świetną robotę!
Do meritum, nie czarujmy się — większość tych ludzi to nie bogacze, tylko osoby, które pragną być postrzegane jako ci „lepsi”. I tak samo jak ktoś jeżdżący Lamborghini w Monako może być nazwany pozerem, tak Ty — mówiąc, że bywasz regularnie na Lazurowym Wybrzeżu — możesz zostać przez niektórych odebrany jako ktoś, kto chce podkreślić swoją wyższość.
Nie musisz mnie przekonywać, że są różne sposoby podróżowania — sam mam dostęp do apartamentu na Avenue de la Batterie w Villeneuve-Loubet. Ale nie zgodzę się, że życie tam jest tanie — to się po prostu nie spina. Rodzina 2+2 próbująca przetrwać tam tydzień na przyzwoitym poziomie, bez głodowania, musi liczyć się z niemałymi kosztami. Tak samo w Polsce — szwagier w zeszłym roku wydał 13 tys. zł za tydzień w Ustce. Więc to nie jest już rozmowa o luksusie, tylko o dostępności i priorytetach.
I teraz pytanie o klasyfikację ludzi. Czy każdy, kto wsiada do drogiego auta albo wrzuca jego zdjęcie, to pozer? A jak ocenimy entuzjastę zegarków, który pokazuje światu swojego ALS-a za kilkadziesiąt tysięcy złotych? W pewnych kręgach mógłby zostać uznany za "wazona". Wiesz dobrze, że u nas często wystarczy zamówić włoskie meble czy nosić drogi zegarek, żeby usłyszeć za plecami: „patrzcie go, nowobogacki”. Miałem to samo jak zamówiłem meble ALF Italia przez jedyny salon w Polsce - czego to się nie nasłuchałem - bez ogródek. A może ja lubię rzeczy trwałe, które nie ulegają postępowi czasu? Pozer? No chyba nie, za chwilę będę miał wyrzuty, że w ogóle o tym wspominam na publicznym forum...
Dlatego punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Każdy z nas może zostać zaszufladkowany — przez samochód, zegarek, mebel albo kierunek wakacji. I naprawdę nie uważam, żeby można było jednym ludziom przyklejać łatkę "entuzjastów", a innym "pozerów", tylko dlatego, że inaczej wyrażają swoje emocje czy upodobania.
Jednakże wiem o czym piszesz, też doświadczam wielu sprzecznych z moją etyką zachowań. Co zrobić? Taki jest dzisiejszy Świat. Ale czy kiedykolwiek był inny?