Powiem Ci, co uzasadnia dla mnie cenę:
- powtarzalność i jakość wykonania. WR50 Hamiltona to faktycznie jakieś WR. Co chińczyk napisze a jak jest rzeczywiście to nie wiadomo
- gwarancja, serwis dostęp do części. Chinczyki np nurki to praktycznie jednorazówki. Werk może i majster nasmaruje ale uszczelek bez dostępu do zamienników już nie wymieni
- możliwość bezproblemowego zwrotu zegarka, normalna obsługa klienta w ojczystym lub po angielsku. Z majfrendami różnie bywa. Przeważnie jak już zapłacisz to do bramy i się nie znamy
- oryginalny design i znane logo na zegarku zamiast krzaków albo wymysłów w stylu "tandorio". Nazwa mi się z "tandetą" z resztą kojarzy
- brak jakiejkolwiek historii firmy. Chinole to bezduszne kopie, czasem niezłe ale dalej kopie. Taki Hamilton ma pewną historię, jasne że dużo w tym marketingu ale jednak.
- tak, paski. Te chińskie to często jest takie guano, że od razu kosz. Ponad to często śmierdzą. Cięcie kosztów ma swoje granice i tu chińczycy muszą jeszcze podumać