Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

rads

Stowarzyszenie
  • Liczba zawartości

    1517
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez rads

  1. Wszystko sprowadza się do tego, jakie jest podejście danej firmy do swojego dziedzictwa, czyli w 99,9% przypadków do zegarków naręcznych z XX w. (pojedynczy producenci nadal mają w ofercie zegarki kieszonkowe, ale jak widzę np. kieszonkę Tissota z kwarcowym mechanizmem i skaczącą wskazówką małej sekundy, to może lepiej, aby ich nie mieli 😄 ). Marki takie jak Longines i Omega mają w tym względzie znacznie większą odpowiedzialność - w takim znaczeniu, że będąc historycznie producentami absolutnie kultowych modeli, jednym nieprzemyślanym krokiem mogą zepsuć reedycję, a tym samym więcej stracić niż zyskać. LLD jest doskonałym przykładem. Rozmiar 42 i długie uszy, a mimo to popchnął Longinesa do przodu i uplasował markę na pozycji jednego z Liderów w przedziale zegarków Heritage. Dlaczego? Między innymi dlatego, że poza umiejętnie dodanym (a może bardziej schowanym!) oknem daty nie zmieniło się prawie nic i w efekcie model produkowany jest z powodzeniem od kilkunastu lat. Podobnie Conquest Heritage 35 mm, czyli jeśli się nie mylę, rekordzista pod względem długości życia produktu w portfolio marki. Do kupienia w necie z drugiej ręki są Conquesty Heritage sprzed 30 lat, a zatem czasów, kiedy wielu użytkowników tego forum nie było jeszcze na świecie. Jest to w zasadzie ten sam zegarek co dzisiaj: poza grubością wskazówek i rybką / gwiazdami na deklu de facto nie zmieniło się nic. Pokażcie mi zegarek typu heritage poza Moonwatchem, który w podobny sposób rozbił bank i podbił serca zegarkomaniaków! Z drugiej strony mamy pełno przykładów zegarków, których lifespan obejmował jeden czy dwa sezony (kto poświęcił nieco czasu na analizę dodanych przeze mnie katalogów Longinesa w dziale Pasjonaci Czasu, ten wie, że było ich całkiem sporo!). Te reedycje się nie udały (przynajmniej komercyjnie), bo podjęto złe decyzje. Najczęściej było to tworzenie na siłę EDC z klasycznych wzorów z minionej epoki. Chronograf na wzór modelu z lat 1916-1918 z oknem daty na godzinie 5-tej i rozmiarem koperty 44? Nie, dziękuję 😉 Obecnie (w przeszłości również, ale w znacznie mniejszym stopniu) klaruje się jasny podział na 2 trendy: reedycje i reinterpretacje. Jedne i drugie podejście nie tylko ma sens i rację bytu, lecz nawet może świetnie współistnieć. Ale ich nieumiejętne mieszanie w ramach jednego projektu zegarka to często przepis na estetyczną i sprzedażową porażkę. Znów przywołam LLD, jako przykład świetnego podejścia do tematu: mamy w miarę wierną reedycję w oryginalnym rozmiarze 42 jako wyraz uszanowania tradycji marki (nadal nieźle radzącą sobie na rynku dzięki nieustającemu wsparciu marketingowemu przez lata) oraz rozmaite reinterpretacje typu 36 mm ze śliwkową tarczą. Pomysł robienia wszystkich reedycji eleganckich zegarków na jedną modłę i (ten sam zunifikowany rozmiar plus ten sam zunifikowany mechanizm) to być może biznesowo udana koncepcja, ale niestety pachnąca Swatch-em (z całym szacunkiem dla Swatch-y). Podejrzewam, że najtaniej i najprościej byłoby tylko podmieniać tarcze i wskazówki: proszę bardzo, oto Flagship, a teraz robimy o tak i jest Conquest... A teraz chwileczkę... i voila! Oto Silver Arrow. Innymi słowy, taki zegarkowy McDonald's. Mam szczerą nadzieję, że Longines jednak nie podąży w tę stronę.
  2. Pełna zgoda, z tym zastrzeżeniem, że 35 to oryginalny rozmiar i z tego względu ma rację bytu jako wierna reedycja (versus "reinterpretacja"), tym bardziej z hesalitowym szkiełkiem. Za to wersja 40 tego modelu nigdy do mnie nie przemawiała. Zamiast niej 37-38 byłoby idealne, ale nie kosztem wyrzucenia z oferty 35-tki. Druga sprawa to koszt. 35 mm to teraz poniżej 5.000 i dla wielu w zasadzie jedyna okazja na nowego Longinesa w klasycznym stylu. Nowa wersja za 2x tyle franków szwajcarskich kultowa już nie będzie, dam sobie za to uciąć lewe ucho 😉 Z innej beczki fotka porównawcza z przymiarki: HC 39 i LLD 42. Uszy na limicie (nadgarstek 18 cm), ale zaskoczyło mnie, jak bardzo płaski wydaje się na ręku. Wrażenia zdecydowanie na plus.
  3. To jedyne spostrzeżenie, z którym bym polemizował 😉 L633.5 / ETA 2824-2 to doskonały mechanizm - istniejący niemalże w niezmienionej formie od lat 1970-tych, gdy wciąż królowały zegarki mechaniczne. Od lat 1990-tych (80-tych?) kojarzy się nierozerwalnie z tym modelem zegarka i jego ewentualna zamiana na L888 w tym konkretnym przypadku to dla mnie zbędna unifikacja.
  4. rads

    Klub HERITAGE

  5. Masz rację. Niech więc będzie "koszulowca"
  6. rads

    Klub HERITAGE

    Ja podkradłem Ci tyle pomysłów na kolekcję Heritage Longinesa, że ten jeden masz ode mnie w prezencie - całkiem legalnie
  7. rads

    Klub HERITAGE

    Wyszło przypadkiem, bo zamówiłem go do 1945-tki na lato. Jednak okazało się, że kolor nie jest słomkowy, jak na zdjęciach z aukcji, tylko bardziej zielonkawy. Do miedzianej tarczy kompletnie to nie pasowało, ale założyłem do 1938 i zażarło Plus jest jeszcze taki, że są otworki do szybkiej zmiany paska i odpowiednie teleskopy w komplecie.
  8. rads

    Klub HERITAGE

    A proszę Cię bardzo https://allegro.pl/oferta/pasek-do-zegarka-plocienny-premium-20mm-wzor-245-11505848029
  9. @desmo uczciwie piszę, że nigdy w życiu nie miałem w ręku chrono Longinesa z lat 1930-tych, 40-tych i 50-tych z legendarnym 13ZN pod deklem. Pobieżna analiza zdjęć na chrono24 wskazuje jednak, że "leaf watches" to one nie były To, co ja mam do zarzucenia współczesnemu Longinesowi (a w sumie ETA SA), to brak nowoczesnego mechanizmu z naciągiem ręcznym w ofercie tej marki, w końcu słynącej przede wszystkim z manualnych chronografów. Zrobili już flyback, więc może w przyszłości pójdą o krok dalej w przywracaniu swojego dziedzictwa. Wtedy 1 czy 2 mm grubości mniej nie powinny stanowić problemu. Obawiam się jednak, że cena za każdy z tych milimetrów przyprawi o zawrót głowy
  10. Szkopuł polega na tym, że często nie znamy wymiarów i kształtów pierwowzorów. Najczęściej są to renderowane zdjęcia z przodu... i nic więcej. Tak jest np. w przypadku BigEye - nigdzie nie ma jego zdjęć z profilu czy pod kątem. Zdaję sobie sprawę, że vintydżowe chronografy były w manualu, przez co mogły być cieńsze, ale np. szkło w pierwowzorze modelu "1946" mogło mieć podobny kształt i/lub grubość. Jeśli tak jest istotnie, to ja osobiście wolę wiernie odwzorowany detal, nawet kosztem grubości zegarka.
  11. Wiem, o co chodzi. Nie mam pojęcia, czemu zastosowali tak wysokie "butelkowe" szkło. Na pewno nie wymusza tego mechanizm, czyli baza 2892A2 + moduł krzywkowy. Widać z profilu, że nawet przy płaskim szkle, nadal byłoby miejsce dla wypukłej tarczy i wskazówek. Mi to zupełnie nie przeszkadza i czyni zegarek ciekawszym: grube szkło daje efekt zatopienia tarczy w cieczy, gdy patrzy się pod kątem. Może kiedyś zrobią wersję "flat white"? 😁 PS. Ten model ma grubość 13 mm.
  12. Bardzo mi miło, powodzenia w poszukiwaniach! Nie rozumiem, co tak szokuje Cię w grubości tego zegarka. Pomijając szkło, to koperta ma grubość standardowego garniturowca. Szanuję jednak Twoje zdanie 😉
  13. Chronografy vintage Longines do lat 1970-tych to przeważnie rozmiary 34 - 38 mm. Wyposażone są najczęściej w 3 modele mechanizmów in-house, każdy kolejny będący rozwinięciem poprzedniego. Każdy z nich wykorzystuje 8-kolumnowe koło uruchamiające funcje chronografu. W każdym z nich może być zastosowany system flyback. 13.33Z - najstarszy, uważany za pierwszy na świecie chronograf opracowany specjalnie do zegarków naręcznych 13.ZN - najbardziej skomplikowany, "widowiskowy" i z reguły najdroższy 30CH - chronologicznie najmłodszy, przez niektórych zegarmistrzów uważany za idealny mechanizm chronografu z punktu widzenia konstrukcji. Za te chronografy trzeba zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Po tylu latach posiadają zerową wodoszczelność i nawet spocony nadgarstek w ciepły dzień może spowodować, że do środka przedostanie się wilgoć. Po przejęciu Longinesa przez Ebauches SA (protoplastę Grupy Swatch), w chronografach tej marki występowały mechanizmy z rodziny Valjoux i tak jest do tej pory (flagowy ETA 688 to mechanizm z rodziny Valgranges, czyli większych rozmiarowo werków Valjoux), współcześnie rzecz jasna pod szyldem ETA. Chronografy z lat 70-90 są najczęściej tańsze od tych z mechanizmami in-house i z racji młodszego wieku lepiej przystosowane do codziennego użytku, ale nie są już tak wyrafinowane technicznie i stylistycznie. Lata 90-te aż do lat 2017-18 to moda na duże zegarki, np. linia Master i modele 47,5 mm, więc tym bardziej ciężko tu o chrono poniżej 40 mm. Są jednak wyjątki, np. Flagship Chronograph L4.718.4.52.3 albo model L2.753.4.52.6 z kolekcji St-Imier (foto) - oba w rozmiarze 39.
  14. To jest temat rzeka, ale chętnie napiszę Ci o tym coś więcej. Teraz jestem poza domem, ale wieczorkiem do tego siądę 😊
  15. Z tego co wiem, to aktualnie nie. Jest kilka w rozmiarze 40. Natomiast ten biały (Heritage 1940) sprawia wrażenie 38 mm (ekstremalnie wąski bezel). Wizualnie to chyba najmniejszy chronograf w obecnej ofercie.
  16. Żona: "Nie rozumiem po co ci nowy telefon. Bo ma lepszy aparat? Chyba nie wziąłeś go do robienia zdjęć zegarków!" 😈😈😈
  17. A dziękuję uprzejmie 😉 Tu masz kilka informacji o nim:
  18. Jeszcze do niedawna miałem podobnie jak Koledzy krytykujący te(n) indeks(y). Doszedłem jednak do wniosku, że takie kontrowersyjne niuanse dodają tylko charakteru zegarkowi i wyróżniają go na tle konkurencji. Tak powszechnie krytykowano położenie małej tarczki sekundnika w Heritage 1945, że w końcu musiałem go kupić To trochę jak progresywny rock - po prostu nie jest dla wszystkich Na obronę Longinesa można przytoczyć fakt, że w całej historii od ponad 100 lat zawsze było w ofercie mnóstwo zegarków z przyciętymi indeksami, czy to przez tarcze sekundnika, czy przez totalizatory chronografów. Te zegarki to dziś absolutnie kultowe modele, o których marzą kolekcjonerzy na całym świecie. Gdyby Longines robiąc reedycję zrezygnował z przycięcia indeksu na wzór oryginału tylko po to, aby zadowolić współczesnych estetów, to w moich oczach straciłby na wiarygodności jako producent tego typu zegarków. Wiem, że ten konkretny model pokazany przez Rafała to nie jest reedycja i być może w tym przypadku Koledzy mają rację. Ale gdy ktoś uważa, że np. w Sektorze mogliby zrezygnować z obciętej szóstki, bo to psuje estetykę, to znaczy, że kompletnie nie czuje, o co w tym chodzi (dla jasności mam na myśli reedycje, a nie zegarki luźno inspirowane modelami vintage).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.