Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

rads

Stowarzyszenie
  • Liczba zawartości

    1517
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez rads

  1. Ja gościnnie, więc nie wyrzucajcie na twarz 😄 Temat był wałkowany nie raz (kolega @cordi7 zapewne pamięta 😉 ), ale od dobrych kilku tygodni zbieram informacje do swojego opracowania, więc dodam swoje przysłowiowe 3 grosze. Podstawowa (budżetowa) wersja Powermatic 80 C07.111 ma 2 syntetyczne części: kotwicę wychwytu i koło wychwytowe. Budżetowa, nie znaczy, że bardziej zawodna czy awaryjna. Budżetowa oznacza, że niektóre jej elementy są tańsze w produkcji, ale przy zaawansowanej technologii wcale nie znaczy, że gorsze pod względem trwałości czy jakości wykonania. Brak możliwości regulacji chodu też jest mitem, bo brak standardowego zespołu regulatora kompensują przeciwwagi w postaci śrub na kole balansu, które po unieruchomieniu koła balansowego można bez problemu regulować bez specjalistycznych narzędzi (filmiki na youtube). Ponadto standardowy Powermatic 80 ma bardzo porządny system antywstrząsowy Novodiac. Kotwica i koło wychwytu to standardowe części eksploatacyjne mechanizmu zegarkowego, które w Powermatiku, jak widać na powyższym zdjęciu, normalnie demontuje się i wymienia w razie potrzeby (fot. percysmith, watchuseek.com). Nie widzę żadnej różnicy, czy będą musieli wymienić mi syntetyczną kotwicę czy glucydurową z kamieniami paletowymi, bo i jedna i druga może z czasem ulec uszkodzeniu. Nie mam też wątpliwości, że bardziej "antymagnetyczna" jest ta syntetyczna 😄 Mam wrażenie, że tutaj chodzi raczej o świadomość istnienia syntetycznych części w zegarku, a nie o sam mechanizm - jeśli komuś ona przeszkadza, to nic się nie poradzi. Powermatic 80 pracuje codziennie w milionach egzemplarzy zegarków na świecie i dam głowę, że w znakomitej większości ma się świetnie. Określenia typu "jednorazówka" to kompletna bzdura. Miałem w sumie 5 zegarków z Powermatikiem, 2 w wersji C07.111 (syntetyczny wychwyt) i 3 z wersją C07.811 Si COSC ("klasyczny" wychwyt ze stopu metali) - nie było żadnej istotnej różnicy w trwałości, dokładności chodu czy w codziennym użytkowaniu. Życzę dużo zadowolenia z Waszych Certinek 😉 Idę stąd, bo kuszą 😄
  2. Mam wrażenie, że w ceramice połowa sukcesu to dobór koloru (do koloru tarczy). Nie zawsze to wychodzi idealnie, choć Longines chyba radzi z tym sobie całkiem nieźle. Miałem Tissota Seastar 1000 Silicium z ceramiką, bardzo ładnie to wyglądało, ale był na mój gust trochę za duży i za masywny. HC 39 to dla mnie idealny rozmiar, a aluminiowy bezel bardziej przypomina, że to jednak nie beater 😄😉
  3. No cóż, na niepodobanie się jeszcze nikt nie wymyślił nic lepszego niż coś, co się podoba 😄 W takim razie pozostaje trzymać kciuki, by wypuścili w końcu 39. @cordi7, w teorii tak jest, ale bardzo dużo zależy od sposobu użytkowania. Większość z nas nie nurkuje do wraków zatopionych okrętów, no chyba, że na Netflixie 😂 Oczywiście, że się zgadzam z tym co napisałeś, ale jak będziesz nieostrożny, to ceramikę też porysujesz o framugę drzwi w biurze, a z drugiej strony jak masz aluminiowy, to nie jest wcale powiedziane, że zaraz będzie porysowany 😉
  4. Rozumiem uznanie dla wersji z ceramicznym bezelem. Też mi się bardzo podoba, jest estetyczna, a przy tym trwała. Dla mnie jednak znacznie ważniejszy był rozmiar 39. Szkoda, że nie występuje (na razie) w wersji ceramicznej, ale tak szczerze, to różnice są kosmetyczne: dodatkowe znaczniki godzin lub brak, pogrubione markery na 12 i 6 lub brak, sekundnik z czerwonym grotem lub lizak z lumą. Zębatka na całym obwodzie pierścienia lub tylko do wysokości uszu. Mechanizm ten sam, koperta, koronka, dekiel i WR 300m - to samo. W stosunku do całego zegarka, różnice między wersjami wynoszą jakieś 3% 😄 W wersji z ceramiką fajne są gumowe paski, ale to też tylko detal do dokupienia (choć nie do wersji 39, bo ma 19mm między uszami, zamiast 20). Aż tak strasznie zależy Wam na tej ceramice?
  5. Ciemnoszary. Na bransolecie nie miałem nigdy żadnego Tissota, obawiam się, że z jej jakością też może być nieciekawie. Z drugiej strony wcale nie musi tak być, a koszt nowej to kilkaset złotych. Ogólnie dobrym pomysłem jest kupno zegarka na bransolecie i dokupienie paska. Tylko musisz popytać w klubie Tissota czy warto, paru kolegów ma / miało taki zestaw.
  6. No ja, jak widać, dałem się skusić 😄 Szczerze polecam.
  7. Zdecydowanie czarny. Wzór Clous de Paris na czarnej tarczy to bezpośrednie nawiązanie do krzemu, dlatego ta wersja Ballade była wszędzie promowana i stała się synonimem tego zegarka. Srebrny jest bardziej skromny i detale nie wyglądają już tak fajnie jak w czarnym. Longines do srebrnej tarczy daje np. niebieskie wskazówki, wtedy wygląda to ekstra. Tutaj po noszeniu czarnego przez kilka dni srebrny wydawał mi się nudny. Ale to nadal świetny zegarek.
  8. Zainteresowanych tematem zapraszam do lektury krótkiego opracowania, poświęconego modelowi Tissot Ballade 😉
  9. Zapraszam do lektury krótkiego opracowania, poświęconego szczególnemu zegarkowi w najnowszej historii marki Tissot – modelowi o dźwięcznej nazwie Ballade. Nie jest tajemnicą, że w portfelu marek Swatch Group, Tissot jest pozycjonowany bliżej parteru niż szczytu ich własnej "piramidy prestiżu" 😉 Oznacza to mniej więcej tyle, że firma za zadanie wytwarzać zegarki na masową skalę, najczęściej w cenie znacznie poniżej 1000 Euro, których większość posiada mechanizm kwarcowy lub stosunkowo tani mechanizm automatyczny - pochodzący od zewnętrznego dostawcy (w tym przepadku rzecz jasna ETA SA, również należącej do Swatch Group Ltd.). Kupując taki zegarek otrzymujemy szwajcarski produkt, po którym oczywiście mamy prawo oczekiwać należytej jakości wykonania i niezawodności. Jednakże nikt myślący zdroworozsądkowo raczej nie spodziewa się znalezienia w nim drogich zegarmistrzowskich innowacji, zarezerwowanych niemal wyłącznie dla marek z tzw. wyższej półki. Zmieniło się to zasadniczo po zaprezentowaniu modelu Ballade na targach Baselworld w 2017 roku (a de facto po opublikowaniu specyfikacji zegarka kilka miesięcy wcześniej). Zastosowanie krzemowej sprężyny balansu w zegarku z tego pułapu cenowego sprawiło niemałą niespodziankę i bynajmniej nie pozostało niezauważone w światku zegarkowych entuzjastów. Wysyp pozytywnych recenzji potwierdza, że idea śmiałego upowszechniania zegarmistrzowskich innowacji okazała się słuszna - Tissot dołączył tym samym do (mimo wszystko wąskiego w 2017 roku) grona marek wykorzystujących elementy z krzemu, jak m.in. Ulysse Nardin (pierwszy zegarek z krzemem, 2001), Patek Philippe, Breguet, Blancpain, JLC, Omega, Rolex czy Tudor. Dziś nikogo już nie zdziwi krzemowy włos czy certyfikat COSC w modelu za 3-4 tysiące złotych, podobnie jak automatyczny mechanizm z 3-dniową rezerwą chodu. Jednak połączenie tych wszystkich zalet w jednym zegarku nadal sprawia, że choć Ballade na zewnątrz wydaje się skromna - nie sposób przejść obok niej obojętnie ( https://www.montredo.com/affordable-luxury-watches-with-silicon-components/ ). Moja własna przygoda z Ballade zaczęła się kilka lat temu, kiedy okazyjne zakupiłem 2 nowe egzemplarze tego modelu. Obydwa zegarki z powodzeniem użytkowałem naprzemiennie i byłem z nich bardzo zadowolony. Po pewnym czasie Balladki padły jednak ofiarą redukcji na krwawym ołtarzu zegarkowej rewolucji, w trakcie mozolnej wspinaczki na tzw. wyższy szczebel 😉😄 Temat wydawał się zamknięty. A jednak wciąż coś sprawiało, że od czasu do czasu uparcie przypominałem sobie o Ballade: a to przystanąłem przy witrynie sklepowej, na której cierpliwie zbierała kurz w towarzystwie popularniejszych modeli, a to znów (całkowitym przypadkiem!) natrafiałem na jej zdjęcie w necie, co zwykle kończyło się przeczytaniem lub obejrzeniem paru recenzji, które i tak od dawna znałem na pamięć. W końcu wydarzyło się więc to, co jak powiadali greccy filozofowie przyrody, musiało się wydarzyć: ponownie kupiłem Ballade 😄 Mniej więcej doszedłem już do tego, co mnie osobiście urzeka w tym zegarku, ale to, rzecz jasna, kwestia gustu i osobistych preferencji, o których nie ma sensu się rozpisywać. Napomknę tylko, że chyba najbardziej podoba mi się obecna tu szczypta vintydżu, czyli subtelne, stylistyczne nawiązania do lat 50-tych, jak wskazówki Dauphine, charakterystyczny, szlifowany pierścień pod indeksami godzinowymi czy płaska, "oldschoolowa" koronka. MECHANIZM Niewątpliwie najciekawszą cechą Ballade jest jej nietuzinkowy mechanizm, czyli specjalna wersja Powermatic 80 z krzemowym włosem balansu i certyfikatem COSC. Choć oparty o niezwykle popularny i wykorzystywany od dziesięcioleci mechanizm automatyczny ETA 2824-2, Powermatic posiada kilka bardzo nowoczesnych rozwiązań. Po pierwsze Powermatic 80 charakteryzuje się dłuższą sprężyną naciągu oraz częstotliwością chodu zmniejszoną z 4 do 3 Hz, co umożliwiło zwiększenie rezerwy chodu z 42 do imponujących 80 godzin. Drugą charakterystyczną innowacją tego mechanizmu jest przystawka balansowa pozbawiona regulatora chodu - mechanizm jest na stałe regulowany w trakcie procesu produkcyjnego z wykorzystaniem pomiaru laserowego. Ewentualna regulacja chodu jest możliwa jedynie poprzez symetryczne przesuwanie przeciwwag w postaci przeciwległych śrub na kole balansowym. Po trzecie oczywiście krzemowy włos balansu (wersja mechanizmu C07.811 Si zastosowana w Ballade). Rozwiązanie to odpowiada za poprawę właściwości antymagnetycznych i zwiększoną odporność na zmiany temperatury, co zapewnia bardziej precyzyjną i bezawaryjną pracę mechanizmu. Po czwarte, wersję Powermatika z krzemowym włosem wyposażono w nowoczesny system antywstrząsowy, chroniący oś koła balansowego (najprawdopodobniej odmiana Nivachoc, który jest stosowany w dużo droższych mechanizmach m.in. przez Omegę, Longines-a czy Rado ( http://symb.ly/tag/nivachoc-shock-bsorber/ ). Więcej nt. "krzemowej rewolucji" i korzyści z zastosowania krzemu (j. ang.): https://www.watchonista.com/articles/opinions/watchmakers-depth-opinion-progress-silicon Po piąte w podstawowej wersji Powermatika C07.111 zastosowano innowacyjne rozwiązanie w postaci syntetycznych elementów wychwytu: widelca (kotwicy) oraz koła wychwytowego. O takim rozwiązaniu informuje napis High-Tech Escapement wygrawerowany na wahniku, wraz z podaną liczbą 23 kamieni (grafika po prawej). W odróżnieniu od wersji podstawowej, mechanizm Powermatic zastosowany w Ballade nie posiada syntetycznych elementów wychwytu, lecz są one wykonane ze specjalnych stopów metali, mających właściwości antymagnetyczne (najprawdopodobniej takich samych, jak w wersji Top/COSC mechanizmu bazowego 2824-2) ze standardowym wykorzystaniem 2 kamieni paletowych w kotwicy (stąd różnica w ilości kamieni łożyskujących pomiędzy obiema wersjami). Dla (bardzo) ciekawskich: Wskazana na powyższej grafice "dźwigienka", widoczna wyłącznie w wersji z krzemową sprężyną balansu, nie służy - jak się potocznie uważa - do regulacji chodu, a do korekcji błędu wynikającego z niesymetrycznej pracy koła balansowego (tzw. przesuwka, do której mocowany jest klocek przytrzymujący zewnętrzny koniec włosa balansowego). W wersji mechanizmu z syntetycznym wychwytem przesuwka jest prawdopodobnie umieszczona pod przeciwległej stronie i dlatego pozostaje niewidoczna (może to wynikać z faktu, że włos balansu w wersji Si jest zamontowany odwrotnie niż w wersji podstawowej).* *źródło: konsultacje z zegarmistrzami (m.in Mark Sirianni / The Watch Doctor), dyskusja na watchuseek.com, strony i blogi poświęcone mechanizmom (m.in. https://www.europastar.com/news/1004085570-tissot-s-new-sub-1000-swiss-franc-chronometer.html#highlight=powermatic, https://wahawatches.com/watch-talk-whats-the-beat-error-of-a-watch/). Ustalenie tego zajęło mi spory kawał życia, ale przysięgam, że było warto! 😂 Warto mieć też na uwadze, że w przypadku mechanizmów produkowanych przez ETA, a więc również Powermatic 80, do certyfikacji COSC przeznaczone są egzemplarze wyposażone w najlepsze dostępne podzespoły. Mechanizmy te są regulowane w 5 pozycjach z uwzględnieniem zmian temperatury, co gwarantuje ich późniejszą ponadprzeciętną dokładność. Dla chętnych polecam doskonałą wizualizację działania mechanizmu Ballade, przygotowaną przez Tissot-a: KOPERTA Projektując kopertę zegatka, Tissot zastosował interesujące rozwiązanie. W górnej części koperty na wysokości lunety średnica wynosi 39mm na całym obwodzie. Tyle samo ma koperta w części pomiędzy uszami na całej swej wysokości. Jednak po bokach koperta stopniowo rozszerza się ku dołowi do szerokości 41 mm (czyli +1mm między górą i dołem zegarka po każdej ze stron). Stąd częste nieporozumienie, że istnieją 2 wersje męskiej Ballady: 39 i 41mm. Najprawdopodobniej w materiałach prasowych w specyfikacji zegarka widniał zapis „39/41”, co niektórzy zinterpretowali jako 2 różne wymiary zegarków. Boki koperty są szlifowane. Dość masywne, „casualowe” uszy są mocno ścięte, co sprawia, że zegarek powinien wygodnie leżeć również na węższych nadgarstkach. Bezel i centralna część tarczy ozdobione są wzorem Clous de Paris, czyli paryskimi paznokciami. Wzór ten wykorzystywany jest w zegarmistrzostwie od niepamiętnych czasów, a jego zaletą jest maskowanie ewentualnych rys i zadrapań. TARCZA Wielowarstwowa (aplikowane cyfry i indeksy godzinowe, które częściowo wystają spoza czarnego ringu ponad centralne pole tarczy, dają wrażenie trójwymiarowości), bardzo estetyczna, dobrze kontrastująca z białymi napisami. Bardzo sprytny efekt osiągnięto ozdabiając centralne pole tarczy wspomnianym wcześniej wzorem Clous de Paris, który w czarnej wersji zegarka nawiązuje bezpośrednio do krzemu - największej innowacji zastosowanej w Ballade. Wskazówki, pomimo braku lumy, dobrze odbijają światło dzięki powierzchniom ustawionym pod różnymi kątami, podobnie jak aplikowane indeksy godzinowe. Gdy jednak robi się ciemno, próżno ich szukać na tle tarczy zegarka i bawimy się w zgadywanki 😄 Na otarcie łez należy zauważyć, że warstewka antyrefleksu na szafirowym szkle oraz głębokie osadzenie tarczy w szczotkowanej od wewnątrz lunecie, pomagają odczytać godzinę w ciągu dnia. Wystarczy lekko obrócić nadgarstek, by "złapały" promień światła i zarysowały się wyraźnie na tle tarczy. O ile nie jestem fanem okienka daty, to trzeba stwierdzić, że w Ballade zostało ono wpasowane bardzo estetycznie. Ramka okiena nie jest jedynie aplikowana na tarczy, lecz również otacza pionowo jego krawędzie. Biały ring datownika ładnie komponuje się z kolorem napisów na cyferblacie. PASEK + ZAPIĘCIE Rzecz jasna gdzieś trzeba ciąć koszty i w przypadku Ballade najlepiej widać to po fabrycznym pasku. W poprzednich egzemplarzach już po kilkunastu założeniach zaczynał pękać w poprzek podszewki, wycierał się nieestetycznie i ogólnie sprawiał wrażenie taniego i niedopracowanego. Dodatkowo, na co zwraca uwagę wielu użytkowników (i ja także potwierdzam), pasek z fabrycznym zapięciem motylkowym jest bardzo krótki i z ledwością mieści się na nadgarstku o obwodzie 18cm. Tym razem więc nawet nie próbowałem go nosić, tylko od razu zamówiłem do zegarka porządny kawał skóry z casualowym zacięciem. PODSUMOWANIE / WNIOSKI Z UŻYTKOWANIA Ballade to bardzo udany zegarek, który po wymianie paska z powodzeniem można nosić na co dzień. Na ręku faktycznie leży jak 39mm (dodatkowe 2 milimetry po bokach koperty są w rzeczywistości niezauważalne) i swobodnie chowa się pod mankiet koszuli czy bluzy, w czym pomagają ścięte uszy oraz nachylony bok koperty i bezel. Jako casual fajnie dopasowuje się do dżinsów i koszulki, ale bez najmniejszego problemu sprawdzi się też do marynarki czy garnituru, a z czarną skórzaną kurtką wygląda wprost genialnie! Głęboko osadzona tarcza i białe napisy poprawiają czytelność w ciągu dnia, ale trzeba pamiętać o braku lumy, więc np. w kinie godziny już nie sprawdzimy. Koperta jest bardzo trwała i odporna na zarysowania. Niestety nie można tego samego powiedzieć o polerowanym na błysk deklu, który, jak można się domyślać, rysuje się od samego patrzenia. Krzemowy włos balansu, 80-godzin rezerwy chodu, dokładność potwierdzona certyfikatem COSC (mój nowy egzemplarz mieści się w przedziale +1 / +3 sekundy na dobę), szafirowe szkło, niezła wodoszczelność na poziomie 50m i 3 lata gwarancji - wszystko to rekompensuje w mojej ocenie niedostatki Ballady, a rewelacyjny stosunek jakości do ceny jest jednakowo podkreślany przez wszystkie zegarkowe recenzje.
  10. Zegarek prosił, bym przekazał Ci podziękowania 😉 Zdjęcie po wyjęciu paska z koperty i założeniu, prosto od Filipa. Kolekcja nadal jednomarkowa, to tzw. chlubny wyjątek potwierdzający regułę 😉😄
  11. Dzięki, prosto z koperty od Filipa 😉
  12. Ja się zapisuję, póki co jako miłośnik platoniczny, tudzież członek w stanie spoczynku 😎😄
  13. To tylko eksperyment, nie docelowy setup 😉 To jest jeden z pasków od BigEye, który założyłem z ciekawości. Może kiedy ten zegarek przyjmie status "vintage", podobne połączenie nie będzie już równie "gryzące"? Pamiętamy jak Longines wypuścił swego czasu reedycję Divera 1967 na czarnym krokodylu, co było mocno kontrowersyjnym posunięciem, ale cóż, zegarkowe haute couture przynajmniej od czasu do czasu przełamuje monotonię 😄
  14. No ja też nie jestem jakimś ekspertem 😄, ale w końcu to zegarek Heritage, z założenia mający oddawać wiernie pierwowzór vintage. I choć często okno daty jest w tych reedycjach wciskane na siłę, to akurat tutaj wszystko jest bardzo wiernie odwzorowane, włącznie z okienkiem daty i jego położeniem 😉 Longines Conquest 1961 (net):
  15. Gratulacje!!! Piękny zegarek. Możliwe, ale jeśli tak, to jest to fanaberia jak najbardziej w stylu vintage. Longines bardzo wcześnie w latach 60-tych miał model Conquesta z datą na 12, który posłużył za pierwowzór obecnego modelu heritage. Zresztą Longines stosował to rozwiązanie również w innych zagarkach. Poniżej 2 garniturowce z katalogu z 1961 r.:
  16. Tylko nie mów, że takie bursztynki się na plaży znajduje, bo zaraz tam będę z latarką 😄
  17. A myślałeś o brązowym skórzanym pasku do brązowych butów? Z niebieskim garniturem czy marynarką wyglądałby ekstra.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.