Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6689
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. Teoretycznie jak się ma narzędzia, to dorobienie takiego przycisku to dziecinada. Bierze się metalowy walec, obrabia do odpowiednich grubości i nawierca dziurkę w odpowiednim miejscu. Potemn wykończenie powierzchni na błysk i już. Ale kłopot w tym, że w dzisiejszych czasach dorobienie czegokolwiek dla większości zakładów to science fiction...
  2. Model niedrogi i pospolity, ale za to ładnie zachowany. Koperta chyba angielska, więc pewnie eksportowy do Anglii właśnie, zresztą - wtedy głównie Anglicy jeszcze kupowali kluczykowe 18, w USA juz królował wałek . Wymień przycisk i będzie śliczny!
  3. pmwas

    GERLACH

    Z serwisowaniem zegarków generalnie są kłopoty w momencie, gdy pojawia się kwestia części. Pamiętam, jak mi nawalił remontoir w Miyocie. Stary Citizenik, praktycznie nic niewarty, myślę, że cena przeglądu i tak przekroczyła wartość. Zegarmistrz powiedział mi, że ma nadzieję, że części nie są uszkodzone, bo ilekroć chcą zamówić coś do - wydawało by się - taniej Miyoty, okazuje się to bardzo drogie. Jak w samochodach - gdyby chcieć kupić części do zwykłej 8200 i poskładać gotowy mechanizm,zapłacilibyśmy jak za manufakturowy, ekskluzywny produkt, a to zwykły Citek... Ale przynajmniej do japońców i szwajcarów te części w Polsce są. Bo naprawić automat Wostoka czy jakiegoś chińczyka właśnie to po prostu dramat. Części brak, a chińczyków dodatkowo nie chcą nawet obejrzeć, bo po co się brać za chińską tandetę. Claro 888 naprawią chętnie, ale ST-16 nie, bo badziewny - taki świat .
  4. pmwas

    GERLACH

    Nie obrażam się, bo nie lubię, ale jednak Twoja przedostatnia wypowiedź ma lekceważący wydźwięk. Nie będę rozpoczynał ankiety w tej sprawie, ale tak po prostu jest. . Co do testów mechanizmów, to niewątpliwie gerlachy testują swoje mechanizmu. Chcesz argumentów, proszę: Mamy tu całkiem śliczny mechanizm Illinois W,Co, będącej niewątpliwie jednym z lepszych producentów popularnych - powiedzmy - zegarków. Mechanizm ten ma wadę, którą post factum widać od razu (no pacz pan jakie to oczywiste!), ale na etapie i projektowania i testowania tych mechanizmów nikt jej, widać, nie zauważył. Problem polega na tym że jest tu pionowy wałek, nieco w dół od koła zapadkowego (w dół na zdjęciu, oczywiscie - koło siedemnastki), który to koło napędza. Wałek przechodzi przez całą grubość mechanizmu, bo sam napędzany jest z chybotki pod tarczą. Nieszczęście polega na tym, że przy nakręcaniu pojawia się dość spora siła odpychająca wałek od koła zapadkowego, co powoduje wyrobienie sie łożyska w płycie i z czasem zęby zaczynają przeskakiwać. I ręczę Ci, ze mechanizm był dobrze przetestowany, bo w I.W.Co nie odwalali fuszerki. tyle, że nikt widocznie nie siedział z nim po całych dniach nakręcając i spuszczając sprężynę dziesięć tysięcy razy. Sprawa wyszła na jaw później, gdy mechanizm był już chwilę w produkcji i pierwsze egzemplarze zaczęły się psuć. Tak samo może (nie musi!) być z ST-25, który wciąż jest stosunkowo nowy. Bo prawda jest taka, że każdy mechanizm ma jakiś tam słaby punkt, nie ma takich, w kórych wszystko nawala na raz, albo jako pierwsze nawala 20 różnych części w równych proporcjach. Zawsze jest jakaś mniejsza lub większa wada każdego projektu, tylko czasem jest to zwykłe, nieuniknione naturalne zużycie, a czasem coś okazuje się wkurzajacą prawidłowością, jak np źle umiejscowiony element elektroniczny samochodu, zalewany przez wodę (w Skodach kiedyś coś takiego było, a tez chyba testowali ten samochód pzred wprowadzeniem na rynek...). Tyle
  5. pmwas

    GERLACH

    Jeśli pytasz o Vostoka - zdecydowanie
  6. pmwas

    GERLACH

    Twój problem polega na tym, ze nie umiesz nie być złośliwy. I to zupełnie bez żadnej przyczyny i żadnego celu. Taka bezsensowna złośliwośc majaca dać rzekomą, złudną przewagę w dyskusji. Uparłeś się, ze ST-25 jest przenajkapitalniejszy i każdego, kto nawet nie, że śmie oponować, ale śmie nie uwierzyć na słowo, należy obśmiać, zlekceważyć. To po prostu nie jest eleganckie zachowanie i tyle. Nie dam się tym razem wypuiścić tak, jak poprzednio, pokaż mi jednak, w którym miejscu napisałem, ze wg mnie ST-25 jest zły (bo skoro mówisz o kłóceniu się, to musi jeszcze byc o co). Ja tylko napisałem, ze moim zdaniem trochę wcześnie na ostateczne oceny i już. To zaraz obrażony kaido zaczyna złośliwić. Co do użytkowania PZLek, to zakładam, ze jak ktoś ma taki, w sumie dość wyjątkowy zegarek, to nie ciora go po domu na co dzień, zwłaszcza, ze większośc z nas ma zegarków całkiem sporo i raczej nie chodzi w jednym. Moim zdaniem logiczne...
  7. pmwas

    GERLACH

    No tak, manuala prędzej. Co do tych kilku lat, to szczerze mówiąc chodzi mi o okres 15-20 lat eksploatacji. Bo to, że mechanizm przeżyje 5 lat w dobrym zdrowiu, noszony, jak pewnie PZL-ki, raz na czas (bo wątpię, zeby ktoś PZKkę nosił codziennie i ciorał ), to żadne osiągnięcie... No, może tylko w przypadku Vostoka...
  8. pmwas

    GERLACH

    Oczywiście, że się nie dziwisz... Trzeba jednak pamiętać, że to są bardzo różne mechanizmy. ETA jest przede wszystkim dużo mniejsza. Raz to już pisałem, duży i ciężki ST-25 jest bardzo dobry do masywnego sportowego czy 'codziennego' (wstyd mi... jak to jest po polskiemu? Po angielsku casual, po czesku spoleczenskie ) zegarka, ale na pewno nie do eleganckiego garniturowca, do którego jest.. o wiele za gruby i nieprzyzwoicie ciężki. Co do jakości, to oczywiscie realnie dyskusję będzie można podjąć za kilka lat, gdy pierwsze ST-25 zaczną robić się stare, ale mam tego Sea-Gulla robionego dla Conrada i ogólnie jest dobry. Mechanizm pracuje bez zarzutu...
  9. pmwas

    GERLACH

    Owszem - z tym naciagiem manualnym w ST-25 jest spora wygoda. Faktycznie nie ma się tam co zepsuć podczas takiego nakręcania. Ogólnie Chińczycy zastosowali proste rozwiązania, co akurat często pozytywnie wpływa na trwałość.
  10. Tak, ale znów muszę się wykosztować. To zabawa w MacGyvera. Spodziewałem się, że to dość łatwo zejdzie, a tu kanał... A z drugiej strony, jak już go rozebrałem na części, to żal byo nic nie zrobić, zwłaszcza, że dźwignia i zapadka oraz ich sprężynki były mocno zeżarte rdzą. Przy okazji wymieniłem jedną ze srubek, bo mogłaby się dosłownie rozsypać w krótkim czasie... Wygląda to lepiej: Nie idealnie, ale też zeszlifowywać to do równiutkiej powierzchni i potem polerować... spora utrata grubości. I narzędzia trzeba by mieć lepsze, do tego. Tu może być, najgorzej z osią sekundową i kotwicą, bo te części nie powinny być uszkodzone, a są. Niby w kolekcjonerskim zegarku jest to bez znaczenia, ale... chciałoby się, żeby było inaczej jesli się okaze, ze kotwicas wymaga jednak wypolerowania na błysk, to sobie narzędzia sprawię sensowniejsze...
  11. Zasadniczo poleruje ręcznie, choc tu trzeba było się wysilić. Zgrubne usuwanie rdzy wykonywałem zamontowanym w wiertarce stożkiem filcowym pokrytym pasta polerską + wykończenie ręczne pastą do polerowania końcowego. Tak, zeby usunąć większość rdzy. Drobne elementy - tylko pasta do polerowania końcowego, zeby powoli i delikatnie zetrzeć warstwę aktywnej korozji (niektóre elementy pozostawały nieco sczeerniałe, ale powierzchnia gładka i lśniąca, więć nie czysciłem bardziej, bo zbyt delikatne. Tutaj w wiertarce zamontowana była pałeczka kosmetyczna pokryta pastą polerską do polerowania końcowego. Szybkie obroty wiertarki przyspieszają proces . Potem jeszcze delikatnie szmatka na koniec. Tak też da się bez narzędzi wypolerować długą i wystającą oś sekundową (rdza powoli sobie schodzi, a ryzyko starcia "gołej" stali tą metodą nie istnieje Chałupnictwo do granic, ale zegarmistrz tu w okolicy nie radzi sobie z takimi problemami - tylko czyści i oliwi i składa . A nie chciało mi się nigdize wysyłać - jest póki co zabezpieczony. Prawda jest taka, ze po prostu potrzebne sa narzędxia, ale też całego zakładu sobie w domu nie zorganizuję...
  12. Ależ paschtett najwyższej klasy... Rozmontowałem Columbusa, zeby zobaczyć realny rozmiar zniszczeń po zalaniu... części pod tarczą polerowałem pół dnia - na każdej była gruba warstwa niszczącej korozji z wżarami pod spodem (brrr...). Wygląda nienajlepiej, ale w realu było o wiele gorzej... Zależało mi oczywiście głównie na usunięciu aktywnej korozji, całego nalotu nigdy się nie usunie. Kolejnym kwiatuszkiem były zakwitłe widełki kotwicy! Piękna rdzawa bulwa na końcu - nie wiem, jak to w ogóle chodziło. Rdzę usunąłem mechanicznie, pozostały znów wżerki i mikrorysy po usunięciu rdzy (moczenie kotwicy w żrących chemikaliach nie jest za dobrym pomysłem z uwagi na palety - konkretnie szelak - i mosiężny pin na końcu zresztą - wżery i tak by były, tylko możej tej jednej ryski bym nie zrobił...). Same widełki, tam gdzie wchodzi przerzutnik wypolerowałem jak sie dało, a poziome powierzchnie na razie zostały z wżerkami i rysami, bo nie chcę usuwać pinu, żeby je wypolerować. Faktem jest, ze taki pin kiedyś nawet dorobiłem i wstawiłem, ale ten jest ładny, oryginalny i tak ładnie nie zrobię. W razie nawracania korozji, trzeba bedzie poprawić, ale nie wygląda bardzo źle... I ostatni kwiatuszek, to przerdzewiała oś sekundowa. Do tego widać, że chwilę chyba pracowała po zalaniu, bo widać znaczne zużycie w miejscu tarcia o łożysko. Oś wypolerowałem, ale jest w tym miejscu dość konktrtnie zwężona (moze nie "włosek", ale jest to dobrze widoczne). Zaran... ostatni? Nie! Oczywiście ślicznie zardzewiał wałek bębna, z którym rdza dość trwale połączyła koło zapadkowe. Udało się to rozerwać bez użycia drastcznych środków, ale jeszcze parę lat i części pewnie by się połączyły na wieki . Po naoliwieniu zegarek chodzi i to nawet ładnie, choć zużyta oś sekundowa pewnie mu nieco przeszkadza. Grunt, że kotwica działa dobrze, bo koniec był konkretnie przerdzewiały - domyślam się, że woda została między kotwicą a pzrerzutnikiem i tak sobie to korodowało... Szczezre mówiąc - najchętniej to bym te zardzewiałe części po prostu wymienił, ale wyszło w sumie nieźle. Niestety nie mam zdjęć, bo zajęcie było za brudne, zeby wyciągać dobry aparat, ale musze przyznać, ze jestem pozytywnie zaskoczony jakością tego Columbusa. Bardzo przemyślana i dobra jakościowo konstrukcja. Cieszy mnie też, że usunąłem całą aktywną, "kwitnącą" korozję z wnętrza, szkoda, że taka korozja pozostawia brzydkie ślady. Gdyby nie ta kotwica, to byłbym w zasadzie zadowolony, a tek - pozostał niesmak. Może i nie powinienem czyścić tego mechanicznie, ale jakbym sobie pin uszkodził (nawet przy założeniu, ze oszczędziłbym jakoś palety trzymając je nad płynem - niesmak byłby chyba jeszzce większy Może i kiedyś zdecyduję sie na zdemontowanie pina i wypolerowanie końca kotwicy, ale... jeśli nie będzie rdzewieć, to w sumie po co???
  13. Da się to też zrobić od drugiej strony po ściągnięciu mostka bębna sprężyny. Tylko najpierw ściagnij koło naciągowe, na spuszczonej sprężynie, oczywiście. Spuszczanie spęzyny bez wałka jest trudne, trzeba hamować duze koło naciągowe. Nierysujaca ściereczka (np do okularów) może być pomocna
  14. Ten Wostok ma spadniętą beczkę z wodzika. Późny 2605 i do tego ładny, chyba warto naprawić, zwłaszcza, ze samo usunięcie tej usterki to niewielki problem. Co do Amfibii - moim zdaniem stan "na części"...
  15. Tiaaaa... uwielbiam Kraków, ale krakowskie antykwariaty, zwłaszcza te w ścisłym centrum starówki... cóż. Pamiętam, że w jednym było nawet bardzo miło i ceny do przyjęcia (ale niestety nic ciekawego). jest też na rynku całkiem przyjemny zakład zegarmistrzowski, gdzie też można kupić całkeim fajny zegarek: za - powiedzmy - niezastraszającą kwotę. Generalnie jednak jest drogo i - przynajmniej z mojej perspektywy kolekcjonera zegarków z USA czy ZSRR - mało ciekawie. Raz pamiętam nawet, gdy po oddaniu kolejnego zegarka jako nieciekawy zostałem wywalony z tekstem, że tu się kupuje, a nie ogląda. Ot takie cuda...
  16. Hmm... ogólny projekt mechanizmu pozostał ten sam Tu jeszcze dokładniejszy opis Walthama 1872 dla nieprzekonanych : http://pmwatch.republika.pl/Watches/usa_mvmt_waltham_1872_0.html I zdjęcie na zachętę
  17. A, faktycznie, teraz jest . Columbus jest o tyle ciekawszy, ze to cały zegarek, do tego "w oryginale", a Waltham to sam mechanizm. Niemniej magia modelu 1872 oraz to, ze jest to druga wyprodukowana seria tego modelu robi swoje
  18. Widziałem na alle... śliczny zegareczek Mój w zwykłej, złoconej kopercie, do tego z obdartym tyłkiem aż się zaczerwienił ze wstydu przed takim majestatem Acha - i nie wiem, co się dzieje z moim zdjeciem na imageshacku . Nie wyświetla się, a szkoda,. bo to śliczny 1872
  19. Właśnie tak sobie pomyślałem że to cos podobnego. Tylko z oczywistych względów nie znam się jeszcze na tym
  20. Corega tabs... to brzmi obiecująco U mnie jeszcze taki nabytek... Przyszedł dzisiaj. Sam mechanizm i bez widoków na kopertę (była złota i poszła na przetop), ale za to nieczęsto spotykany. Wczesny model 1872, jeden z bardziej poszukiwanych modeli Walthama. Bardzo niski numer jak na ten model - mechanizm pochodzi właśnie z 1872. roku. Stan przeciętny, ale do kolekcji się nadaje...
  21. Rdza nie wygląda źle. Jest czarna, a FeO jest stabliniejszy niż FE2O3 . Brak ząbka w ćwiertniku nie utrudnia ustawiania, więc też nie ma powodów do interwencji. A zegarek śliczny! tarczę można by wymoczyć, ale wskazówka godzinowa tak mocno siedzi, że boję się z nią walczyć...
  22. Hmmm - czyli Culver jednak znalazł właściciela I fajno, bo mechanizm jes świetny i - przede wszystkim, w kapitalnym stanie! A ja, po powrocie z wakacji: ...odpakowałem paczuszkę z USA. Taniocha - dawno nie miałem juz zegarka, który (po mojeju odpowiedzi na wystosowane zapytanie!) został puszczony bez opłat... Taka tam tandeta kopertę ma boską: a w środku, nieco zalany, nieststy, mechanizm: szkody głównie pod tarczą, ale bez katastrofy. Reszta mechanizmu w porządku... piękny, wczesny, regulowany Columbus! Myślałem, że nie wygram tej licytacji, ale prawie nikt go nie chiał :/ Dobra - nie będę wciskał kitu, ze kupiłem go za darmo, ale cena ok $120 wydaje mi się niewysoka za regulowanego Columbusa w złoconej kopercie Nie wiem, czy chodzi o tarczę, czy o to, ze Columbus... Śladów zalania w aukcji nie było widać, więc nie mam pojęcia. Potem pomyślałem, że pewnie inni widzą coś, czego ja nie widzę, więc natychmiast po sprawdzeniu stopnia zardzewienia werku odkreciłem mostki i... numerki są zgodne! Cóż - moje szczęście, bo brakowało mi ładnego Columbusa w kolekcji, a ten jest i ładny i stary http://pmwatch.republika.pl/Watches/usa_columbus_0.html
  23. Nie - wśród dosłownei kilku zegarków, które zostały była właśnie 1200. Sprzedałem ciut mniej ciekawego Łucza 1300.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.