-
Liczba zawartości
6743 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
A "napodomu" mój zmutowany dziurbillon 😁
-
-
Pewnie tak, ale teoretycznie powinna być buła na boku opony. Teść jeździ na 12 letnich zdartych oponach z bułami na boku i żadna mu nie wybuchła. Zmienić nie zamierzał, dam mu na siłę wymieniłem 😆
-
Ale 5 lat to nie dramat
-
Śruba to żaden kłopot, kompresor i dojedziesz. Natomiast 2x, raz w Stilo, drugi raz w Imprezie, ot tak w około 5 letniej oponie wywaliło mi dziurę taką 2x2cm z boku opony. W Imprezie od wewnątrz, to może było uszkodzenie, którego nie widziałem, natomiast w Stilo od zewnątrz i widocznego uszkodzenia na pewno nie było. Auto było mamy i na mnie wrzeszczała, że rozwaliłem oponę i nie chcę się przyznać, bo wulkanizator sugerował, że musiało to być zrobione wystającym prętem, ale nie ma opcji. Zwykła asfaltowa droga z chodnikiem, nawet bez dziur, więc żywcem nie było o co uszkodzić tej opony. Po prostu nagle wybuchła. Dobre marki. Firestone i Pirelli.
-
Owszem, niby rzadko się przydaje, ale mnie zapas w życiu przydał się już dwa razy, a raz jechałem Alfą i rozcięta opona wymagała lawety. Nie wiem, czy to mój pech, ale już dwa razy około 5 letnia opona mi wybuchła bez żadnego powodu na prostej drodze, a raz na ekspresówce leżał odpadnięty kawałek wydechu i załatwił z 10 samochodów
-
Ja nie wiem, po co się ograniczać. Uważam, że należy rozważyć obowiązkowy montaż kamer z analizą AI przekazującą obraz dalej w razie stwierdzenia czegoś podejrzanego w każdym mieszkaniu. Przecież niewinni nie mają się czego obawiać, a ilu nieszczęść można by w ten sposób uniknąć?
-
Dobrze jest, pojeździł i klekotanie przy rozrucju zniknęło. Spoko. Nic, nie przejmuję się, bo planuję tym robić maksymalnie ze 3-4 tysiące rocznie, to powinien żyć długo i szczęśliwie, a na ruskich forach klekotaniem na zimno nikt się nie przejmuje. Ale - wiem, że się powtarzam. Te kilka (rany, już ponad 6!)lat temu gdy wyszedł Hunter Expedition i podjąłem decyzję, że go chcę, naprawdę myślałem, że ruskie osiągnęli już poziom jakościowy Punto II, ale jeśli już, to może Łada. A UAZ dalej jakościowo w CCCP 😆 Natomiast to, co w wersji Expedition jest najlepsze, to że to auto - jeśli akurat jeździ - daje dużo frajdy, już od samego wyglądu zaczynając.
-
Nie, bez zapasu jest do bani.
-
Czytałem, że brak koła dojazdowego to kolejna metoda "urwania" paru gramów zbędnej masy pojazdu, ale nie wiem, ile w tym prawdy.
-
Mistrzostwa Świata - Kanada, Meksyk, USA 2026
pmwas odpowiedział Edmund Exley → na temat → PO GODZINACH
Moim zdaniem z winy FIFA w ekipie USA grał nieuprawniony zawodnik, a że z winy FIFA, to mecz należy powtórzyć -
Zil to piękna maszyna. Ale raz, gdzie to parkować i dwa - trzeba mieć kat. C. Z Hunterem największa wtopa jest taka, że liczyłem, że będzie to niby stare a daily, ale koniec końców i tak trzeba opiekować jak klasyka. Ale i tak, klasykiem na Podhale bym nie jeździł, a tym spokojnie. Natomiast jeszcze raz przyznaję, że spadek bieżących kosztów po zmianie czarnego Huntera na białe Rio na LPG jest jednak niesamowity 😃 Ale z drugiej strony w całości idzie w ratę leasingu Hongqi. Bo żeby mieć Rio musiałem wziąć dla żony nowe. Ale w sumie wszyscy zadowoleni. Do zimy, bo wraz z pierwszym śniegiem UAZ pójdzie do garażu i będzie zimowa przerwa od antycznej motoryzacji.
-
Nie, to 18 wieczna komórka, czyli po dewizce
-
W końcu w moim UAZiku. Postał dwa tygodnie i po odpaleniu ten klekot zaworów to prawdziwa muzyka 😆 Ja wiem, że @zadra mi nie wierzy, ale ta "ciężarówkowa" jazda to jest to. Tym się naprawdę zarabiście jeździ, nawet jeśli zdecydowanie silnik o przebiegu 16kkm nie powinien się tak tłuc po rozruchu. Jakość pierwsza 😆
-
Avril, Genewa 18. wiek. Niestety czasami się zatrzymuje, choć jak na 250lat i tak jest w świetnym stanie.
-
Osiemnastowieczny Avril z Genewy Niestety do użytku tylko z komórą, bo lubi się zatrzymać...
-
Martwię się? Nieee tam. Tylko szkoda, że aktualnie ten polski tenis w siłę za bardzo nie rośnie
-
🙁
-
Przyjął się
-
Mnie tam też się all black ani w zegarkach ani w samochodach nie podobają. A z innej beczki, po powrocie z wakacji znów zapylam po mieście... ...i zdecydowanie tęsknię za smokiem 🤣
-
Ale ten czarny ma dużo dłuższego, to i zadowolenie większe. Przepraszam za "januszowy" żart, ale patrząc na to foto nie umiałem się powstrzymać.
-
Tu bardziej chodziło o komentarze do recenzji HS3. H9 to pewnie zupełnie inna bajka, natomiast HS3 to jest taki trochę wewnętrznie sprzeczny bieda-luksus. Czyli jak zrobić auto, żeby było niedrogie i luksusowe jednocześnie. I tak mamy audio nieporównywalne do zestawu HK w Alfie, premium to nie jest. Z przodu zwykle ksenony z ręczną regulacją wysokości. Kumpel w BMW na jakby nieco lepszą technologię, ale nie żebym jakoś bardzo zazdrościł. W środku niby skóra, ale ekoskóra, fajne, ale jednak czuc, że sztuczne (2.0 ma ponoć naturalną). Zatem tak, to pewnie przypadłość tańszej wersji niby-premium dla ubogich, ale akurat HS3 w tej wersji aliekspresowy nieco jest. Do tego w komorze silnika hula wiatr i widać, że wsadzono mały napęd do auta projektowanego pod większy zespół. Normalnie wygada to jakby silnik był "za mały", ale za to wszystko super widać. Nie oceniam, czy takie posunięcie producenta - tzn żeby stworzyć taką ubogą wersję prawie premium - jest mądre, czy nie, bo to rynek zweryfikuje. Ja nie narzekam, bo mnie to auto się podoba. Komfort podróżowania jest, wnętrze jest ładne i miło się w nim jedzie, ale nie powiem też, żeby było ono zachwycające, bo to nie jest tańsze premium, tylko tańsze pseudo-premium. A jeśli lepsza wersja, czy też np HS5 są wyraźne lepsze, to trzeba pamiętać, że są też wyraźnie droższe. A że jesteśmy na Forum zegarkowym, to mogę użyć porównania zegarkowego - to auto trochę mi przypomina sytuację z Beijingiem BeiHai - tym na 50 lecie marki. Niby wszystko super, tarcza jak w Pateku, mechanizm jak w Glashutte, ale diabeł tkwi w szczegółach i jak się przyjrzyjmy, to wskazówka sekundnika jakaś taka... No taka sobie, wykończenia płyty mechanizmu ładne z metra, a z bliska toporne, szatony przykręcane, ale poniżej poziomu samej płyty, mostek balansu z mikroregulacją, ale wykończenie samego mostka - koszmar, a mechanizm to tak naprawdę tylko jakiś przypudrowany klon Miyoty z mało przyjemnym naciągiem (odczucie jak w automacie). Jeszcze wspomnę, że pudełko rozsypuje się po kilku latach, ale z drugiej strony - w Primie takoż. Czy to zły zegarek? Nie, to jeden z moich ulubionych zegarków. Ale zdecydowanie nie jest tak dobry, jakim stara się być, bo jeśli nawet koperta i tarcza jakoś się bronią, to mechanizm to po prostu zwykle nic, celowo wykończone tm, żeby wyglądac z daleka jak manufakturowa perełka. Przy czym nie da się ukryć, że bez tych wykończeń zegarek nie robiłby aż takiego efektu i wcale nie uważam, że wolałbym go bez, tzn z takim całkiem zwykłym mechanizmem. Nie, fajnie to w sumie wygląda, tylko ma w sobie jednak taką dozę "udawactwa". Wiem, że to zawiłe, ale chyba wiadomo, o co mi chodzi. Inny przykład - cyrkonia. Też bardzo ładne, ale brylant to to nie jest.
-
Nie, ono jeszcze nie jest jakieś niesamowicie wielkie, ale te 4,65x1,9m to jest wystarczająco dużo, żeby w warunkach garażu podziemnego było ciężko. No i w Trieście są bardzo ciasne (i caie poobdzierane) podjazdy na wyższy poziom, gdzie HS3 naprawdę przejeżdżał niebezpiecznie blisko ściany. Żeby zmieścić przód musiałem bardzo patrzeć w lusterko, żeby nie obedrzec boku. Miejsca w większości garaży są wąskie i jak na obu miejscach po bokach stoją auta, a już zwłaszcza, jak ktoś zaparkuje przy linii, to ciężko się tym "wyrobić". Zresztą akurat Octavii też nie uważam za auto małe. Czasem się zastanawiam, jak źle musi się manewrować w takim garażu autem np 5 metrowym. Co by nie powiedziec, w mieście wygodnie się porusza autem wielkości Kii Rio, tylko tam jak się chce zrobić Jasiowi miejsce na nogi, to pasażer z przodu kolanami opiera się o deskę Zresztą szczerze mówiąc żona już słup w garażu zaliczyła i auto ma uroczą wgniotkę w błotniku, ale nawet jej nie naprawiam, bo i tak zamierzam to auto z leasingu wykupić, a jakos przestały mnie ekscytować nieistotne uszkodzenia czysto użytkowego auta. A wracając do długości - przez to, że ono ma "tylko" 4,65m, bagażnik jest stosunkowo mały, jak na rodzinnego SUVa, ale wysoki, foremny i z roletą zamiast półki, więc jest dość pakowny. Widać, że projektanci dali więcej miejsca w tylnym rzędzie kosztem bagażnika. Ale w trasie to się sprawdza, bo pasażerowie nie wychodzą z tyłu poskręcani
-
Acha, przepraszam za literówki. Niestety moje ręce nie są cudownie precyzyjne i mistrzem klawiatury nie jestem. Ale zawsze jest jakieś pocieszenie, że nie gram na fortepianie, bo to by musiało być coś
-
Nie wiem, czy kogokolwiek to w ogóle obchodzi, wiecz góry przeoraszam za spamowanie, ale że temat chińskiej motoryzacji wraca coraz częściej, postanowiłem podzielić się wrazeniami z wakacji z Hongqi HS3 Dodam, ze dla mnie to żadna nowość, na wyjazdach długodystanosowych byłęm już co najmniej naście razy, przerabiając Stilo, Imprezę, XV, Giulię a nawet Rio, wiec jakieś tam pojęcie o prowadzeniu cały dzień, zmęczeniu i zdrętwiałych nogach mam Na starcie auto mialo już jakiś tam przebieg (jakieś niecałe 4000, jak pamiętam), wiec można powiedzieć, że grube fabryczne wady powinny już wyjść, a o zużyciu jeszcze nie ma mowy, więc jechałem bez wuiekszych obaw, choć wiadomo - największa wada wyjazdu takim egzotykiem to - tfu, tfu - brak ASO po drodze. Pierwszy odcinek do Sosnowiec- Graz. Z uwagi na aferę z mandatami w samochodach leasingowanych na terenie Republiki Czeskiej, wybrałem drogę przez Słowację, zwłaszcza, ze ostatnio oddano spory kawałek S1 w kierunku granicy, co dla mnie jest nawet wygodniejsze niż A1 z Gliwic. Oczywiście trzeba się dostać z Tychów do Bierunia dróżką, ale potem do słowackiej Czadcy jest w zasadzie gładko. I od Bielska - bardzo ładnie. Następnie mamy fatalny odcinek z Czadcy do Żyliny. Dróżna jak za PRLu, do tego światła, skrzyżowania i wszechobecne remonty. Ten odcinek jest - rzadko to mówię, bo lubię jeździć i za kółkiem raczej nie narzekam - fatalny. Od Żyliny mamy piękną autostradę aż do Wiednia i dalej do Grazu. W Austrii trochę remontów, ale bez korków. Tylk pasy wąskie. Dojechaliśmy ekspresowo, zostało całe popołudnie na zwiedzanie Grazu. Rano ponownie wyjazd w stronę południową. Wyprzedzajac fakty, bo o wrazeniach z jazdy planuję napisać na koniec - w mieście HS3 jest autem raczej trudnym. Szeroki i długi SUV średnio sprawdza się w ciasnych ulicach, a tym bardziej na ciasnych parkingach. Ale ton chyba oczywiste, SUV w mieście to zawsze przekleństwo. Nawet Alfa w mieście jest już średnio fajna. Zwłaszcza, ze stare europejskie staróki zdecydowanie nie są przygotowane na tak duze pojazdy. Trasa z Austrii przez Słowenię do Zagrzebia i dalej do Zadaru - super. Same autostrady, zero korków. Dopiero końcowy odcinek spod Zadaru do Nin dróżkami lokalnymi, z reguły z ograniczeniem do 50-ciu i jeszzce progami zwalniającymi co chwila. Gorąco jak w piekle. Fakt, jest klima, ale co z tego, skoro i tak czuć ostre słońce, a ponizej 20* nie schodzę, bo zaraz choruję. HS3 dojechał bez przygód. Przez kolejny tydzień auto stało grzecznie na parkingu, z wyjątkiem jednej wycieczki do Zadaru. Sam Zadar ładny. Bardzo przyjemna starówka... Z Nin wyruszyliśmy w niedzielę do Punta Sabbioni pod Wenecją, po drodze zahaczając o Triest. Przez Chorwację (nietanią) autostradą, natomiast zachodnia częśc Slowenii to znów jak za króla Ćwieczka. Wąsko, kręto, auto zarzygane przez Jasia (a już i tak trzymałem predkość ewidentnie doprowadzającą tych za mną do szału). Nie wiem, ile w tm winy auta, a ile drogi, ale miękki i chybotliwy HS3 na tak krętej, górskiej drodze z pewnością nie pomaga. W Trieście - raczej zmęczeni podróżą, z ponad godzinnym opóźnieniem w stosunku do Googlowych prognoz - znaleźliśmy koszmar kierowcy SUVa - garaż wielopoziomowy. Kamery nie kamery - zaparkować tym cieżko, bo cpo prostu iężko wykręcić w miejsce. Triest rówież piękny, stare Cesarsko-Królewskie miasto portowe... Z Triestu już prosto do Punta Sabbioni, skad kursują tramwaje wodne do Wenecji (swoją drogą super wygodna miejscówka do zwiedzania tego miasta, korzystam już 5-ty raz) W Wenecji 2 dni i powrót do domu. W zależności od warunków planowaliśmy powrót z noclegioem lub bez, udało się bez. Jedynie z dłuższym postojem w Oldtimerze przed Wiedniem. Znowu - bez problemow - dojechalismy do domu. Jak wrqazenia z jazdy "chińskim premium"? Powiedziałbym, ze dobre, choć to auto nie jest pozbawione wad i do prawdziwego premium pewnie mu trochę brakuje. Ktoś gdzieś napisał, że Hongqi to motoryzacyjny aliexpress i moze trochę w tym prawdy jest, co nie znaczy, że to auto jest złe. Z zalet - auto jest komfotrowe, a wnętrze miłę dla oka.Jedzie się w przyjemnym otoczeniu, a auto przyjemnie się prowadzi. Nogi nie bolą, nie drętwieją, tyłek nie boli, auto sunie sobie majestatycznie po autostradzie i jest po prostu dobrze. Spalanie przy 110km/h ok 8l, przy 130 ok 8,5l/100km. Podczas jazdy na równej drodze. Z górki potrafi wyświetlic 4, natomiast jeśli autostrada się cały czas - nawet nieznacznie -wznosi (jak np na odcinku Bratysława- Zylina) i nie ma kiedy zdjac nogi z gazu - nie ma przebacz, będzie 11. Średnio wyszło koło 8.5. Silnik 1,5t ma tylko (w aucie tych gabarytów) ok 150KM i czasem mocy mu brakuje, choć przyciśnięty potrafi dośc sprawnie rozpędzać to auto nawet pod górę (na pewno sprawniej niż wyłądowane Stilo 1,4), żrąc przy tym jak prawdziwy chiński smok. Czy tej mocy jest realnie za mało? Nie. Choć auto premium powinno mieć większe możliwości (i pewnie ma, jeśli nie kupimy bieda-wersji z 1,5) . Skrzynia DCT ma złe recenzje, bo się ponoć "gubi", natomiast nie, ona się nie gubi. Sęk w tym, że faktycznie - jeśli ujłąd sterujący uzna, że chcemy dynamicznie przyspieszyć, redukuje bieg o jeszcze jeden w dół, wywala 5000 obrotów, co jednak nijak nie przekłada się na odczuwalny wzrost przyspieszenia, stad może takie odczucie recenzujących. Po prostu ten silnik już więcej nie umie z siebie wykrzesać i dalsze zwiększanie obrotów nic tu już nie wnosi. Z wad - elektronika tego auta ma (przepraszam smoki) smoczy móżdzek. W tunelu nie wyłącza wycieraczej mimo braku deszczu, dźwięk kierunkowskazó potrafi nie nadążąć za ich włączeniem (tzn miga, ale nie cyka), zwłaszcza jeśli akurat elektronika jest zajęta sygnalizowaniem najechania na linię czy auta w martwym polu, przełączniki kierunkowskazów nie zawsze kontaktują przy zamiarze trzyktrotnej sygnalizacji, a roboty drogowe przejeżdzamy na ciągłym alarmie o najechaniu na linię (wibracje na kierownicy wyłączyłem, bo to już byłby dramat). Tempomatu nie sprawdzałem, bo nie używam. Z zauważonych usterek - drzwi kierowcy domykają się trudniej niż inne i trzeba mocniej trzasnąć (moze dlatego, ze to ex-demo i pewnie były sporo używane, ale to wciąż nowe auto), nie działą także "pikanie" czujników parkowania (tylko kolorki na kamerze) mimo że teoretyczie jest ono w systemie włączone na maksymalną głośność. Na YT dowiedziałęm się, ze w innych pika normalnie, znaczy zepsute, ale to czysto elektroniczny 'bug', bo same czujniki działają dobrze. Nie mam natomiast zgłaszanych problemów z wyłączajacymi czy zawieszajacymi się ekranami, tu wszystko działa dobrze. Komfort podróży jest bardzo dobry. Zwłaszcza dużo miejsca jest z tyłu, dzięki czemu osoby na tylnej kanapie mają go aż nadto, nawet gdy miejscaz przodu zajmują osoby wysokie. NIe ma problemó z miejscem na nogi, z przesuaniem przedniego fotela do przodu, gdy z tyłu jest dziecko w foteliku. Wnętrze jest ciche, silnik słychać okazjonalnie, nawiewy szumią, ale nie ponadprzeciętnie. Jak już pisałem - na krętych drogach auto jest nieco za miękie, przez co nieco wymiotne, ale też środek cieżkości jest w nim dość wysoko. Prowadzenie bardzo przyjemne, auto prowadzi się całkiem pewnie, choć zakrety na pewno tzreba pokonywać wolniej niż autka niskie czy leciuitkie "gokarty" z seg. B., zwłaszcza na śliskiej nawierzchni, gdzie taką krową nietrudno o poślizg. Choc z drugiej stony jak niespodziewanie wjechałem w konkretną ulewę na bardzo mokrą jezdnię bna Słowackiej D1, to auto również żadnych głupich numerów nie robiło mimo litrów wody rozchlapywanych po całym świecie. Ogólnie? Ja nie powiem, że jestem tym autem zachwycony, ale to jest zupełnien dobre, wygodne auto na trasę, bo zdecydowanie nie do miasta. Nie jest to Lexus (znajomy ma, to wiem ), ale też wyraźnie lepsze niż auta popularne. Wygodniejsze znaczy, bo w prowadzeniu - po prostu tłusta krowa. Na długie trasy autostradami - zdecydowanie super. Na kręte górskie drogi - nie. Czyli dokładna odwrotność Imprezy, któras na zajkrętach jak ryba w wodzie, ale na autostradzie żarła jak głupia i tyłek bolał od średnio wygodnego fotela. Jeśli okaze się bezawaryjne - zdecydowanie będe zadowolony z wyboru, bo w taki długi wyjazd to zdecydowanie najlepsze auto, jakim w taką trasę miałem okazję jechać*, nawet jesli na lokalnych drogach i w miastach ma swoje ograniczenia. *wiadomo, że lepiej prowadziła się Giulia, ale z jej ciasnym wnętrzem i mizernym bagażnikiem byłoby zdecydowanie ciasno, więc HS3 zdecydowanie wygrywa praktycznością. No i - może to kwestia mojego przyrastajacego jednak wieku - w Giulii jak bym nie ustawił fotela, i tak mi lewa noga drętwieje po 5-6 godzinach i to tak "grubo". Nie wiem, czemu, bo fotel niby "sztos"...
