Cytuję sam siebie z CW, leniwy jestem: Wczorajszy wieczór był niezwykle miły. Polacy chyba po raz pierwszy od czasów Leo i Janasa dokonali tego, co jest najfajniejsze w futbolu. Pokonali zdecydowanego faworyta. Łotwa mogła, Islandia mogła, Albania mogła, Słowacja mogła, inni mogli, w końcu i my! I to pomimo widocznej przepaści w wyszkoleniu technicznym i taktycznym wielu graczy naszej drużyny a ich nienieckimi przeciwnikami. Nawet chwalony Piszczek dwa razy zawalił ustawienie w obronie, co skończyło się strzałami na bramkę, z bliska, na szczęście fatalnymi. O technice gry i podaniach Jodłowca, wytrzymałości Wawrzyniaka, przeglądzie pola Rybusa chyba nie ma co pisać. Ale w końcu zadziałało to, o czym mówi wielu - do dobrej gry wystarczy 3-4 graczy na poziomie i reszta rzemieślników, którzy nie zepsują . Plus serce i wyplute płuca. Bardzo podobała mi się gra K. Glika, który w końcu na polski teren przeniósł to, co dało mu opaskę kapitana w Turynie. No i Sebastian Mila. Rewelacja. Życie pisze niesamowite scenariusze. Chyba tydzień temu Sebastian był gościem w Canal+. Sebastian naprawdę dojrzał, wziął się za siebie, przemyślał swoje zachowanie, schudł. Wiele gwiazdek na jego miejscu strzeliłoby focha, obraziłoby się na trenera, zmieniło klub. A Sebastian potrafił bez szukania winnych mówić o tym co zawalił i co zrobił nie tak. I oto są efekty. Brawo i powodzenia w dalszej karierze.