Też byłem na "Pod mocnym aniołem" wczoraj i bardzo słabo. Po co w ogóle filmować taką książkę, ale myślałem, że Smarzowski wie co robi, ale film totalnie na siłę. Pijacki humor, który jest w większości filmów tego reżysera jest super, ale ileż można to samo? W "Domu złym", "Weselu" czy "Drogówce" alkohol gra rolę na równi z aktorami i to jest swietne. Teraz zrobił film o alkoholu i się zesrało. Nie wiem dla kogo ten film. Dla trzeźwiejących alkoholików jako element terapii? Jako wstrząs dla aktywnych nie spełni funkcji. Jest masę lepszych filmów o alkoholikach choćby mistrzowski "Wszyscy jesteśmy chrystusami" czy taki czarno biały z Holoubkiem nie pamiętam tytułu. Kolejny raz Smarzowski odgrzewa kotleta pt. retrospekcja i jeszcze raz pytam ileż można?! Ten film to też hektolitry kału, rzygowin i moczu.. Jedyne co w moich oczach ratuje ten film i przyjemnie mi się oglądało to to, że akcja rozrywa się głównie na mojej starej dzielnicy (gdzie się wychowałem i mieszkałem do 25 roku życia), a knajpa pod mocnym aniołem to tak na prawdę Cafe Szafe na rogu Małej i Felicjanek gdzie wypiło się trochę...