Z racji, że sezon pomidorowy i mam dostęp do pomidorków z gruntu a nie waty to często rano robię sobie siekankę pomidorową , dodaję drobno posiekaną cebulkę, posiekaną pietruszkę, sok z cytryny, szczyptę soli i pieprzu i łyżkę oliwy z oliwek. Dobrze to wszystko razem mieszam i wciągam z kanapką z szynką. Sok z cytryny ma tutaj zbawienny charakter bo dzięki niemu smak całości łagodnieje i nie odbija się tak jak po samych pomidorach z ciężkostrawną jakby nie było cebulą. Naprawdę warto włączać do wielu posiłków sok z cytryny....w kuchni azjatyckiej czy bliskowschodniej jest to częste...oni wiedzą co robią. Od jakiegoś czasu jestem też smakoszem kuchni żydowskiej, te wszystkie humusy, falafele....naprawdę lubię. Może nie aby jeść to codziennie ale ta raz na tydzień chętnie wrzucę do brzucha. Zawsze to zdrowiej niż naćkac się wieprzowiny którą lubię ale zauważyłem, że mam problemy gastryczne po niej. Ja zjem kotleta mielonego czy kiełbasę to później cały dzień mi się tym odbija. Ubóstwiam także jajka i zawsze lubiłem sobie zmontować dobrą jajecznicę z rana z kiełbaską przysmażaną w plasterkach ale później mnie po tym mdliło. Myślałem że to wina jajek, ale jednak to była wina tej kiełbaski i nadmiar tłuszczu. Jak zrobię sobie jajecznice sute...bez dodatków to czuję się lepiej. Niestety ale po 30tce a w moim przypadku grubo po 30tce człowiek mus uważać co wrzuca do brzucha. Kiedyś nic mi nie szkodziło...żarłem parówki z majonezem i popijałem piwem...ale to se ne vrati.... W ogóle piwo ograniczyłem znacząco. Wolę się napić raz na 2 tygodnie no dobra czasem raz na tydzień wódki niż faszerować się codziennie piwem. Przez piwsko ważyłem już 106kg. Rezygnacja z piwa, słodkich napojów oraz częstsze zastępowanie wieprzowiny kurczakiem zaaowocowało spadkiem wagi do 100kg. Ale tej bariery na razie nie mogę przebić....chciałbym zejść do 90tki.