Biorac pod uwage jego zaangażowanie to nawet nie bedzie wiedział kto tam mieszka. To nie sa żule w typowym tego słowa znaczeniu tylko wieśniaki, które dostały mieszkanie w miescie z racji pracy [np.: w stoczni] i przeniesli się do nowych bloków w latach 80/90. Wiec ich poziom wychowania to jest zagroda pod Białymstokiem - gaszenie petów na podłodze itp. I zwracasz im uwagę a ten ci dmucha dymem w twarz. To domyslasz sie jaka jest moja reakcja. I kazada moja walka o naprawe, dzwi, domofonu, posadzenie kwiatków jest odbierana jako zamach. Jak jarali na klatce to otwierałem okna, to, żebym nie otwierał ukradli klamki do okien.