Karol, jeśli mogę coś podpowiedzieć z własnych doświadczeń. Na początku postępy są szybkie i przychodzą bez większego trudu. Ten wynik jeszcze spokojnie będziesz poprawiać, z tym że kolejne rekordy będą wymagały już większego, czasem bardzo dużego wysiłku, treningi będą coraz szybsze i intensywniejsze. W moim przypadku i u większości znajomych biegaczy wcześniej czy później organizm się buntował z powodu narastających obciążeń. Staw skokowy, potem kolano, gęsia stopka, mięsień przywodziciela, z tym się po kolei borykałem, przez co nie mogłem się przygotować do dwóch maratonów tak jakbym chciał. Być może jesteś całkowicie odporny na kontuzje, albo Twoja odporność ma większe granice i zdrowia Ci życzę, ale jeśli w pewnym momencie poczujesz jakieś pierwsze objawy, to lekko odpuść. Pokusa ustanawiania kolejnych rekordów (a taka się pojawi) nie może przeważyć nad rozsądkiem. Moja życiówka na dychę to 47:30 i też nie widzę na razie możliwości poprawienia tego czasu, ale przynajmniej nic mnie nie boli i mogę myśleć o kolejnym maratonie.