Mam te same spostrzezenia... zazwyczaj jade do PL przez niemcy i czechy, czasami austrie i czechy. Przekraczajac granice z PL czuje sie jakbym bral udzial w filmie mad max. Najwieksza zmiana w PL w stosunku do innach krajow jest poganianie i siedzenie na zderzaku. Jestem nauczony, zeby zostawiac odstep od samochodu przede mna. Mam dluzszy czas na reakcje, a i ktos wyprzedzajacy mnie moze sie zmiescic jesli chce. Droga krajowa, sznur samchodoow, wiec nie mam zamiaru wyprzedzac, bo i tak za 50km wjezdzam na autostrade. Raz po raz ktos siada na tylnym zderzaku, czasem mruga swiatlami. Zastanawiam sie wtedy po co. Co mialbym zrobic? Zatrzymac sie i go przepuscic? podwojna ciagla, przyspieszc nie moge bo samchody przede mna, wyprzedzic nie moglbym bo zakrety i sznur innych samochodow z przeciwka. Niestety nie jest to odosobniony przypadek. W trakcie 100-150km zrbionych po krajowkach w PL takich przypadkow jest kilkanascie. Podczas 1000km w niemczech / austrii / czachach jeden, moze dwa.
Jest to stresujace. Zazwyczaj potrzebuje jakiegos tygodnia zeby sie dostosowac mentalnie do sposobu jazdy. Musze patrzyc w lusterka i myslec za dekla siedzacego na zderzaku. Wiem, ze jesli zahamuje mocniej, on znajdzie w moim zderzaku, a moze wypchnie mnie na drugi pas pod tira.
Dodajac do tego agresje, walke o kazdy centymetr drogi. Masakra. Staram sie jezdzic z usmiechem na twarzy, dziekowac, udostepniac miejsce czy ulatwiac wlaczanie sie do ruchu. Ludzie sie bardzo dziwia (jak i wtedy gdy zycze milego dnia paniom przy kasach). Wiem, ze obce tablice rejestracyjne (szczegolnie szwajcarskie) wywoluja zazwyczaj pozytywne reakcje, wiec zdarzaja sie osoby, ktore i mnie wpuszcza, nie chce myslec co by bylo gdybym mial polskie blachy.
Ludzie tez nie wybaczaja bledow innym. Od razu pokazuja srodkwe palce, trabia, mrugaja. Nikt nie powinien robic bledow, chyba ze to ja je popelniam. Ja moge... 😂 A zyloby sie kazdemu lepiej gdybysmy potrafili wybaczyc, przeprosic, podziekowac.
Tak w przypadku Polskosci mialem ostatnio "ciekawa" sytuacje. Jechalem na rowerze na glownej drodze (przeznaczonej dla autobusow, taxi i rowerow) zblizajac sie do skrzyzowania. Na podporzadkowanej, przed skrzyzowaniem stal samochod. Stal, wiec bylem pewien, ze kierowca mnie widzi. Gdy juz bylem na skrzyzowaniu kierowca ruszyl. Odbilem w kierunku jego jazdy krzyczac "UWAGA, nie prawie mnie bys zabil!" (wychodzi moja Polskosc w sytuacjach stresowych), i ominalem samochod po drugiej stronie jezdni. Po jakis 100m byl moj przystanek na ktorym bylem umowiony ze znajomymi. Po 5 minutach ktos puka mnie w ramie. Odwracam sie, a za mna stoi moze 80 letnia staruszka i mowi: ja bardzo pana przepraszam, ale naprawde pana nie widzialam. czy moze pan mi wytlumaczyc skad sie pan wzial? Juz na spokojnie wytlumaczylem skad jechalem. Okazalo sie, ze pani patrzyla wylacznie czy nie jedzie po glownej autobus i rowerzyste przeoczyla. Przepraszala mnie kilkukrotnie i powiedziala, ze wie, ze moglo sie to skonczyc tragicznie. Ja tez wyluzowalem i poprosilem, zeby nastepnym razem patrzyla czy nie jedzie ktos na rowerze. Nie wyobrazam sobie takiego obrazka w PL. Pewnie doszloby do bojki, albo przynajmniej do obrzucenia fakami 😅