-
Liczba zawartości
767 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Dirty Harry
-
Piękny! Co to? Athaya 47 mm?
-
Kilka zdań o kolejnym limitowanym pilocie Stowy. Przypomnę, że o niektórych wcześniejszych limitkach lotniczych tej marki można poczytać w naszym Fan Clubie Pilotów tutaj: - str. 168 - limitowana seria 70 sztuk na 70 rocznicę marki (rok 1997); - str. 171 - limitowana seria 75 sztuk "Bremen D 1167" na 75 rocznicę marki (rok 2002); - str. 171 - limitowana seria 100 sztuk z mechanizmem Durowe 7420 (rok 2002 lub 2003); - str. 175 - limitowana seria 5 sztuk "DZVL-1" dla holenderskiego forum De Zin Van Luxe (rok 2006). W roku 2007 Stowa świętowała swój 80. jubileusz i z tej okazji Jörg Schauer przygotował dwa limitowane piloty, oba w numerowanych seriach po 80 sztuk. Zegarek pierwszy pojawił się cicho, o drugim trąbiono już od jesieni roku 2006. Z pierwszym zdążono na urodziny firmy, tymczasem termin prezentacji drugiego miał miejsce dopiero w marcu 2008 roku. Pierwszy bazował na modelu seryjnym, drugi był nowością. Pierwszy był automatem, drugi wyposażono w napęd manualny. Dziś kilka zdań o tym pierwszym. Co najmniej dwa egzemplarze tego modelu trafiły na nasze Forum, do Kolegów @adiblue i @Thorsten. Wersją bazową dla tej limitki był pilot w 40-milimetrowej kopercie taki, jakie wówczas Stowa produkowała (zdjęcie nr 1) : z logo na tarczy, ze zwykłą walcową koronką, z transparentnym deklem przykręcanym na obwodzie sześcioma śrubami i z werkiem ETA 2824-2. Wskazówki główne miały niebieskie ramki i świeciły, sekundnik miał niebieską przeciwwagę, ale nie był pokryty substancją luminescencyjną. Świeciły indeksy godzinowe wraz z cyframi, trójkątem i otaczającymi go kropkami na tarczy. W porównaniu do tego zegarka zmiany wprowadzone w edycji rocznicowej były niewielkie, acz bardzo wyraźnie zauważalne: 1. z tarczy zniknęło logo i dolny napis, informujący o kraju pochodzenia (zdjęcia nr 2-4). Jörg Schauer wielokrotnie podkreślał, że to właśnie Stowa była pierwszą marką, która w swych współczesnych pilotach zrzekła się firmowego logo na tarczy. O ile mi wiadomo - ten zegarek był pierwszym modelem Stowy bez logo, a później opcja ta pojawiła się w zegarkach nielimitowanych, jako możliwa do zamówienia podczas konfiguracji; 2. wskazówkę sekundową pokryto masą luminescencyjną - nie jestem pewien, czy we wszystkich egzemplarzach limitowanych, ale w niektórych na pewno (zdjęcie nr 5); 3. szczegółem dotąd niemal nieznanym we współczesnych pilotach marki Stowa była koronka w kształcie cebulki. Piszę "niemal nieznanym", a nie "zupełnie nieznanym", bo jednak wcześniej pojawiła się ona w roku 2006 w pięciu zegarkach "DZVL-1" (str. 175). W jubileuszowej nie była już tak okrągła, jak w modelu dla holenderskiego forum zegarkowego – została lekko spłaszczona, ale i tak prezentowała się wspaniale. Podobnie jak tarcza bez logo, ta piękna koronka trafiła później do nielimitowanych zegarków, jako opcja. 4. zegarki - jak na limitowaną serię przystało - były oczywiście numerowane. Sposób numeracji zaczerpnięto z modelu "Bremen D 1167" (str. 171), przygotowanego przed pięciu laty na 75. jubileusz firmy. Teraz naprzeciw koronki, pod drugiej stronie koperty, wygrawerowano na niej imitację przynitowanej do zegarka tabliczki z datami "1927 - 2007" oraz numerem seryjnym zegarka, zapisanym jako kolejny rok (zdjęcia nr 6-8). Numeracja startowała od roku 1927 - pierwszy zegarek w serii miał więc numer 1927, drugi 1928, trzeci 1929, i tak dalej. Numeracja kończyła się na roku 2006, bo gdyby dociągnięto ją do 2007, to wówczas musiałoby być 81, a nie 80 zegarków w serii. 5. standardowy wahnik wymieniono na jubileuszowy, specjalnie przygotowany przez Jörga Schauera do tej rocznicowej edycji (zdjęcia nr 9-11). Wykonany był z alpaki, czyli mosiądzu wysokoniklowego. Te stopy to specjalna grupa mosiądzów stopowych, zawierająca od 47 do 64% miedzi, od 10 do 25% niklu i od 5 do 42% cynku, ewentualnie z domieszkami ołowiu, cyny, manganu lub żelaza. Metale te, o charakterystycznej, srebrzystej barwie, mają bardzo dobrą odkształcalność i odporność na korozję, dlatego stosowane są m.in. na sztućce stołowe czy tanią biżuterię, imitującą srebro. Stąd też ich popularna nazwa - "nowe srebro". Inne, równie często spotykane nazwy, to "argentan" czy "melchior". Na wahniku wygrawerowano informacje, które zawarte były w tabelkach umieszczanych wewnątrz dekli drugowojennych Beobachtungsuhrów, i zrobiono to w stylu przypominającym te tabelki. Przeczytać tam można, że zegarek to B-Uhr zaprojektowany przez Stowę, o numerze seryjnym xx/80, z mechanizmem 2824-2, zbudowany według specyfikacji o nazwie "Jub/80/2007" przez Jörga Schauera. Warto zwrócić uwagę, że na wahniku zastosowano numerację standardową, a nie udziwnioną, jak na kopercie. 6. ozdobiono też mechanizm: standardowe śruby wymieniono na niebieskie, barwione termicznie; 7. zegarek "Jub/80/2007" w roku 2007 kosztował 600 euro - było to drożej o 110 EUR od standardowego, nielimitowanego odpowiednika. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
-
-
No to siódma część przeglądu współczesnych, 55-milimetrowych modeli Beobachtungsuhrów Laco - bez haczyków Jeśli ktoś chciałby się zapoznać z poprzednimi odcinkami zamieszczonymi w naszym Klubie Heritage, to zachęcam do czytania w kolejności chronologicznej: - strona 27: limitowana seria z roku 2000, na 75. rocznicę Laco - 75 zegarków, zbudowanych w 80% z oryginalnych, drugowojennych części; - strona 33: dwie limitowane serie z roku 2005, na 80. rocznicę Laco - 500 zegarków ref. 861334 typu A i 500 zegarków ref. 861367 typu B; - strona 36: dwie limitowane serie z początku roku 2010 - 50 zegarków ref. 861663 typu A i 50 zegarków ref. 861664 typu B; - strona 39: limitowana seria z końca roku 2010, na 85. rocznicę Laco - 85 zegarków ref. 861707 typu B; - strona 40: limitowana seria z początku roku 2012 - 100 zegarków ref. 861771 typu A; - strona 44: dwie limitowane serie z początku roku 2013 - 50 zegarków ref. 861829 typu A i 50 zegarków ref. 861830 typu B. W roku 2015, z okazji swego 90. jubileuszu, firma Laco przygotowała dwa kolejne modele 55-milimetrowych Beobachtungsuhrów: ref. 861929 Baumuster A oraz ref. 861930 Baumuster B. W odróżnieniu opisywanych w tym cyklu wszystkich poprzedników, nowe zegarki nie były już serią limitowaną, ograniczoną do konkretnej liczby egzemplarzy. Były natomiast - podobnie, jak wcześniej miało to miejsce w szeregu limitowanych Laco - bliźniakami technicznymi, różniącymi się między sobą tylko typem tarczy i wskazówek głównych. Od bezpośrednich poprzedników - Laco ref. 861829 Baumuster A i ref. 861830 Baumuster B (oba na str. 44) - różniły się szeregiem całkiem istotnych cech. Po pierwsze: nowe zegarki napędzał ręcznie nakręcany mechanizm Laco 97, czyli ETA 6497-1, czyli po prostu Unitas z centralnym sekundnikiem, stopsekundą, łabędzią szyją i wygrawerowanym numerem seryjnym, oczywiście zgodnym z numerem seryjnym zegarka. Jeśli wierzyć firmowym zdjęciom, to werk ten występował w co najmniej dwóch, różniących się drobiazgami wersjach (zdjęcia nr 7 i 8). Przypomnijmy też przy tej okazji: we wcześniejszych, współczesnych modelach 55-milimetrowych Laco montowano najpierw odnowione, drugowojenne werki Durowe D5, potem była automatyczna ETA Valgranges A07.111, a później ta sama ETA, tyle że wykastrowana: manualna, z usuniętym napędem automatycznym. Po drugie: doskonale znana tabelka z danymi zegarka została przeniesiona na wewnętrzną powierzchnię dekla, a na powierzchnię zewnętrzną trafił czterocyfrowy numer seryjny, poprzedzony ozdobną literą "L", identyczną jak w logo firmy. Nowa koperta otrzymała też ochronę antymagnetyczną. Po trzecie: teleskopy do mocowania paska zastąpiono stałymi prętami, zgodnie z historycznym oryginałem. A więc wymiana paska - żeby nie był za łatwo - polegała teraz roznitowaniu lub przecięciu i usunięciu starego, po czym włożeniu oraz zanitowaniu nowego. Po czwarte: z grzbietu kartonowego pudełka zniknęła kolorowa etykieta, a pojawiła się skromna naklejka na węższym boku, nawiązująca do naklejek na pudełkach drugowojennych B-Uhrów Laco. Po piąte: cena z 2498 euro (tyle kosztowały limitowane zegarki ref. 861829 i ref. 861830 z 2013 roku) poszła w górę o okrągłe 500 EUR i teraz wynosiła 2998 euro. Przeniesienie tabelki z powierzchni zewnętrznej dekla na wewnętrzną oraz zastąpienie teleskopów stałymi poprzeczkami w uchach to moim zdaniem zmiany w złym kierunku. W dążeniu do najdokładniejszego naśladownictwa oryginału, firma Laco niestety posunęła się o krok za daleko. Co komu przyjdzie z tabelki ukrytej w środku zegarka? Widoczna na deklu była szczegółem ciekawym, niebanalnym i bardzo, bardzo cieszącym oko. Teraz to schowano. Komu przeszkadzały teleskopy, umożliwiające wygodną wymianę pasków? Przecież nie każdy musi nosić zegarek na firmowej, skórzanej, zamkniętej bransolecie, która co prawda świetnie wygląda, no ale ze względu na sztywność i potężną grubość pod spodem nadgarstka (tak, gdzie sprzączkę przykrywa warstwa skóry), do najwygodniejszych bynajmniej nie należy. Zegarki ref. 861929 Baumuster A oraz ref. 861930 Baumuster B produkowano do roku 2017. Trochę to dziwne, ale dziś firma twierdzi, że nie wie, ile dokładnie sztuk powstało. Pan, którego pytałem w Laco odpisał mi, że jest to liczba ok. 70-80 sztuk. Nie wiem, czy to dotyczy każdego z modeli, czy też odnosi się łącznie do obu typów A i B, ale warto zwrócić uwagę, że na zdjęciu nr 14 na pudełku jest numer seryjny L0084. Zdjęcie nr 8, przedstawiające mechanizm i dekiel z numerem L0100, ma w sobie coś z rendera i nie jestem pewien, czy można je traktować wiarygodnie. Na zdjęciach nr 1-6 pokazano zegarek ref. 861929 Baumuster A. Zdjęcia nr 7 i 8 pokazują różniące się między sobą mechanizmy Laco 97. Na zdjęciach nr 9-13 jest ref. 861930 Baumuster B, a ostatnie zdjęcia pokazują naklejki na pudełku omawianych tu zegarków oraz - dla porównania - dwie naklejki na drugowojennych pudełkach B-Uhrów Laco, z różnych okresów produkcji. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
-
-
-
W tym roku o Stowie jeszcze nie pisałem, no to dziś kilka zdań o ekstremalnie rzadkim modelu. Przypomnę, że o wcześniejszych wybranych limitkach tej marki można poczytać w naszym Klubie Heritage na: - str. 37 - limitowana seria 70 sztuk na 70 rocznicę marki (rok 1997); - str. 40 - limitowana seria 75 sztuk "Bremen D 1167" na 75 rocznicę marki (rok 2002); - str. 40 - limitowana seria 100 sztuk z mechanizmem Durowe 7420 (rok 2002 lub 2003). W roku 2006, na zamówienie holenderskiego forum zegarkowego, Jörg Schauer przygotował limitowaną serię B-Uhrów liczącą zaledwie 5 sztuk i nazwaną "DZVL-1". DZVL to skrót od De Zin Van Luxe ("Znaczenie Luksusu") - nazwy nieistniejącego już, holenderskiego forum dla miłośników luksusowych zegarków. Forum holenderskiego, a nie duńskiego - jak czasem błędnie piszą w internetach. Zegarek o 36-milimetrowej średnicy miał szafirowe szkło i pełny, stalowy dekiel. Ramki luminescencyjnych wskazówek głównych oraz długa przeciwwaga wskazówki centralnego sekundnika były termicznie barwione na niebiesko. Na czarnej tarczy umieszczono firmowe logo i oznaczenie kraju pochodzenia ("MADE IN GERMANY"). Substancję świecącą niestety zaaplikowano oszczędnie i położono tylko na kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z kropkami. Na zakręcanym deklu wygrawerowano doskonale nam znaną tabelkę, sporządzoną na podobieństwo tych na wewnętrznej stronie dekla wojennego Beobachtungsuhra. Można się z niej dowiedzieć, że zegarek to B-Uhr marki Stowa, o numerze seryjnym X/5, z mechanizmem ETA 2801-2, wykonany według wymogów nazwanych "DZVL-1" i wyprodukowany przez Jörga Schauera. Szczegółem, który najbardziej zwraca uwagę jest koronka w kształcie cebuli - ale takiej prawdziwej cebuli: niemal idealnie kulista, a nie spłaszczona, wydłużona, czy w jakiś inny sposób zniekształcona, jak zazwyczaj w zegarkach. Piękna! W środku cykał ręcznie nakręcany mechanizm ETA 2801-2, pracujący z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Sprzączka paska miała logo i nazwę firmy, ale nie była numerowana, jak w poprzednich seriach limitowanych. Na pierwszym z poniższych zdjęć jest zegarek nr 1/5. Na czterech kolejnych obrazkach egzemplarz nr 2/5, a na dwóch ostatnich - nr 3/5. Zdjęć zegarków nr 4/5 i 5/5 niestety nie mam w swoich zbiorach. Dziękuję za przeczytanie
-
Wczoraj było krótkie, acz bardzo istotne uzupełnienie pierwszej części historii zegarków dla włoskich nurków, a dziś część druga Pierwsza część zakończyła się na dostawie 15 zegarków ref. 2533, które Rolex wysłał Paneraiowi w marcu 1939 roku. Egzemplarze te, z mechanizmem Rolex 663 Extra Prima (czyli Montillier 663), pozbawione były małego sekundnika i wyposażone w cyferblaty, które przysłała firma G. Panerai e Figlio, a Rolex zamontował je do zegarków. Najprawdopodobniej były to tarcze wyprodukowane albo przez samego Paneraia, albo przez jakiegoś nieznanego podwykonawcę. Cyferblat tego typu już wcześniej pojawił się w partii 19 Rolexów ref. 2533 z roku 1936, a później stosowano go także w seryjnie produkowanych zegarkach dla nurków. Na zdjęciu nr 1 pokazano jego awers i rewers. Kanapkowa tarcza nitowana pierwszej generacji Tarcza użyta w zegarkach testowych ref. 2533 z roku 1936 i 1939 składała się z trzech warstw: dwóch krążków plastikowych (pleksi) i krążka mosiężnego, stanowiącego podstawę, czyli tylną płytę tarczy. Wszystko to razem było połączone dwoma metalowymi nitami, umieszczonymi symetrycznie po bokach osi wskazówek, w linii indeksów 3 i 9. Na mosiężnej podstawie leżała pierwsza płytka przezroczystej pleksi. Wykonano w niej wgłębienia w kształcie indeksów, które wypełniono substancją radioluminescencyjną Radiomir. Na tę płytkę położono kolejną warstwę pleksi, ale już nie przezroczystej, bo od wewnątrz (czyli od spodu, a zatem od strony pierwszej warstwy pleksi z substancją świecącą) polakierowaną na czarno. Niepolakierowane, czyli przezroczyste, zostały indeksy oraz napis "RADIOMIR PANERAI". W ten sposób światło Radiomira prześwitywało przez czarną tarczę w tych miejscach, które miał on rozświetlać - czyli na wszystkich indeksach. Konstrukcję tarczy pokazuje dokładnie zdjęcie nr 2. Rolex ref. 3646 W roku 1940 pojawił się Rolex ref. 3634 - pierwszy zegarek szwajcarskiego producenta, produkowany wyłącznie dla firmy G. Panerai e Figlio (zdjęcie nr 3). Pierwsze egzemplarze dostarczono ze Szwajcarii do Włoch w kwietniu 1940 roku. Prawdopodobnie miały one zamontowane fabrycznie "tymczasowe tarcze", które już we Włoszech zostały zastąpione przez Paneraia opisanymi wyżej plastikowo-mosiężnymi tarczami kanapkowymi z nitami. Dopiero po tym zabiegu czasomierze trafiły do klienta, czyli do Królewskiej Marynarki Wojennej Włoch. Konstrukcję zegarka ref. 3646 prezentuje zdjęcie nr 4. Nowy model miał - podobnie, jak opisane wcześniej testowe egzemplarze ref. 2533 - 47-milimetrową kopertę Oyster o poduszkowatym kształcie, zakręcaną koronkę i druciane ucha do paska. Te przylutowane ucha były reliktem lat 20. ubiegłego stulecia. Bo przecież Rolex już od wielu lat produkował nową generację kopert Oyster, z uchami monolitycznymi, a więc wykonanymi z jednego kawałka metalu razem z kopertą. Oferowany Paneraiowi zegarek ref. 3646 był rozwiązaniem oszczędnościowym, opartym na starej technologii z roku 1926. Odpadające ucha z drutu, które trzeba było ponownie przytwierdzać do koperty, to częste uszkodzenie wczesnych zegarków ref. 3646. Środkowa część koperty w widoku bocznym była niesymetryczna: poduszkowate wypukłości nie były równe, górna miała większą krzywiznę od dolnej, co pokazano na zdjęciu nr 5. Szkło było plastikowe, a bezel bardzo wysoki. Musiał taki być ze względu na grubą, trzywarstwową tarczę. W dokumentach z czasów produkcji Rolexów ref. 3646 nie odnaleziono żadnych danych dotyczących wodoszczelności. Znany jest przypadek, kiedy ciało utopionego nurka wydobyto spod wody po dziewięciu dniach, a jego zegarek wciąż był sprawny i po nakręceniu działał prawidłowo. Pierwsza znana dziś wzmianka na temat szczelności Rolexa ref. 3646 pochodzi z kwietnia 1955 roku i mówi o możliwości zanurzenia zegarka na głębokość do 30 metrów. To było więcej niż wystarczające dla włoskich płetwonurków, ponieważ ich aparaty oddechowe i tak nie były zalecane do nurkowania na głębokościach większych niż 12 metrów. Trzeba wyraźnie podkreślić, że te 30 metrów to było prawdziwe 30 metrów pod powierzchnią wody - a więc mniej więcej tyle, ile wynosi wysokość 10-piętrowego bloku. Nie miało to nic wspólnego z dzisiejszym oznaczeniem klasy wodoszczelności WR30 mówiącym o tym, że zegarek jest odporny na deszcz czy zachlapanie przy myciu rąk, ale kąpiel w wannie to już może być dla niego za dużo Główną różnicę pomiędzy najwcześniejszym Rolexem ref. 3646 a najpóźniejszym Rolexem ref. 2533 z marca 1939 roku, stanowił mechanizm. Nowy Rolex ref. 3646 napędzany był werkiem Cortébert Cal. 618 z 17 kamieniami, nazywanym też Rolex Cal. 618, bo jako werk produkowany przez Cortéberta dla Rolexa miał na mostku oznaczenie „Rolex” (zdjęcie nr 6). Zresztą w owym czasie w różnych modelach Rolexów nie tylko mechanizmy pochodziły od producenta zewnętrznego - inne części też były wytwarzane przez wyspecjalizowane firmy. I tak np. koperty Oyster produkowała dla Rolexa firma C. R. Spillmann, a tarcze m.in. firma Stern Frères. Jak pamiętamy z pierwszego odcinka tej historii - występujący w zegarku ref. 2533 mechanizm Rolex 663 Extra Prima (czyli Montillier Cal. 663), ze względu na swą delikatność nie nadawał się do wojskowych zegarków naręcznych, dlatego zdecydowano się na werk Cortébert Cal. 618. Podobno propozycję tę najpierw przedstawiono Włochom, a oni ją zaakceptowali bez uwag. Mechanizmy firmy Cortébert znali doskonale, bowiem od lat były używane w zegarkach marki Perseo - służbowych czasomierzach pracowników Kolei Państwowych (Ferrovie dello Stato). Przez długi czas uważano, że Cortébert Cal. 618 był produkowany wyłącznie do zastosowania w zamówionych przez Paneraia zegarkach dla włoskich nurków. To nieprawda. Mechanizm Cortébert cal. 616, który można było znaleźć w tysiącach zegarków kieszonkowych. Wywodzący się od niego Cortébert Cal. 618 z 15 kamieniami został opracowany w roku 1932 specjalnie do kieszonkowych zegarków Rolex Oyster i montowany był wyłącznie w nich (zdjęcie nr 7). Do przeznaczonych dla włoskiej Regia Marina zegarków naręcznych ref. 3646 trafił udoskonalony Cortébert Cal. 618, łożyskowany nie na 15, lecz na 17 kamieniach. Na zdjęciu nr 8 pokazano porównanie montowanych w zegarkach kieszonkowych mechanizmów Cortébert Cal. 616 i Cortébert Cal. 618 z 15 kamieniami. Na zdjęciach nr 9-11 pokazano inny egzemplarz Rolexa ref. 3464 z kanapkową tarczą nitowaną pierwszej generacji. Kanapkowa tarcza nitowana drugiej generacji Uruchomienie dostaw Rolexów ref. 3646 sprawiło, że firma G. Panerai e Figlio postanowiła uprościć łańcuch produkcyjno-logistyczny. Po co samemu produkować tarcze, skoro można je zamówić w firmie wyspecjalizowanej, zajmującej się produkcją cyferblatów? I w dodatku mieszczącej się w Szwajcarii, a więc tam, gdzie powstają zegarki Rolex. Tak więc kolejne nitowane tarcze kanapkowe produkowane były przez co najmniej trzech renomowanych szwajcarskich producentów. Były to firmy Stern Frères z Genewy, Metalem z Le Locle oraz Zelime Jacot z Saint-Imier. Ta ostatnia działa do dziś - obecnie nazywa się Cadrans Flückiger SA i należy do marki Patek Philippe. Tarcze trafiały od swych producentów do Rolexa, a ten montował kompletne zegarki ref. 3646 i gotowe wysyłał do Paneraia, który sprzedawał je Marynarce Wojennej. Szwajcarskie cyferblaty miały identyczną konstrukcję, jak opisana wyżej: dwie płytki z plexi i mosiężna podstawa, wszystko razem połączone dwoma nitami. Na mosiężnej płytce producenci umieszczali swoje oznaczenia. Od tarcz pierwszej generacji na pierwszy rzut oka odróżnić je można przede wszystkim po czcionce napisu "RADIOMIR PANERAI" (zdjęcie nr 12). Teraz czcionka była szersza oraz mniej smukła od tej na tarczach najwcześniejszych i wyglądała niemal identycznie, jak dziś stosowana na cyferblatach zegarków Officine Panerai. Przyglądając się dokładniej widać też różnice w kształcie indeksów - zwłaszcza trójki, która w późniejszym modelu była nakreślona mniej zamaszyście. Na zdjęciu nr 13 jest porównanie obu generacji tarcz nitowanych, a zdjęcia nr 14-19 pokazują trzy egzemplarze Rolexów ref. 3464 z kanapkową tarczą nitowaną drugiej generacji. Niszczące ciepło Kiedy zegarki ref. 3646 trafiły do wojskowego użytku - pojawił się problem. Konstrukcja nitowanych cyferblatów, z ułożonymi na mosiężnej płytce dwiema warstwami pleksi, okazała się bardzo nietrwała i dziś znanych jest zaledwie ok. 20 kompletnych zegarków Rolex ref. 3646 z taką tarczą. Pod wpływem działania temperatury warstwy pleksi odkształcały się, wyginały jak chipsy, po czym blokowały wskazówki i zegarek stawał się bezużyteczny. Skąd się brała temperatura, która niszczyła plastikowe tarcze? Dokładnie nie wiadomo, są jednak dwie teorie. Pierwsza mówi, że cyferblaty deformowały się na skutek ekspozycji na słońce, czyli po intensywnym rozgrzaniu promieniami słonecznymi. Teoria druga doszukuje się niszczącego ciepła w Radiomirze - substancji świecącej używanej przez Paneraia. Maria Skłodowska-Curie odkrywając rad zauważyła, że jest on zawsze "ciepły w dotyku", co było wówczas przełomowym dowodem na istnienie energii wewnątrz atomu. Wydzielające się ciepło jest produktem ubocznym rozpadu promieniotwórczego. Substancja Radiomir utrzymuje temperaturę wyższą niż otoczenie, bo nieustannie emituje energię w postaci promieniowania. Stały strumień energii cieplnej w warunkach izolacji termicznej może nagrzać najbliższe otoczenie do wysokiej temperatury. Zależy ona od masy radu, jego czystości oraz wspomnianej izolacji termicznej otoczenia. Jeden gram czystego radu wydziela około 132-140 kalorii na godzinę. Zdeformowane tarcze plastikowo-mosiężne pierwszej i drugiej generacji pokazano na zdjęciach nr 20-23. Wracając jeszcze na moment do zegarka ref. 2533, pokazanego na trzech zdjęciach we wczorajszym uzupełnieniu pierwszego odcinka: José Perez nie wyklucza, że tarcza w tym egzemplarzu mogła być wcześniej odkształcona i podczas czyszczenia została w jakiś sposób przywrócona do pierwotnego kształtu. Żeby rozwiązać problem deformujących się cyferblatów, należało pilnie skonstruować nowy model, który byłby odporny na odkształcenia termiczne. A jak już uda się to zrobić, to ulepszone tarcze powinny nie tylko trafić do kolejnych partii zegarków podwodnych, ale i zastąpić awaryjne cyferblaty plastikowe w zegarkach już używanych w Królewskiej Marynarce Wojennej Włoch. To temat kolejnego odcinka tej historii. Zdjęcia w kolejności: 1. tarcza nitowana pierwszej generacji [perezcope.com]; 2. konstrukcja tarczy kanapkowej z nitami [perezcope.com]; 3. Rolex ref. 3646 z tarczą nitowaną pierwszej generacji [watchive.eu]; 4. konstrukcja zegarka Rolex ref. 3646 [takertrailers.ee]; 5. koperta wczesnego Rolexa ref. 3646, widok z boku [perezcope.com]; 6. mechanizm Cortébert Cal. 618 z 17 kamieniami w zegarku Rolex ref. 3646 [watchive.eu]; 7. mechanizm Cortébert Cal. 618 z 15 kamieniami w kieszonkowym zegarku Rolex Oyster z 1933 roku; 8. porównanie werków Cortébert montowanych w zegarkach kieszonkowych: Cal. 616 vs. Cal. 618 [perezcope.com]; 9-11. Rolex ref. 3464 z tarczą nitowaną pierwszej generacji [sothebys.com] 12. tarcza nitowana drugiej generacji, produkcji szwajcarskiej marki Zelime Jacot [perezcope.com]; 13. porównanie tarcz nitowanych pierwszej i drugiej generacji [perezcope.com]; 14-19. zegarki Rolex ref. 3646 z tarczą nitowaną drugiej generacji [everywatch.com, perezcope.com]; 20-23. zdeformowane tarcze nitowane pierwszej i drugiej generacji [perezcope.com]. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie tego długiego tekstu
-
Dziękuję bardzo, Panowie, za docenienie i motywację Taki gorący news odnośnie historii Paneraia - tzn. dla mnie gorący, bo dziś go znalazłem, ale tak naprawdę to ciekawostka sprzed dwóch miesięcy. Bardzo ważne uzupełnienie pierwszego odcinka: Proszę spojrzeć na trzy fotki, które 10 stycznia br., opublikował wspomniany wyżej José Perez. Tak wygląda najstarszy znany dziś "zegarek specjalny Oyster dla nurków": Rolex ref. 2533 z pierwszej połowy roku 1936. Należał do pierwszej partii 19 sztuk zegarków w stalowych kopertach, którą Rolex wysłał do Paneraia w czerwcu 1936 roku. Trzy z nich okazały się nieszczelne, więc w lipcu 1936 roku wróciły do producenta i po naprawie zostały odesłane do Florencji w listopadzie roku kolejnego - pisałem o tym w pierwszej części historii o zegarkach dostarczanych przez Paneraia dla Regia Marina, zachęcam do zapoznania się z całością, jest wyżej. Na zdjęciach jest właśnie jeden z tych trzech uszczelnianych ponownie egzemplarzy. José Perez napisał, że jest to dla niego odkrycie roku 2026. Trudno się nie zgodzić. Wcześniej nawet nie było wiadomo, jak te zegarki wyglądały: czy miały subsekundnik i czy tarcza była jeszcze od Rolexa, czy też już od Paneraia, jak w zegarkach z kolejnej dostawy z marca 1939 roku. Prezentowany egzemplarz ma pięknie zachowane wszelkie oznaczenia na tarczy, która - jak podaje José Perez - była czyszczona. Badanie radioaktywności wykazało, że promieniotwórczego radu zostało już bardzo mało. Wskazówki odrestaurowano i na nowo pokryto bezpieczną dla zdrowia lumą. Według Pereza pochodzenie i oryginalność tego zegarka nie budzą najmniejszych wątpliwości.
-
Pierwszy w marcu Flieger Friday i krótka prezentacja 55-milimetrowego B-Uhra - dość egzotycznego, bo z Singapuru W roku 2007 firma Azimuth - którą najbardziej znamy z ekstremalnie dziwnych projektów czasomierzy - wypuściła limitowaną serię 100 zegarków będących cyt. "wyprodukowanym w Szwajcarii, wymyślonym w Singapurze hołdem dla drugowojennych zegarków lotniczych". Beobachtungsuhr Azimuth 55 mm LE ma tarczę Baumuster A i matowo szkiełkowaną kopertę ze stali 316L. Jak na moje pytanie odpisał mi Chris Long, współzałożyciel i współwłaściciel firmy Azimuth - mniej więcej 50 sztuk z tej limitowanej serii wyposażono w koronkę stożkową (zwaną też diamentową), druga połowa dostała koronki walcowe, jak w moim egzemplarzu nr 077/100. Wypuszczając limitkę na rynek firma ponoć zapewniła klientów, że więcej tych zegarków już nie wyprodukuje i póki co chyba dotrzymują słowa, bo nie słyszałem o wznowionej serii. Oczywiście producent zadbał też o zachowanie niebanalnego charakteru zegarka, typowego dla marki Azimuth. Mamy tu więc podwójny dekiel: wewnętrzny przeszklony, a zewnętrzny otwierany na zawiasie. Na pokrytej szlifem genewskim powierzchni wewnętrznej tej otwieranej pokrywki wygrawerowano tabelkę z danymi, na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli wojennych B-Uhrów. Mechanizm AZ 6497 SC to ozdobiony pasami genewskimi i niebieskimi śrubami, zmodyfikowany Unitas 6497-1 z centralnym sekundnikiem. Szafirowe szkło jest wypukłe, czarna tarcza matowa, pasek z bawolej skóry, sprzączka sygnowana. W komplecie, oprócz papierologii, pudełka i ściereczki do szkła, dołączono przyrząd do zmiany pasków - bardzo porządny, sygnowany, ale stalowy, a więc idealny do podrapania koperty podczas jego użycia.
-
Wprawdzie nie reedycja, ale jednak hołd - jak sam producent określił ten zegarek W roku 2007 firma Azimuth - którą najbardziej znamy z ekstremalnie dziwnych projektów czasomierzy - wypuściła limitowaną serię 100 zegarków będących cyt. "wyprodukowanym w Szwajcarii, wymyślonym w Singapurze hołdem dla drugowojennych zegarków lotniczych". Azimuthy 55 mm LE maja tarczę typu A i matowo szkiełkowaną kopertę ze stali 316L. Jak na moje pytanie odpisał mi Chris Long, współzałożyciel i współwłaściciel firmy Azimuth - mniej więcej 50 sztuk z tej limitowanej serii wyposażono w koronkę stożkową (zwaną też diamentową), druga połowa dostała koronki walcowe, jak w moim egzemplarzu nr 077/100. Wypuszczając limitkę na rynek firma ponoć zapewniła klientów, że więcej tych zegarków już nie wyprodukuje i póki co chyba dotrzymują słowa, bo nie słyszałem o wznowionej serii. Producent zadbał też o zachowanie niebanalnego charakteru zegarka, typowego dla marki Azimuth. Mamy tu więc podwójny dekiel: wewnętrzny przeszklony, a zewnętrzny otwierany na zawiasie. Na pokrytej szlifem genewskim powierzchni wewnętrznej tej otwieranej pokrywki wygrawerowano tabelkę z danymi, na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli wojennych Beobachtungsuhrów. Mechanizm AZ 6497 SC to ozdobiony pasami genewskimi i niebieskimi śrubami, zmodyfikowany Unitas 6497-1 z centralnym sekundnikiem. Szafirowe szkło jest wypukłe, czarna tarcza matowa.
-
IWC Porsche Design
-
Dzięki! To były nity, nie śrubki - więcej na temat tej tarczy będzie w kolejnej części
-
Przy okazji pisania o historii tarczy "California" (strona 43) przeglądnąłem cały Klub Heritage i - o dziwo - nie znalazłem nic o Paneraiu, poza jedną jedyną fotką Luminora, wstawioną przez Kolegę @sanik. Pomyślałem, że może zainteresowałby kogoś przegląd modeli wojskowych, od których zaczęła się historia zegarkowa marki Panerai. Kiedy miałem Pama 372 i byłem pełnoprawnym Paneristą, to zgłębiałem temat, namiętnie czytając teksty m.in. "Zegarkowego Detektywa" José Pereza i "Pana Rolexa" Jamesa Dowlinga. Potem wyszukiwałem patenty, porównywałem je, przeżywałem, ekscytowałem się, robiłem notatki, grzebałem w historii nie tylko zegarkowej, spisywałem szczegóły,… Strona José Pereza perezcope.com jest kopalnią wiedzy historycznej, a jej uszczegółowienie niesamowite. Trzeba mieć tylko czas, żeby przez to przebrnąć cierpliwie i poukładać, bo poszczególne teksty nie przedstawiają tematu w kolejności chronologicznej, a wiele informacji powtarza się w różnych miejscach. Perez to ten gość, który m.in. trzy lata temu odkrył , że kupiony przez muzeum Omegi za 3,3 miliona dolarów Speedmaster Broad Arrow z brązową tarczą to składak. A James Dowling - wiadomo: chyba najbardziej znany badacz dziejów marki Rolex, z którą historia Panerai jest związana nierozerwalnie. Zanim dojdziemy do współczesnych reedycji, to wypadałoby przedstawić edycje - a tych nie da się opisać bez odrobiny historii marki W roku 1860 roku Giovanni Panerai otworzył we Florencji sklep z zegarkami, który z czasem rozwinął się nie tylko w zakład zegarmistrzowski, ale i w szkołę dla zegarmistrzów (zdjęcie nr 1). Z pokolenia na pokolenie interes rodzinny trafił do Guido Paneraia, który ożenił się z Guglielminą Fracei. Jej ojciec był właścicielem dobrze prosperującego warsztatu mechanicznego, co umożliwiło rozszerzenie działalności i tak oto firma Panerai stała się dostawcą Królewskiej Marynarki Wojennej Włoch (Regia Marina). Dostarczano m.in. różnego rodzaju mechanizmy precyzyjne, latarki, chronometry morskie, chronografy, a także bardzo nowoczesne celowniki, które świeciły w ciemności. Celownik, który świeci Prawdopodobnie 7 grudnia 1914 roku Guido Panerai opatentował we Włoszech luminescencyjny celownik radowy - numeru ani tytułu tego patentu nie udało mi się odnaleźć. Celownik radowy był protoplastą doskonale dziś znanych i powszechnie używanych celowników trytowych (zdjęcie nr 2). Materiał luminescencyjny znajdował się w hermetycznie zamkniętych kapsułkach, które umieszczono w przyrządach celowniczych. Składał się on z mieszaniny siarczku cynku i radu. Promieniotwórczy rad emitował cząstki alfa, które bombardowały kryształki siarczku cynku, wywołując ciągłą luminescencję, bez konieczności wcześniejszego naświetlania światłem słonecznym. Swoje świecące przyrządy Guido Panerai patentował też zagranicą - udało mi się odnaleźć następujące patenty (kolejność według zgłaszania, obrazki powiększają się): - patent francuski nr 491014 pt. "Celowniki podświetlane radem do nocnego wystrzeliwania torped i do prowadzenia ognia artyleryjskiego", zgłoszony 24.09.1914, przyznany 19.05.1919 (zdjęcie nr 3); - patent francuski nr 491015 pt. "System podziałki radioluminescencyjnej do przyrządów lotniczych", zgłoszony 9.03.1915, przyznany 19.05.1919 (zdjęcie nr 4); - patent brytyjski nr 12270 pt. "Ulepszenia w urządzeniach celowniczych do broni palnej i wyrzutni torped", zgłoszony 25.08.1915, przyznany 15.03.1917 (zdjęcie nr 5); - patent brytyjski nr 12273 pt. "System radioluminescencyjnych podziałek do zastosowań lotniczych lub podobnych przyrządów", zgłoszony 25.08.1915, przyznany 3.08.1917 (zdjęcie nr 6); - patent brytyjski nr 104905 pt. "Ulepszenia związane z celownikami radioluminescencyjnymi", zgłoszony 20.03.1916, przyznany 20.03.1917 (zdjęcie nr 7). Na zdjęciach nr 3-6 widać, że francuskie patenty nr 491014 i nr 491015 mają swoje odpowiedniki w później zgłoszonych, lecz wcześniej przyznanych brytyjskich patentach nr 12270 i nr 12273. W patencie nr 12270 o nowych przyrządach celowniczych z wbudowanymi kapsułkami radowymi napisano tak: "Niniejszy wynalazek dotyczy przyrządów celowniczych, które stają się luminescencyjne dzięki zastosowaniu radu. […] Przyrządy te są przeznaczone do stosowania w broni strzeleckiej, karabinach maszynowych, artylerii i wyrzutniach torped tak, by broń ta mogła być używana w nocy z większą celnością, niż dotychczas". Patent nr 12273 wprost nawiązuje do patentu nr 12270: opisano tu indeksy na tarczach przyrządów lotniczych (wysokościomierze, prędkościomierze, kompasy, itp.) wykonane z cienkich rurek szklanych, wypełnionych mieszaniną radu i siarczku cynku oraz analogicznie skonstruowane wskazówki tychże przyrządów. Z kolei patent nr 104905 dotyczy szklanych lotniczych celowników radioluminescencyjnych, z wygrawerowanymi znakami celowniczymi, które wypełniono farbą zawierającą substancję świecącą. Radiomir Używaną w patentowanych przyrządach mieszankę radu z siarczkiem cynku nazwano "Radiomir". To akronim z włoskich słów "radio" (rad) i "mire" lub "mirino" (celownik), który wkrótce stał się synonimem wszelkich produktów luminescencyjnych produkowanych przez Paneraia. Pierwsza wzmianka o Radiomirze ponoć pojawiła się w załączniku do patentu zgłoszonego we Francji 23 marca 1916 roku - tak twierdzi teraźniejsza firma Officine Panerai. Przekopałem wszystkie znane mi bazy patentów i nie udało mi się znaleźć żadnego, który byłby zgłoszony 23 marca 1916 roku i odnosił się do Paneraia. Przypuszczalnie Guido Panerai mógł w tym dniu zgłosić we Francji zastrzeżenia dotyczące szklanych celowników lotniczych, bowiem trzy dni wcześniej zgłosił je w Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał na nie wspomniany patent brytyjski nr 104905. W załączniku do tego brakującego patentu podobno został zastrzeżony Radiomir. Jeśli to prawda, to zastrzeżona mogła być tylko nazwa handlowa "Radiomir", ale nie sama substancja świecąca. Gudio Panerai nigdy nie opatentował luminescencyjnej mieszaniny radu z siarczkiem cynku, bo nie mógł tego zrobić. Substancję tę wynalazł dekadę wcześniej George F. Kunz z Nowego Jorku, który otrzymał na nią patenty amerykańskie nr 789811 i 789812, zgłoszone odpowiednio 24 września i 23 grudnia 1903 roku, czyli pięć lat po odkryciu radu przez Marię Skłodowską-Curie. Oba patenty zostały przyznane 16 maja 1905 roku. Tymczasem wszędzie można przeczytać, że to Panerai opatentował mieszankę radu i siarczku cynku pod nazwą Radiomir. I oczywiście nikt z piszących takie rzeczy nie podaje numeru czy choćby tytułu patentu Paneraia na tę mieszankę... Opowieści o rzekomym opatentowaniu przez Paneraia materiału luminescencyjnego na bazie radu to bajki: Guido Panerai opatentował rozmaite przyrządy z tą substancją, ale nie samą substancję. Zaczęło się od "Świni" Na początku września 1935 roku, w napiętej sytuacji na miesiąc przed rozpoczęciem II wojny włosko-abisyńskiej, brytyjska Royal Navy urządziła demonstrację siły i wpłynęła na Morze Śródziemne. Włosi zdali sobie sprawę, że ich Regia Marina nie ma najmniejszych szans w ewentualnym starciu z Królewską Marynarką Wojenną Wielkiej Brytanii. Desperacko potrzebowali nowej broni, którą można byłoby szybko wyprodukować i zadawać nią druzgocące ciosy wrogom. Błyskawicznie utworzyli więc tajny ośrodek badawczo-rozwojowy, zajmujący się konstrukcją specjalnych morskich środków szturmowych, który później przekształcono w jednostkę bojową morskich operacji dywersyjnych. Ośrodek był tajny, bo prowadzone w nim prace, m.in. nad torpedami załogowymi, naruszały postanowienia obowiązującego wówczas Traktatu Waszyngtońskiego z roku 1922, który regulował i ograniczał zbrojenia morskie, a wygasał dopiero w roku 1938. Podczas badań nad nowymi środkami bojowymi powróciła koncepcja załogowej torpedy sterowanej - miniaturowego okrętu, transportującego do celu nurków i ładunek wybuchowy, który mieli podłożyć. Nie było to nic nowego: samobieżną torpedę nawodną - skonstruowaną przez kapitana Raffaele Rosettiego i zwaną "Pijawką" (Mignatta) - Włosi mieli już w czasie I wojny światowej. Użyli jej skutecznie w roku 1918, zatapiając austro-węgierski pancernik Viribus Unitis. Nowa, opracowana w tajnym ośrodku badawczym przez kapitanów Teseo Tesei i Elliosa Toschiego, torpeda wolnobieżna Silura a Lente Corsa (SLC) była rozwinięciem "Pijawki" i mogła operować nie tylko na wodzie, ale i pod wodą (zdjęcie nr 8). Dużo później do torpedy przylgnęło przezwisko "Świnia" (Maiale), kiedy to kierujący nią porucznik Luigi Durand de la Penne porównał podróżowanie na SLC do rodeo na świni. Pierwsze dwa prototypy SLC ukończono w październiku 1935 roku, w warsztatach torpedowych San Bartolomeo w La Spezia. I właśnie z tym faktem i z tą datą badacze tematu wiążą początek historii firmy Panerai jako dostawcy zegarków wojskowych. Zamówienie Kiedy Regia Marina zdała sobie sprawę, że potrzebuje odpowiedniego zegarka dla swoich nowych, tworzących się właśnie jednostek podwodnych - naturalnie zwróciła się do firmy Panerai, która od lat była sprawdzonym dostawcą specjalistycznego sprzętu dla Królewskiej Marynarki Wojennej Włoch. W roku 1935 rodzina Panerai prowadziła we Florencji dwa przedsiębiorstwa. Warsztat mechaniki precyzyjnej G. Panerai e Figlio produkował różne przyrządy dla włoskiej Regia Marina. Był też sklep z zegarkami i zakład zegarmistrzowski Orologeria Svizzera (zdjęcie nr 9). Już sama nazwa sklepu - Zegarmistrzostwo Szwajcarskie - informowała o asortymencie: firma była oficjalnym sprzedawcą detalicznym takich marek, jak m.in. Vacheron & Constantin, Rolex czy Longines. Całością zarządzał Giuseppe Panerai - syn wspomnianego wyżej Guido. Jak opowiadał później Giuseppe Panerai - w październiku tegoż 1935 roku, a więc w dniach, kiedy ukończono pierwsze prototypy "Świni" - zadzwonił do niego przedstawiciel Regia Marina i umówili się spotkanie. Przybyły oficer marynarki wyłuszczył problem: dyrektor Panerai został poproszony o przygotowanie wodoszczelnego kompasu i zegarka dla nurków oraz operatorów pojazdów podwodnych. Zamówienie wyglądało na intratne - tyle, że na pierwszy rzut oka wydawało się kłopotliwe. Firma Panerai nie miała bowiem żadnych doświadczeń z produkcją zegarków, tym bardziej zegarków wodoszczelnych. Ale miała za to dobre kontakty z Rolexem, którego zegarki sprzedawała od lat. A przecież Rolex od niemal dekady oferował czasomierze w kopertach Oyster, odpornych na zanurzenie w wodzie (zdjęcie 10). Tak więc mając dobre układy z Rolexem, Giuseppe Panerai problem zegarka dla nurków mógł uznać za rozwiązany. Rolex ref. 2533 Zanim powstał model Oyster, firma Wilsdorf & Davis (czyli późniejszy Rolex) już od roku 1910 używała kopert skonstruowanych i opatentowanych przez Françoisa Borgela (zdjęcie 11). Koperta Rolex Oyster z 1926 roku miała budowę bardzo podobną - opisywał ją patent szwajcarski nr 120851, zgłoszony 21 września 1926 roku i przyznany 16 czerwca 1927 roku (zdjęcie nr 12). Hermetyczne uszczelnienie zegarka odbywało się poprzez docisk bezela, dekla i koronki. Porównanie kopert Borgel i Oyster pokazano na zdjęciu nr 13. Równolegle z modelem naręcznym, Rolex zaoferował zegarek kieszonkowy z 47-milimetrową kopertą Oyster, która również miała charakterystyczny, poduszkowaty kształt (zdjęcie nr 14). W środku cykał mechanizm Rolex 663 Extra Prima, produkowany przez Montilliera (zdjęcie nr 15). Model kieszonkowy okazał się katastrofą. Nikt nie chciał go kupować, bo po co komu wodoszczelny zegarek do kieszeni kamizelki? Ale producent nie zamierzał pozwolić, żeby gotowe już egzemplarze zmarnowały się, dlatego postanowił je przerobić. Z koperty usunięto mocowanie do łańcuszka i przylutowano do niej druciane ucha do mocowania paska. Tarczę z mechanizmem obrócono o 90 stopni - mały sekundnik przemieścił się więc z godziny 6 na 9, a koronka z godziny 12 na 3. Poprawiony w ten sposób zegarek trafił do katalogu firmowego w roku 1935 jako model o numerze referencyjnym 2533 (zdjęcie nr 16). "Zegarki specjalne Oyster dla nurków" Kiedy Giuseppe Panerai zobaczył w katalogu Rolexa model 2533 - miał gotową odpowiedź na wymagania postawione przez Regia Marina: zegarek był wodoszczelny, wielki i czytelny. Inne firmy też produkowały zegarki wodoszczelne. Jeśli któryś miał kopertę 32- czy 33-milimetrową, to już był naprawdę duży jak na owe czasy - ale do wygodnego odczytu czasu głęboko pod wodą było to wciąż za mało. Tymczasem Rolex ref. 2533 w swej 47-milimetrowej kopercie był aż półtorakrotnie większy! Do tego miał duże i szerokie, świecące farbą radową indeksy oraz również świecące wskazówki, włącznie z małą wskazówką subsekundnika. Giuseppe Panerai opowiadał, że po wizycie oficera marynarki złożył zamówienie zegarek ref. 2533 od razu w dniu, w którym znalazł go w katalogu. Zamówiony egzemplarz wysłano do Florencji 24 października 1935 roku. Zegarek kosztował 640 lirów włoskich, był w kopercie z 9-karatowego złota i miał wspomniany mechanizm Rolex 663 Extra Prima. Kaliber ten jest dość skomplikowany i delikatny - może i mógł być dobrym wyborem do zegarków kieszonkowych, ale ze względu na swą delikatność nie nadawał się do wojskowych zegarków naręcznych. W styczniu 1936 roku odbyły się pierwsze, pomyślne testy "Świni", po czym w tymże roku 1936 prace nad rozwojem torpedy SLC wstrzymano. Przetestowano też pierwszego, złotego Rolexa ref. 2533 i Regia Marina złożyła zamówienie na kolejnych 19 sztuk, ale tym razem już z wyraźnym zastrzeżeniem: koperty mają być ze stali nierdzewnej. Rolex wysłał te zegarki do Paneraia w dniu 13 czerwca 1936 roku, rachunek opiewał na 9500 lirów włoskich. Kolejne testy wykazały problem ze szczelnością trzech egzemplarzy pochodzących z tej partii i Panerai zwrócił Rolexowi zegarki o numerach seryjnych 72280, 72284 i 72285 w dniu 27 lipca 1936 roku. Zostały one uszczelnione i wraz ze skórzanymi paskami odesłane do Paneraia. Odbyło się to nieśpiesznie, bo dopiero po upływie 16 miesięcy - w dniu 20 listopada 1937 roku. Odsyłając trzy naprawione egzemplarze, firma Rolex po raz pierwszy napisała, że są to cyt. "zegarki specjalne Oyster dla nurków". W roku 1938 wznowiono prace nad rozwojem "Świni". Kolejna partia Rolexów ref. 2533, która liczyła 15 sztuk zegarków w kopertach stalowych (bez pasków i pudełek), została wysłana do Paneraia w dniu 7 marca 1939 roku. Na fakturze zaznaczono, że to "stalowe zegarki specjalne Oyster dla nurków", a także po raz pierwszy w tej historii podano, że tarcze do nich zostały dostarczone przez Paneraia. Czyli tarcze wyprodukowała firma G. Panerai e Figlio lub jakiś podwykonawca na jej zlecenie, po czym zostały one wysłane do Rolexa, gdzie dokonano końcowego montażu zamówionych zegarków. Badacze tematu twierdzą, że były to doskonale nam znane tarcze w najwcześniejszej ich wersji, już z oznaczeniem "RADIOMIR PANERAI" - takie, jak na zdjęciu nr 17. Ciąg dalszy nastąpi - oczywiście jeśli Klubowicze będą chcieli Zdjęcia w kolejności: 1. Giovanni Panerai - założyciel firmy - przed swoim sklepem [madridluxurydistrict.com]; 2. trytowe przyrządy celownicze; 3. patent francuski nr 491014; 4. patent francuski nr 491015; 5. patent brytyjski nr 12270; 6. patent brytyjski nr 12273; 7. patent brytyjski nr 104905; 8. "Świnia", czyli torpeda wolnobieżna SLC [esploratorianfibi.it]; 9. sklep Orologeria Svizzera, zdjęcie z roku 1934 [perezcope.com]; 10. Rolex Oyster z roku 1926 [rolex.com]; 11. koperty Borgela w reklamie z roku 1912 [watch-wiki.com]; 12. koperta Oyster, rysunek z patentu szwajcarskiego nr 120851 [rolexmagazine.com]; 13. porównanie koperty Borgela z kopertą Oyster [dumarko.com]; 14. kieszonkowy Rolex Oyster [oracletime.com]; 15. mechanizm Montillier 663 [WUS]; 16. Rolex ref. 2533, rysunek z katalogu Rolexa z roku 1935 [perezcope.com]; 17. tarcza kanapkowa pierwszego typu, montowana w zegarkach ref. 2533 z 1939 roku [perezcope.com]. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie tego długiego tekstu
-
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ostatni w lutym Flieger Friday i kolejny odcinek prezentacji produkowanych po II wojnie światowej, limitowanych serii 55-milimetrowych B-Uhrów marki Laco. Laco ref. 861334 i 861367 (strona 19) oraz pochodzący od ref. 861334, pokazany wyżej W-07, zaliczyły kilka wpadek. Przeszklony dekiel nie pasował do B-Uhrowego klimatu. Jakby tego było mało - ukazywał mechanizm nie dość, że zupełnie nieatrakcyjny wizualnie, to jeszcze automatyczny i równie niepasujący do atmosfery tych zegarków. Poza tym na kopertach zabrakło tradycyjnego oznaczenia FL 23883. I albo firma sama dostrzegła te niedociągnięcia, albo klienci zwrócili jej na to uwagę - najważniejsze, że w kolejnych limitowanych seriach było już lepiej. Ale zanim te kolejne 55-milimetrowe zegarki nadeszły, nastały ciężkie czasy i w dniu 30 czerwca 2009 roku firma Laco Erich Lacher Uhrenfabrik GmbH & Co. KG ogłosiła upadłość. Intensywne poszukiwanie inwestorów przyniosło skutek szybki, acz krótkotrwały: wprawdzie Laco zostało przygarnięte do Kienzle AG, ale już 18 stycznia 2010 roku i tę spółkę postawiono w stan upadłości. Tymczasem - mimo bankructwa nowego właściciela marki Laco - już niespełna miesiąc później, bo 10 lutego 2010 roku ruszyła przedsprzedaż dwóch serii limitowanych B-Uhrów Laco o średnicy 55-milimetrów: ref. 861663 Baumuster A i ref. 861664 Baumuster B. Każdy model wyprodukowano w liczbie 50 egzemplarzy, o numerze limitacji w zapisie xx/50. Cena, która przy zamówieniu pre-order wynosiła 999 EUR, w sprzedaży normalnej wzrosła później do 1500 EUR. Oba modele były bliźniakami technicznymi, różniącymi się tarczą i wskazówkami - podobnie, jak poprzednio prezentowane zegarki ref. 861334 i 861367, do których zresztą nowe ref. 861663 i 861664 były bardzo zbliżone. Zatem koperta była stalowa o powierzchni szkiełkowanej, szafirowe szkło było wypukłe, a zamknięty w pętlę skórzany pasek miał mosiężne nity, "kaletniczą" sprzączkę oraz szlufki ze stali i skóry. Wszystkie wskazówki w obu modelach były luminescencyjne, w zegarkach ref. 861664 tarcza typu B miała pierścień godzinowy ze świecącymi punktami i nadal miała lumę na wszystkich liczbowych indeksach minutowych, co nie było zgodne z historycznymi konstrukcjami Baumuster B. Wspominałem o tym wcześniej: w drugowojennych zegarkach świeciły tylko parzyste liczby minut. Wskazówki również były takie, jak we wcześniej opisanych limitkach: z szarą czy czarną obwódką, w modelu z tarczą A prawidłowe, zaś w modelu B pomieszane, bo stanowiące mix typów A (minutowa) i B (godzinowa). Zachowano także niebanalne opakowanie: brązowe, kartonowe pudło zewnętrzne i masywną, drewnianą skrzynię wewnętrzną, z szufladą zamykaną na skórzany pasek i metalową tabliczką z numerem zegarka. A więc dotąd wszystko jak poprzednio. Bo tak naprawdę więcej pozostawiono, niż zmieniono. Ale jak już zmieniano, to zmieniono elementy drobne, acz bardzo podnoszące atrakcyjność zegarków ref. 861663 i 861664 w porównaniu do wcześniejszych ref. 861334 i 861367. Rzut oka na spód zegarka i już widzimy pierwszą zmianę: poprawiono dekiel, który nie miał już tej koszmarnej szybki, lecz był pełny. Na jego powierzchni zewnętrznej wygrawerowano tabelkę z danymi, na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli B-Uhrów Luftwaffe. Z tabelki dowiadujemy się, że nasz zegarek to Beobachtungsuhr typu B, o numerze xx/50, z werkiem A07.111, wykonany według specyfikacji Fl.23883 (w takim właśnie zapisie: z kropką i małą literą "L") przez firmę Laco. Moim zdaniem dokładnie tak powinien wyglądać dekiel w B-Uhrze przygotowanym dla współczesnych miłośników tematu - z cieszącą oczy tabelką na widocznym miejscu, a nie ukrytą wewnątrz, jak w historycznym oryginale. Druga poprawka dotyczy mechanizmu. ETA Valgranges A07.111 pozostała, ale by zbliżyć ją do klimatu wojennych oryginałów - przerobiono ją z naciągu automatycznego na manualny, pozbawiając wahnika. Mechanizm ozdobiony jest szlifem perlistym i niebieskimi śrubami oraz wyposażony w system antywstrząsowy Incabloc. Trzecia różnica to możliwość wygrawerowania na kopercie numeru specyfikacji wojskowej FL 23883, przy czym zmiana ta była opcją - wcześniej niedostępną, teraz możliwą do zamówienia za dodatkową opłatą. Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcia. Na pierwszych ośmiu jest zegarek ref. 861663 nr seryjny 32/50 (Baumuster A), potem mechanizm wspólny dla obu modeli i osiem fotek modelu ref. 861664 nr seryjny 31/50 (Baumuster B). W pierwszym zegarku powierzchnia koperty po przeciwnej stronie koronki wciąż świeci łysiną, jak w poprzednich limitkach ref. 861334 i 861367. Za to w drugim już jest należycie oznaczona na zamówienie nabywcy. Warto też zwrócić uwagę na krój czcionki liter i cyfr, bardzo zbliżony do tego, który używano na wojskowych zegarkach w czasie wojny. Doceniam tę dbałość. Bo np. Stowa - również producent wojennych B-Uhrów - do dziś nie przejmuje się tym szczegółem i stosuje czcionkę kompletnie przypadkową. Zresztą Laco napisy w tej formie stosuje obecnie nie tylko w linii zegarków Pilot Original (której protoplastami były opisywane tu po kolei limitacje), ale też w serii Pilot PRO. Czwartą różnicą była wielkość produkcji: tu już nie było serii po 500 zegarków każdego typu, jak w modelach ref. 861334 i 861367, lecz zaledwie po 50. Bo dla niektórych nabywców to rzecz ważna, by cieszyć się zegarkiem, który na całym świecie ma 49, a nie 499 braci. Wiosną roku 2010 Laco odrodziło się: z garstką pracowników, z planem skupienia się na produkcji manufakturowej, a nie wielkoprzemysłowej i z nową nazwą, nawiązującą do tego planu - Laco Uhrenmanufaktur GmbH. Kolejne 55-milimetrowe Beobachtungsuhry firma przygotowała z okazji swego 85-lecia, jesienią tegoż 2010 roku. Ale to już temat na następny odcinek. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie -
@alpaczino Piękny ten Twój Laczek, a otworek w przeciwwadze sekundnika rządzi! Azimuth też tak ma:
-
Klub Miłośników Zegarków STOWA
Dirty Harry odpowiedział LukasS → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
W roku 2006, na zamówienie holenderskiego forum zegarkowego, Jörg Schauer przygotował limitowaną serię B-Uhrów liczącą zaledwie 5 sztuk i nazwaną "DZVL-1". DZVL to skrót od De Zin Van Luxe ("Znaczenie Luksusu") - nazwy nieistniejącego już, holenderskie forum dla miłośników luksusowych zegarków. Forum holenderskiego, a nie duńskiego - jak czasem błędnie piszą w internetach. Zegarek o 36-milimetrowej średnicy miał szafirowe szkło i pełny, stalowy dekiel. Ramki luminescencyjnych wskazówek głównych oraz długa przeciwwaga wskazówki centralnego sekundnika były termicznie barwione na niebiesko. Na czarnej tarczy umieszczono firmowe logo i oznaczenie kraju pochodzenia ("MADE IN GERMANY"). Substancję świecącą niestety położono tylko na kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z kropkami. Na zakręcanym deklu wygrawerowano doskonale znaną tabelkę, sporządzoną na podobieństwo tych na wewnętrznej stronie dekla wojennego Beobachtungsuhra. Można się z niej dowiedzieć, że zegarek to B-Uhr marki Stowa, o numerze seryjnym X/5, z mechanizmem ETA 2801-2, wykonany według wymogów nazwanych "DZVL-1" i wyprodukowany przez Jörga Schauera. Szczegółem, który najbardziej zwraca uwagę jest koronka w kształcie cebuli - ale takiej prawdziwej cebuli: niemal idealnie kulista, a nie spłaszczona, wydłużona, czy w jakiś inny sposób zniekształcona, jak zazwyczaj w zegarkach. Piękna! Mechanizm W środku cykał ręcznie nakręcany mechanizm ETA 2801-2, pracujący z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Sprzączka paska miała logo i nazwę firmy, ale nie była numerowana, jak w poprzednich, wyżej opisanych seriach limitowanych. Na pierwszym z poniższych zdjęć jest zegarek nr 1/5. Na czterech kolejnych obrazkach egzemplarz nr 2/5, a na dwóch ostatnich - nr 3/5. Zdjęć zegarków nr 4/5 i 5/5 niestety nie mam w swoich zbiorach. -
Dziękuję bardzo! Zlecenie od Laco to nie… Raczej od tych Kolegów z naszego Fan Clubu Pilotów, którzy czytają moje wpisy i regularnie dopingują mnie do kolejnych, jak m.in. Ty Laco było parę pięter wyżej, więc w dzisiejszy Flieger Friday króciutka prezentacja ekstremalnie rzadkiej Stowy. Przypomnę, że o wcześniejszych wybranych limitkach tej marki można poczytać w naszym Fan Clubie Pilotów na: - str. 168 - limitowana seria 70 sztuk na 70 rocznicę marki (rok 1997); - str. 171 - limitowana seria 75 sztuk "Bremen D 1167" na 75 rocznicę marki (rok 2002); - str. 171 - limitowana seria 100 sztuk z mechanizmem Durowe 7420 (rok 2002 lub 2003). W roku 2006, na zamówienie holenderskiego forum zegarkowego, Jörg Schauer przygotował limitowaną serię B-Uhrów liczącą zaledwie 5 sztuk i nazwaną "DZVL-1". DZVL to skrót od De Zin Van Luxe ("Znaczenie Luksusu") - nazwy nieistniejącego już, holenderskie forum dla miłośników luksusowych zegarków. Forum holenderskiego, a nie duńskiego - jak czasem błędnie piszą w internetach. Zegarek o 36-milimetrowej średnicy miał szafirowe szkło i pełny, stalowy dekiel. Ramki luminescencyjnych wskazówek głównych oraz długa przeciwwaga wskazówki centralnego sekundnika były termicznie barwione na niebiesko. Na czarnej tarczy umieszczono firmowe logo i oznaczenie kraju pochodzenia ("MADE IN GERMANY"). Substancję świecącą niestety położono tylko na kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z kropkami. Na zakręcanym deklu wygrawerowano doskonale znaną tabelkę, sporządzoną na podobieństwo tych na wewnętrznej stronie dekla wojennego Beobachtungsuhra. Można się z niej dowiedzieć, że zegarek to B-Uhr marki Stowa, o numerze seryjnym X/5, z mechanizmem ETA 2801-2, wykonany według wymogów nazwanych "DZVL-1" i wyprodukowany przez Jörga Schauera. Szczegółem, który najbardziej zwraca uwagę jest koronka w kształcie cebuli - ale takiej prawdziwej cebuli: niemal idealnie kulista, a nie spłaszczona, wydłużona, czy w jakiś inny sposób zniekształcona, jak zazwyczaj w zegarkach. Piękna! Mechanizm W środku cykał ręcznie nakręcany mechanizm ETA 2801-2, pracujący z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Sprzączka paska miała logo i nazwę firmy, ale nie była numerowana, jak w poprzednich seriach limitowanych. Na pierwszym z poniższych zdjęć jest zegarek nr 1/5. Na czterech kolejnych obrazkach egzemplarz nr 2/5, a na dwóch ostatnich - nr 3/5. Zdjęć zegarków nr 4/5 i 5/5 niestety nie mam w swoich zbiorach. Dziękuję za przeczytanie
-
Króciutkie uzupełnienie powyższej prezentacji Laco ref. 861829 i ref. 861830, w której na końcu wspomniałem o wczesnej tarczy typu B. Różnice pomiędzy starszą a nowszą tarczą Baumuster B pokazuje poniższe zestawienie zdjęć wojennych Laco: po lewej tarcza wcześniejsza, po prawej późniejsza. Tarcza starsza była sukcesywnie zastępowana nowszą podczas fabrycznych przeglądów i remontów zegarków.
-
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki! No to produkujemy dalej Po przygotowaniu w roku 2000 serii 55-milimetrowych zegarków na 75. rocznicę Laco, zbudowanych z części pochodzących ze drugowojennych zapasów (strona 18) i dwóch seriach o tej samej średnicy, wyprodukowanych z okazji 80-lecia przypadającego w roku 2005 (ref. 861334 i ref. 861367 - strona 19), w roku 2007 pojawiło się trzecie limitowane wydanie Beobachtungsuhrów Laco 55 mm. Mało kto o tych zegarkach słyszał - pan z firmy Laco, którego poprosiłem o firmowe zdjęcia tego modelu, ode mnie dowiedział się, że taka limitka w ogóle istniała. Selfridges Wonder Room to specjalna, luksusowa przestrzeń w domu towarowym Selfridges w Londynie, która jest znana z prezentowania i sprzedaży najbardziej ekskluzywnych, często limitowanych i unikatowych produktów, w tym m.in. zegarków. Krótko mówiąc - "pokój cudów", pełen luksusowych skarbów, znajdujący się w sercu jednego z najsłynniejszych domów towarowych na świecie. Powstał we wrześniu 2007 roku, a uroczyste otwarcie, w którym m.in. wzięli udział Kate Hudson i Stevie Wonder, odbyło się 20 listopada 2007 roku. I z tej okazji zamówiono w Laco limitowaną serię 25 sztuk B-Uhrów Baumuster A z napisem "W-07" na tarczy, oznaczającym Wonder Room i rok 2007. Zegarki specyfikacją odpowiadały opisanemu na poprzedniej stronie Laco ref. 861334: wszystko tu było identyczne, oczywiście poza tarczą. Ta sama była koperta, ten sam mechanizm, ten sam zamknięty pasek oraz piękne drewniane pudło z szufladą. Nie udało mi się dowiedzieć, czy oprócz tego zamówienia powstały kiedykolwiek jeszcze jakieś inne Beobachtungsuhry Laco o średnicy 55 mm, które wyprodukowano dla konkretnego klienta. W Laco też dziś tego nie wiedzą, bo zegarki wyprodukowała jeszcze firma Erich Lacher Uhrenfabrik GmbH & Co. KG, która w połowie 2009 roku ogłosiła upadłość. W obecnej firmie Laco GmbH nie zachowały się na temat tego modelu żadne dokumenty, nawet nie wiadomo jaki jest jego numer referencyjny. Porządnych zdjęć też znaleźć nie można - zamieszczam te, które mam w swoim archiwum. -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Na tym zegarku katalogowo też jest 10:09 - zakładam, że to zdjęcie jest pierwowzorem -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ale to nie moja ręka na zdjęciach - to już jest level hard, do którego jednak trochę mi brakuje -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Florenz albo Venedig z postarzaną tarczą Erbstück -
...i wtedy wchodzi Erbstück, caaały na biało!
