Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

ireo

Użytkownik
  • Content Count

    1534
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

5203 Guru zegarmistrzostwa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Teraz Polska!
  • Hobby
    zegary i zegarki (duże i małe), fotografia (film's not dead, it just smells funny), rysunek, polskie 20-lecie, ogród, psy i koty, motocykle, hi-end audio i jeszcze parę

Recent Profile Visitors

2455 profile views
  1. Z edycji na edycję sylwetka nurka na deklu wydaje mi się coraz lepiej wykonana. We wczesnych wersjach nurek sprawiał takie wrażenie, jakby doznał zwichnięcia obydwu stawów barkowych, spowodowanego zapewne przez potworne ciśnienie wody na dużej głębokości. Obecnie mu się poprawiło i jest całkiem OK, może oprócz sposobu trzymania tego harpuna czy innej lancy podwodnej, która wygląda jakby chciała uciec nurkowi z rąk. W następnej edycji być może uda się to opanować, a nurek to już w ogóle chyba będzie wachlował płetwami w 3D i 4K.
  2. Czarny smar pokochał śrubkę, by odłożyć ją na kupkę śrubek, które kochał wcześniej. Trochę wyszło to obleśnie, nie mówiąc, że sadystycznie. Czy na pewno "platonicznie"?
  3. Nie wiem, czy miałeś okazję zobaczyć emaliowaną tarczę wykonaną współcześnie, nawet niekoniecznie w zegarku marki Omega. Jeśli nie, radzę najpierw dobrze przyjrzeć się na żywo.
  4. Właściwie wpadłem tu w innym celu, bo dziś natknąłem się na tekst następujący (pisownia oryg.; autora nie podaję, bo nie o to chodzi): "Współczuję tej śróbki. A sam zegarek ładny i z gatunku tych mniej spotykanych." Atak został wyprowadzony w przemyślany, dwufazowy sposób. Najpierw poraził mnie błąd ortograficzny, pełniący rolę przygotowania artyleryjskiego, bo najbardziej rzucał się w oczy. Następnie trafiła mnie konstrukcja "współczuć czegoś" zamiast "komuś", z dopełniaczem zamiast celownika. Gdybym zachował zdolność operacyjną, mógłbym się jeszcze zastanawiać, czy z "gatunkiem mniej spotykanych" aby na pewno wszystko było w porządku, ale niestety poległem wcześniej. Faktycznie. Zapomniałem już, jak to było. Za to przypomniałem sobie, że znam jedną panią z takich środowisk, która uparcie przekręca znane powiedzenie francuskie. Zamiast noblesse oblige ciągle mówi "noblis obleż", co wychodzi bardzo śmiesznie. I za każdym razem walczę ze sobą, żeby się nie roześmiać, bo podejrzewam, że to jednak prawdziwa, utrwalona pomyłka, a nie żart.
  5. Znaczy, chodzi o Ciemnogród? Red. Michalkiewicz jedynie zaproponował pseudonim, nacechowany swego rodzaju czułością. Może dlatego w pewnych kręgach się przyjął, a i mnie wydał się całkiem trafny, bo zdrowiej jest obśmiewać nieudane zjawiska i osoby, niż się na nie złościć.
  6. Elektryczny nasz noblysta, od 2008 r. oficjalnie zaliczony w poczet "Mędrców Europy". I znów nie wiem, jaką literą ten "Mędrzec". Może, jeśli zostawię cudzysłów, to przejdzie. O, i jeszcze przecinek po "może". Co zdanie, to problem, proszę państwa.
  7. Nie wiedziałem, że Kukuniek ma profil na LinkedIn. I teraz myślę, małą literą czy wielką? Chyba wielką, dla wywołania odpowiednio "wielkościowego" wrażenia. Poza tym to już praktycznie nazwa własna.
  8. Na temat tego modelu mam zdanie zupełnie przeciwne. To fenomenalny zegarek z krótkiej serii Olympic Official Timekeeper o powściągliwej elegancji, w idealnym rozmiarze, z rzadką u Omegi emaliowaną tarczą. Nie, nie jest to rzecz "bez historii", a indeksy godzinowe nie są "krótszą wersją wskazówek". Chociaż należy do serii Olympic, stylistycznie przypomina późniejsze City Editions z oznaczeniem Boutique.
  9. Zestarzał się ten fragment "Księgi XII". Obecnie przydałby się raczej specjalny znaczek wyróżniający zdania do rzeczy, żeby ich nie przeoczyć.
  10. Teoretycznie można. W praktyce to niewykonalne, bo autor "wypowiedzi", opartej na wypełniaczach pozbawionych treści, nie jest w stanie sformułować jej ładnie ani nawet poprawnie, przynajmniej w tej chwili. Gdyby umiał, to by sformułował. Sposobem na językową nieporadność (która jest powszechnie akceptowaną formą ubóstwa, znacznie bardziej rażącą niż ubóstwo materialne) jest "olewanie tematu", demonstrowane na zewnątrz poprzez wypowiedzi w rodzaju "i co z tego?", "kogo to obchodzi?", "najważniejsze, żeby się można było zrozumieć", itp. Jest to postawa zrozumiała, bo kto dotknięty jakimś niedoborem albo kalectwem chciałby je eksponować? Z pewnością byłoby mu przyjemniej być uznawanym za w pełni sprawnego. Każdy przecież zmaga się w życiu z jakimiś trudnościami, które musi pokonywać. O ile jest ich świadomy, bo jeśli nie jest, to nie musi. Co innego jednak pozostawać w nieświadomości, a co innego lekceważyć słuchaczy i czytelników, demonstracyjnie tkwiąc w epoce, kiedy pisownia i wymowa polska nie były jeszcze ustalone. W negacjonistycznej postawie wobec językowych porażek dopatrywałbym się nawet cech pewnego szlachetnego indywidualizmu, gdyby nie to, że jednak znacznie łatwiej jest rozrzucać wokół siebie odpadki na ulicy, zachowując niewzruszone i dumne oblicze, niż zdobyć się na minimum wysiłku i pokornie poszukać kosza na śmieci. Rażących błędów ani zachowań ludzi wokół mnie staram się nie korygować (i czasami mi się udaje), podobnie jak nie chodzę za osobami śmiecącymi na ulicy i nie sprzątam za nich tego wszystkiego, co zostawiają za sobą. To już ich sprawa. Co innego słowo pisane i ogólna dyskusja, taka jak tutaj. A temat poprawności, dopuszczalności, rzekomych lub rzeczywistych braków i niedostatków, ma dodatkowy aspekt, który mnie interesuje. Otóż tworzy mnóstwo okazji do autopromocji, widocznej w niektórych wypowiedziach. W moich tekstach najwidoczniej z tym przesadziłem, bo w pewnym momencie jeden kolega nie wytrzymał, że tyle osób tak jawnie i bezkarnie się wymądrza, i postanowił dołożyć coś od siebie, sugerując (nie wiadomo na jakieś podstawie) jakoby błędy interpunkcji albo pomijanie polskich znaków odpowiadały brudnym rękom i plamom na ubraniu, a cała reszta (ortografia, gramatyka, frazeologia) była już mniej ważna. Nie wiem skąd akurat taka hierarchia ważności, że dbałość o przecinki i "ą, ę, ć" miałaby być ważniejsza od pisowni np. "nie" z przymiotnikami albo od prawidłowej odmiany przez przypadki, to już tajemnica autora tej propozycji. Uważam jednak, że na takim forum, jak to, każdy niedorzeczny pomysł powienien być dozwolony, nawet jeśli został podany w mało estetyczny sposób. Była taka książka "Wolna Trybuna", zawierająca fikcyjne listy obywateli skierowane do tytułowej Trybuny, forum powstałego dla uczczenia 50-lecia PRL. Moim zdaniem jest to właściwy model funkcjonowania każdego dobrego forum. W poprawności językowej, jak w każdej dziedzinie savoir-vivre'u, w grucie rzeczy nie chodzi o to, żeby nie robić błędów i poprawnie stawiać przecinki. Nie wymagam od nikogo, żeby był ideałem. Sam również nim nie jestem i nie jest to dla mnie powód do depresji, tylko do pracy nad sobą. Wystarcza mi w zupełności, kiedy ktoś się stara. Poznaję to po tym, że np. cztery lata temu mówił "poszłym", dwa lata temu "poszłem", a obecnie mówi i pisze "poszedłem". W następnej kolejności przyjdzie czas na zastąpienie "wyłanczam" przez "wyłączam". Wszystko wymaga czasu, takie rzeczy nie dzieją się od razu. Nie chodzi o to, żeby oceniać innych na podstawie ich błędów robionych dzisiaj. Każdy ma jakiś własny poziom wyjściowy, od którego zaczynał i który na ogół nie zależał tylko od niego samego. Istotny jest postęp, jakiego ktoś dokonał względem tego, jak mówił i zachowywał się wcześniej. Od zewnętrznej poprawności znacznie ważniejsze są intencje i sposób traktowania innych. O ile jednak rzeczy powierzchowne, takie jak błędy języka, są łatwo zauważalne i nawet możliwe do wytłumaczenia (niektórym, tzn. tylko tym, których to interesuje), to nie sposób sprawić, żeby ktoś stał się zdolny powiązać swój styl wypowiedzi z relacją, którą nawiązuje ze słuchaczem lub czytelnikiem. To już jest wyższa szkoła jazdy.
  11. - Dokładnie. Zapomniałem o „dokładnie”, używanym jako izolowane słowo zamiast potwierdzenia. Kiedyś „dokładnie” występowało niemal wyłącznie w biurach, wśród korporacyjnych dziewczyn, które „forłardowały asapem” i w ten sposób się „czalendżowały”. Ostatnio usłyszałem to znowu, w wywiadzie z jakimś intelektualistą. Przy okazji nie omieszkał powtykać „jakby” i „tak naprawdę” w co drugim zdaniu, czyli wykonał prawie cały program obowiązkowy.
  12. To się chwali. Podobno czytanie bardzo rozwija. Mam się już bać, czy mogę jeszcze poczekać? Ja się tym razem do tej liczby mnogiej nie przyłączę. Nuże, bądźmy, a żywo. I niech nikt się nie leni! (- Lenin. Właściwie nie wiem, czy to on, ale pasuje.) Tak się zastanawiam, "w związku z powyższym", czy lepiej wyszła Ci rola "wzora", czy moralizatora. No wiesz, Mariusz? Tak to napisałeś, jakby Kolega Wacor potrzebował zachęty.
  13. Ten temat nie jest dla ludzi, którym jest obojętne jak się poprawnie mówi i pisze, a mnożące się błędy to dla nich szukanie problemu na siłę. Załóżmy, że jesteśmy w podróży i zatrzymaliśmy się na noc w pięciogwiazdkowym hotelu. Rano przychodzimy na śniadanie i obok nas widzimy młodego dżentelmena w klapkach, kąpielówkach i podkoszulku, jakby prosto z basenu. Zastanawiamy się, czy nie obudziliśmy się przypadkiem na koloniach szkolnych zamiast w dobrym hotelu, w którym wydawało się nam, że jesteśmy. To właśnie tego rodzaju sytuacja, w której „można by zapytać, i co z tego? Kogoś to razi, ktoś inny nie zwróci uwagi”. A dla takiego młodzieńca w kąpielówkach, to na pewno będzie „szukanie problemu na siłę”. To już praktycznie uzus językowy. Poprawna forma „ucha / w uchach” już dziwi nieświadomych, a niedługo pewnie zaniknie zupełnie.
  14. Wygląda, jakby już wiele razy wchodził w nadprzestrzeń i za każdym razem z niej wychodził.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.