Na początku biegałem z muzą, potem audiobooki a teraz bez niczego, nie biorę telefonu, ani mp3, ani zegarka, po prostu wystarcza mi przyjemność z samego poruszania się, to jakby forma medytacji, nogi same mnie niosą, nie czuje zmęczenia, nie jest ani zimno ani ciepło, a ja sobie tak płynę przez ścieżki biegowe swojej podświadomości a nowa życiówka w połówce to 1:50 minut i 49 sekund, których już nie dałem rady obciąć żeby złamać okrągłą liczbę, ale przynajmniej jest motywacja do następnego półmaratonu