Kolego, wcale nie jest przerażające. Na studiach uczyłem się dużo historii, bo taki był wymóg. MZ niekoniecznie potrzebny, przydaje się o tyle, że czasami można błysnąć w towarzystwie, jeżeli ktoś ma potrzebę tak "błyskać". Na innym wydziale miałem w cholerę matmy, która też była zupełnie niepotrzebna. Córka idzie na medycynę - jej historia też do szczęścia nie jest potrzebna. To, że ktoś nauczy się historii nie znaczy, że nie będzie głupi. Uważam, że w szkole podstawowej dzieci powinny nauczyć się podstaw, w tym również historii, geografii, fizyki, filozofii, czy chemii. I języków. O ilości godzin religii nie chcę pisać. Ale po 8 klasach powinna być specjalizacja przygotowująca do studiów i pracy i - dla zainteresowanych - języki obce.