A ja myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Jak zobaczyłem Pobiedę "olimpic" stwierdziłem, że jednak byłem w błędzie. Sama w sobie nie ma oczywiście żadnej kolekcjonerskiej wartości, ale jest za to dowodem na niesamowitą pomysłowość niektórych domorosłych składaczy zegarków. Mogłaby też stanowić asumpt do otworzenia na Forum nowego tematu pod przykładowym tytułem "najbardziej eklektyczny zegarek radziecki".