Właśnie
Akurat młodzi ludzie, których znam. Koledzy, koleżanki mojej córki - brali z tego co mówili pod uwagę ewentualne udogodnienia związane z faktem bycia zaszczepionym. Jednak głównym celem było - nie chorować, nie chorować ciężko. Wtedy jeszcze też by nie przynieść syfu rodzicom, dziadkom - bo nie było pewności, że zaszczepieni też zarażają. Mniej ale zarażają. Jest pandemia, nauka mówi, że walka polega na szczepieniu, wiec się szczepimy - taki był ogólny motyw. Z grona moich znajomych wiek 40-60 - niewielki odsetek zaszczepił się dlatego żeby uniknąć utrudnień. Większość z powodów zdrowotnych. Jednak to też mała i nie dająca tak samo jak w przypadku MasterMinda żadnych podstaw to wyciągania wniosków grupa. Choćby dlatego, że spośród ludzi z którymi kontakty utrzymuję od lat tylko może 5% to niezaszczepieni. Innych znajomych mam "normalnych" ;). I wcale nie dlatego, że wielu z nich to lekarze.
A odnosząc się do ostatniego. Nie w 100% ale na pewno najmniej sceptyczni wobec konieczności szczepień są lekarze. Tak się jakoś przypadkowo składa, że to oni się na tym znają. I to nadal nie przekonuje osób, które za to chwytają się bez chwili zastanowienia, jakby bez udziału rozumu hasełkom głoszonym przez co bardziej nielotnych polityków (konfederaci, Kowalski itp) , agentów ubezpieczeniowych (Socha), inżynierów górnictwa (Zięba), grajków (Komarenko, Górniak) czy niespełnionych naukowców (Hałat). Nie potrafię pojąć jak to jest, że jak mechanik mówi wymień olej to wymieniamy, chcemy kafelki w łazience wymienić to wołamy glazurnika, a nie kominiarza, a w wypadku szczepień akceptujemy zdanie śpiewającej pszczelarki a nie lekarza?
A już całkowicie nie rozumiem tego, że dane która są faktem również nie przekonują. I nie chodzi nawet o dane z ministerstwa, a z poszczególnych szpitali i oddziałów. Umierają niezaszczepieni. Ciężko przechodzą niezaszczepienie, fatalne powikłania, nieraz wiele miesięcy później mają niezaszczepieni. Jeśłi zaszczepieni to naprawdę mocno doświadczenia wiekiem i innymi chorobami.
Wytłumaczcie mi bo w moim gronie znajomych, środowiskach pracy, nie mam odpowiedzi, ze względu na to, że praktycznie nie ma ludzi niezaszczepionych. Mało kto neguje dystans, maski............... Negowaliśmy jak wszyscy głupoty, typu zakaz wstępu do parków, lasów, czy traktowania mszy inaczej niż obiadu w knajpie.